Homilia na II Niedzielę Adwentu – 10 grudnia 2023

„Wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając swoje grzechy”.
Do Jana przychodzili ludzie świadomi swoich problemów życiowych, własnej winy i popełnionych grzechów. Zauważyli, że oddalili się od Boga i chcieli do Niego wrócić. Zaufali słowom Jana, uwierzyli w możliwość nawrócenia.
„Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a żywił się szarańczą i miodem leśnym”.
Wygląd ascetyczny Jana i jego twarde i radykalne zasady sprawiały, że ludzie drżeli na jego widok ale jednak chętnie przychodzili aby słuchać jego nauczania i przyjmować chrzest pokuty. Prostota znaku, jakim jest chrzest, wskazuje, że Bóg nie wymaga od człowieka spektakularnych aktów wynagradzania za grzechy. Jego pragnieniem jest przemiana umysłu, czego naturalną konsekwencją będzie uporządkowanie swoich życiowych ścieżek.
Jan miał jednak w sobie tyle prostoty i pokory, że nie wykorzystywał tego, że lud lgnie do niego i chętnie go słucha. Wiedział, że jest heroldem – czyli tym, który przygotowuje drogę dla zbawiciela. Dlatego mówi wyraźnie: „Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby schyliwszy się, rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, on zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym».
Aby Bóg mógł wejść w nasze życie i obdarzyć nas wewnętrznym pokojem, musimy przygotować Mu drogę. Usunąć przeszkody nagromadzone przez lata: góry naszej pychy, oczekiwań czy egoizm, który zamienia nas w samotne wyspy. Problemem może być brak nadziei, przez co ze wszystkich stron dostrzegamy tylko zło. Tych przeszkód może być bardzo wiele, wszystkie związane są z naszym grzechem i słabościami. Ale nawoływanie Jana nie wprowadza klimatu beznadziei. On pokazuje, że pokuta i autorefleksja są narzędziem przemiany człowieka, jeżeli zechce otworzyć się na Boga. Adwent to czas metanoi – czyli przemiany sposobu myślenia i wartościowania, to czas na większą dawkę modlitwy i czas na pogłębioną refleksję nad naszym życiem. Czym mam ten czas dla Boga?
Czy korzystam z tych dróg nawrócenia jakimi są Roraty, sakrament pokuty, a ostatnio Triduum i Odpust ku czci Niepokalanego Poczęcia NMP?
Wielu z nas z tej drogi korzysta i skorzystało, ale czy wszyscy?! Jak w okresie Adwentu wygląda nasza modlitwa, która ma być przygotowaniem duchowym na spotkanie Pana.
Żaliło mi się 4 Zelatorów Róż Różańcowych, że mają luki w Różach, wiele osób poumierało, nikt nie chce przejąć po nich różańca, ale także osoby wycofują się z modlitwy różańcowej, tłumacząc że nie mają czasu. Dawniej ludzie więcej pracowali w gospodarstwie i mieli czas na 1 dziesiątek różańca, a dziś?
Jesteśmy Parafią Maryjną – naszą Patronką jest Niepokalana Dziewica Maryja, przeżyliśmy naprawdę wyjątkowy
i piękny czas Triduum i Odpustu Parafialnego; chwalą nas za tradycję w postaci procesji z figurą Matki Bożej, ale za chwilę będziemy z tego czy tamtego rezygnować, zelatorzy myślą już o łączeniu róż. Czy nie warto byłoby wziąć to na nasze adwentowe postanowienie, że może spróbuję podjąć ten trud odmawiania 1 dziesiątka różańca codziennie – to zobowiązanie, ale też i wielki przywilej dla tych, którzy mają czas dla Maryi, to ona będzie się szczególnie nimi opiekowała. Przecież tak wielu spośród Was – Moi Kochani – wiem to od was; odmawia całą cząstkę różańca codziennie, są tacy, którzy odmawiają Nowennę Pompejańską – 4 części różańca;  są tacy, którzy w drodze do pracy czy do szkoły; w samochodzie, w autobusie potrafią się modlić. Czy to naprawdę tak dużo? Ten 1 dziesiątek różańca dziennie? Czy możemy to – jako dar od siebie ofiarować Maryi?! A w zamian tak wiele od niej otrzymać? Zastanówmy się i spokojnie przemyślmy, czy nie warto wejść do wspólnoty różańcowej, zanim będziemy zmuszeni je zredukować?! Bo to będzie nasza odpowiedź na dzisiejsze Janowe zawołanie: Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie dla Niego ścieżki»
Prośmy gorąco, abyśmy jak najlepiej wykorzystali ten czas na duchowe przygotowanie na spotkanie Pana.

Panie Jezu, wierzę i wyznaję, że codzienne stawanie w prawdzie o sobie samym, codzienny wysiłek nawrócenia pozwoli mi zbudować piękną relację z Tobą. Wszystkie narzędzia potrzebne do tego złożyłeś w moich rękach. Amen.

Homilia na Uroczystość Chrystusa Króla – 26 listopada 2023

„Pójdźcie, błogosławieni u Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane dla was od założenia świata!”
Jezus zaprasza nas, abyśmy wzięli w posiadanie królestwo przygotowane dla nas od początku świata. Jesteśmy zaproszeni nie po to, by być gośćmi, ale do pełnego uczestnictwa i udziału w królowaniu! Królestwo Boże jest do wzięcia i do posiadania przez każdego i każdą z Was. Jak mamy to czynić? Jezus jest Królem Królów i Panem Panujących. On pragnie królować w naszym życiu. Zaspokajać nasz głód prawdy, sensu życia i pragnienie miłości.
Nosi nas w swoim sercu, ilekroć tego potrzebujemy, okrywa łaską nasze ubóstwo, troszczy się o nas w chorobach i cierpieniach, uwalnia z niewoli grzechu. Królować z Jezusem to kochać jak On: zaspokajać głód i pragnienie, chronić od zimna, dawać schronienie, okazywać troskę, nieść nadzieję wolności. Ten ewangeliczny przekaz ukazuje, że w najgłębszym chrześcijańskim sensie panować to znaczy służyć, a nawet oddać życie za innych. Dlatego na końcu czasów Król Wszechświata wynagrodzi tych, którzy czynili dobro na ziemi:
„Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;
byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
byłem chory, a odwiedziliście Mnie;
byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”.
Miłosierdzie chrześcijańskie zawarte w uczynkach jest swoistym aktem naszej wiary. Piękno miłosierdzia polega na tym, że kształtuje zarówno tego, który daje, jaki i tego, który przyjmuje dar i przez to pomnaża się dzięki tej wymianie. Świat bez Pana Boga byłby światem wypalonym, bez iskry – a tą iskrą jest nadzieja! Tą integralną częścią naszej nadziei jest wiara w Sąd Ostateczny. Tymczasem Laureat Nagrody Nobla – Czesław Miłosz napisał: „Prawdziwe opium dla ludu to wiara w nicość po śmierci. Ogromna pociecha w tym, że za nasze świństwa upadki, tchórzostwa, morderstwa, nie będziemy sądzeni!”
Wierzymy że ta jedyna sprawiedliwość zostanie ukazana na końcu świata, po naszej śmierci. Pewnego dnia wszystkie krzywdy zostaną wynagrodzone, Źli ludzie odpowiedzą za swoje zbrodnie i grzeszne uczynki, a ci których odkupił Chrystus, zostaną wprowadzeni do życia wiecznego. Bez ostatecznej zapłaty za dobro i zło i bez Boga, jako Sprawiedliwego Sędziego, który za dobro wynagradza, a za zło każe sprawiedliwie – żylibyśmy w świecie, w którym mieszające się ze sobą na co dzień dobro i zło nie miałoby większego znaczenia.
Uroczystość Chrystusa Króla, przypadająca dziś, w ostatnią niedzielę roku liturgicznego, mówi nam, że motywem tego święta jest zrozumienie królewskiej misji Jezusa, która wyraża się w służbie oraz w ofierze za innych. Święto Chrystusa Króla wprowadził papież Pius XI na zakończenie Roku Świętego, 11 grudnia 1925 roku.  Celem było uznanie panowania i władzy Chrystusa zarówno w życiu osobistym chrześcijan, jak i całych społeczności. Miało ono służyć odnowie wiary, także w przestrzeni publicznej, która szczególnie narażona jest na wypieranie zeń wartości i zasad chrześcijańskich. Pius XI traktował ustanowienie święta także jako „lekarstwo na zagrożenia niesione przez coraz powszechniejsze prądy laicyzacyjne, zaprzeczające panowaniu Chrystusa nad ludami i nad światem”. W związku z tym zachęcał do odnowy wszystkiego w Chrystusie. Papież Św. Paweł VI, w 1969 r. podniósł święto do rangi uroczystości, postulując czcić Chrystusa jako Króla Wszechświata. Po reformie liturgicznej uroczystość została przeniesiona na ostatnią niedzielę roku liturgicznego. Święto Chrystusa Króla od samego początku było obchodzone w Polsce.
Ku wolności wyswobodził nas Chrystus”. Królestwo, które propaguje sam Chrystus, nazywamy Królestwem sprawiedliwości, prawdy, miłości i pokoju. Możemy je sami wybierać i stać się jego uczestnikami w prawdziwej wolności wszak Jezus mówi: „Jeśli chcesz, możesz zachowywać przykazania”.
Kiedy za chwilę, w Modlitwie Pańskiej wypowiemy te słowa: „Przyjdź Królestwo Twoje”, to módlmy się gorąco o to, aby  na nowo rozpaliła się naszą gorliwością wiara w to, że prawdziwa odnowa świata może dokonać się jedynie w Chrystusie zarówno w Kościele, jak i w przestrzeni publicznej, rodzinnej, szkolnej i parafialnej.

Panie Jezu, pragnę kochać bliźnich przez konkretne działanie, wybory, słowa, czyny. Wierzę, że wszystko, co robię dla innych, czynię dla Ciebie. Bądź Królem i Panem mojego życia teraz i na wieki wieków. Amen.

Homilia na środę, 22 listopada 2023 roku

„Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma”.
Wszyscy jak tu jesteśmy, zostaliśmy obdarowani różnymi darami i predyspozycjami od Pana. Możliwości ich pomnażania mamy wiele. Ta wewnętrzna potrzeba rozwoju, którą każdy z nas posiada, jest wyrażona słowami: mam przynosić zysk. Dlaczego więc jest tak, że jedni z pasją podejmują różne wyzwania, rozwijają się, a inni zamykają się w sobie i czekają? Odpowiedź znajdziemy w dzisiejszej Ewangelii, w słowach złego sługi.
On lękał się swego pana, ponieważ uważał go za okrutnego, kogoś, kto niczego mu nie ofiarował, a w zamian oczekuje zysków. Czy właśnie nie taki obraz Boga czasem nosimy w swoim umyśle i sercu? Boga niczym surowego Sędziego, wręcz okrutnego, który wymaga jedynie dobrych uczynków, wymusza oddanie w podejmowanych zobowiązaniach, wierność przykazaniom, nieustanną pracę duchową. Wyobrażenie, jakie mamy o Nim, determinuje nasze zachowanie. Dlatego tak ważne jest, abyśmy spotkali w naszym życiu Boga żywego i prawdziwego, objawionego przez Jezusa Chrystusa, Boga który owszem jest sprawiedliwy, ale nie można zapominać, że jest także miłosierny – Bóg wie, doskonale jacy jesteśmy, jakie mamy duchowe braki i czego nam tak naprawdę potrzeba. Kiedy stajemy się darem dla Boga i dla ludzi; kiedy wiemy, że Bóg wierzy w nas, ufa nam i nas wspiera, to wtedy jest o wiele łatwiej zaryzykować dla niego, przynosić tzw. duchowy zysk i pomnażać te wszystkie dary, które otrzymaliśmy od niego. Bóg zachęca nas, abyśmy spróbowali patrzyć Jego oczami na świat, na rzeczywistość, która nas otacza i na drugiego człowieka – oczyma sprawiedliwymi i miłosiernymi.
Św. John Henry Newman pisał, że: „Chrześcijanin to człowiek, który stara się patrzeć na świat i na innych oczami Boga, przyjmując Jego punkt widzenia i próbując odkryć Jego plan miłości dotyczący całego stworzenia”. My natomiast tak często zatrzymujemy się na tym, co widoczne dla oczu a jeszcze częściej na tym, co jak w krzywym zwierciadle jest wykrzywione naszymi emocjami. O ile praca z emocjami to długa droga, bo nasza emocjonalność jest ściśle związana z naszym charakterem o tyle umiejętność patrzenia głębiej to już kwestia pewnego rodzaju praktyki. I wobec zaniedbania tej płaszczyzny naszego życia duchowego nie możemy się już zbyt łatwo tłumaczyć. Można by zatem powiedzieć, że sposób patrzenia to jedna z cech które różnią człowieka Boga od człowieka światowego.  Uczmy się tego Bożego patrzenia. Autor „Małego Księcia”, Antoine de Saint-Exupery pisał, że: Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu; dobrze widzi się tylko sercem”. Modlitwa serca jest jedną z praktyk, która uczy właśnie takiego sposobu patrzenia. Wspominany już dziś John Henry Newman mawiał: Tylko człowiek, który wie gdzie stoi, potrafi wskazać kierunek, w którym chce naprawdę iść”. Warto zastanowić się nad naszą drogą, w jakim miejscu na niej jesteśmy i w jakim kierunku chcemy podążać? Czy ta droga prowadzi nas do spotkania z Ojcem, który jak pan z dzisiejszej przypowieści jest hojny dla wszystkich, którzy go nieustannie poszukują i kochają całym sercem.

Panie Jezu, oczyść mój umysł i serce z wszelkich fałszywych obrazów Boga. Ty sam objawiaj mi Ojca w darach i charyzmatach Ducha Świętego, który ma moc przemienić  moje serce i napełnić je pełną miłością. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków Amen.

Homilia na środę, 15 listopada 2023 roku

Dzisiejsza Ewangelia uczy nas przede wszystkim zawierzenia Bogu, ale również tak bardzo zapomnianej dziś postawy – cnoty wdzięczności. Wdzięczność pomogła uzdrowionemu na nowo pokochać Boga. Spośród wszystkich uzdrowionych, to właśnie Samarytanin zyskał najwięcej. Ten człowiek potrafił oddać Jezusowi wszystko, co posiadał – czyli swoje   pełne wdzięczności serce.
«Czyż nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Czy się nie znalazł nikt, kto by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec?» Do niego zaś rzekł: «Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła».
Trąd to choroba nieuleczalna, która niszczy więzy rodzinne i relacje przyjaźni, gdyż chory musiał być odizolowany od społeczeństwa i żył w odosobnieniu, w całkowitej izolacji – z dala od domów, od innych ludzi. Dawniej trędowaci, kiedy przechodzi w miejsce, gdzie składano dla nich żywność, to musieli używać tzw. kołatek – żeby nimi odstraszać ludzi i zwierzęta – żeby w promieniu kilkudziesięciu metrów nikogo nie było.
Takie same konsekwencje przynosi grzech. Niewierność rozbija rodziny, kłamstwo niszczy przyjaźń, kradzieże przynoszą szkodę ludziom i całemu państwu. Nikt nie jest wolny od niewidzialnego trądu grzechu.
Abp FULTON J. SHEEN: „Niektórzy boją się zaglądać we własne sumienie z obawy przed tym,  co tam znajdą. Są oni podobni do tchórzów, boją się otworzyć list ze strachu przed złymi wieściami. Niemniej analiza własnej duszy jest tym, co diagnozowanie ciała – pierwszym krokiem na drodze do uzdrowienia”
Niestety we współczesnym społeczeństwie ludzie zapominają o postawie wdzięczności – o tym co mieli, a co otrzymali; dzieci o wdzięczności wobec rodziców czy dziadków, obdarowani o wdzięczności wobec Darczyńców, ludzie o wdzięczności wobec Boga. Bo kiedy Bóg nas wysłuchuje, to czy my tak szybko nie zapominamy Mu podziękować?
Co jest dla nas ważniejsze: dar czy Darczyńca? Uczmy się postawy Samarytanina, bądźmy za wszystko wdzięczni Bogu i ludziom, umiejmy się odwdzięczać tym, którzy czynią dobro – naszą postawą, uczynkami miłosierdzia, dobrym słowem i tym, że pamiętamy. a na pewno osiągniemy wewnętrzną radość i pokój serca.

Panie Jezu, tak często noszę w sobie niewidzialny trąd grzechu. Jestem nieczysty w myślach, słowach i czynach. Pomóż mi, abym na nowo stał się czysty jak dziecko. Amen.

Homilia na XXXII Niedzielę zwykłą – 12 listopada 2023

„Podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego”.
Przypowieść o dziesięciu pannach ukazuje młode dziewczęta, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pan Jezus na samym początku zaznacza, że: „ Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych”. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Natomiast panny roztropne zabrały ze sobą zapasową  oliwę. Kiedy o północy rozległo się wołanie: Oblubieniec idzie, wyjdźcie mu na spotkanie”, to panny roztropne były przygotowane, a nierozsądne poszły zakupić zapas oliwy. Kiedy powróciły, zastały drzwi zamknięte.
Mimo kołatania i rozpaczliwej prośby: „Panie, Panie, otwórz nam!”,
nie zostały wpuszczone na ucztę, a wyrokiem dla nich stały się słowa oblubieńca: „Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was”.
Dzisiejsza Ewangelia dotyka kondycji wiary i miłości w naszym życiu. Pięknie jest, gdy każde nasze spotkanie z Jezusem przeżywamy, jakby to była pierwsze spotkanie z kimś znanym, pierwsza randka. Panny nierozsądne – czyli po prostu głupie, idąc po oliwę, nie działały wbrew panu młodemu, oczekiwały go tak samo jak panny rozsądne – czyli mądre. Jednak ich oczekiwanie okazało się niewystarczająco gorliwe.
To właśnie gorliwość lub jej brak ma stać się wyznacznikiem, który rozsądzi i oczyści ludzi w dniu sądu ostatecznego.
Rozumie to ten, kto będąc daleko od Boga i Kościoła, przeżył nawrócenie, prawdziwie poznał Chrystusa. Na ogół jesteśmy przekonani, że potępieni zostaną tylko ci, którzy w jakiś sposób odrzucili Boga lub przeciwstawili Mu się, wybierając grzech. Przypowieść o pannach uzmysławia nam,
że do Królestwa Niebieskiego mogą się nie dostać także ci, którzy niewystarczająco, byli gorliwi w swojej wierze. Zapewne nikt z nas, jak tu jesteśmy, nie chciałby usłyszeć słów na sądzie ostatecznym: „Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was”.
W I czytaniu  w Księdze Mądrości słyszymy słowa: „Mądrość jest wspaniała i nie więdnie, ci łatwo ją dostrzegą, którzy ją miłują, ci ją znajdą, którzy jej szukają”. Bo kto raz poznał mądrość, to nie chce jej stracić, i zrobi wszystko aby ją posiadać. Kardynał Grzegorz Ryś powiedział w homilii: „Mądrością jest to, co potrafi nas przeprowadzić przez trudne momenty. Mądrością jest to, co potrafi przetrzymać próbę czasu, zwłaszcza takiego czasu, który jest trudnym i ciężkim doświadczeniem. Mądrość to taka wiedza, która sprawdza się w życiu, zwłaszcza w sytuacjach gdy jesteśmy wystawieni na przedłużające się działanie zła”. Dziś chcemy się rozwijać, kształcić, zdobywać kwalifikacje –to świadczy o naszej kreatywności. O wiele ważniejsze jest to, kiedy robimy to nie tylko dla siebie, ale dla dobra  innych np. mojej rodziny, mojego środowiska, mego otoczenia, żeby pomóc innym, przysłużyć się innym. Nie inaczej wygląda to w kwestii duchowej. Poznaliśmy Jezusa na drodze sakramentalnej, udzielanej w Kościele, a teraz powinniśmy to pomnażać, rozwijać i ubogacać naszą wiarę – przez modlitwę, przez życie sakramentalne, przez uczestnictwo we Wspólnocie Kościoła, przez pomoc tym, którzy są w potrzebie, ale tez przez przekaz wiary i świadectwo życia wobec dzieci i młodzieży.
Kiedy już  naprawdę pokochamy Jezusa, stale powinniśmy to uczucie miłości w sobie umacniać i rozwijać. I choć jak w szkole, w pracy, w domu w małżeństwie i rodzinie – wkrada się rutyna – przecież wszystko znamy i nic nas nie zadziwia ni zaskoczy. jak to możliwe, aby miłość Boża objawiała się w moim szarym życiu?; to właśnie wtedy potrzebna jest nam roztropność pięciu panien, które zabrały ze sobą oliwę, czyli łaskę Bożą. Zabranie jej to symbol naszego zaangażowania w wiarę, to nasza chrześcijańska gorliwość czyli zaangażowanie. Prośmy o to, abyśmy potrafili naszą wiarę umacniać, ożywiać i według niej żyć, bez względu na konsekwencje naszych decyzji i wyborów- bo prawdziwa gorliwość w wierze i wierność Chrystusowi aż do końca swego życia, to postawa panien roztropnych oczekujących na przyjście oblubieńca.
Panie Jezu, wiele razy wydaje mi się, że milczysz, nie odpowiadasz, że opóźnia się Twoje przyjście. Pragnę czuwać, aby nie zabrakło mi oliwy modlitwy, która sprawia, że moje serce płonie miłością. Amen.

Homilia na środę, 8 listopada 2023 r.

„Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem”.
Panu Jezusowi chodzi o to, żeby mieć w nienawiści swoich najbliższych i siebie samego. Jezusowi chodzi o to, aby najbliższe osoby w rodzinie: ojciec, matka, żona dzieci, bracia i siostry i wszystkie sprawy dotyczące tych osób oraz sprawy dotyczące nas nigdy nie przesłaniały najważniejszej relacji w życiu każdego człowieka wierzącego – mianowicie relacji z Bogiem. Doskonałym komentarzem dzisiejszej Ewangelii są słowa św. Augustyna: „Gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu, tam wszystko jest na swoim miejscu”. Jeśli w życiu na pierwszym miejscu postawimy miłość do Boga, wtedy miłość do bliskich staje się jej naturalną konsekwencją. Bóg nie chce niszczyć czy osłabiać naszych relacji z innymi. On te relacje porządkuje, uzdrawia i przyczynia się do ich rozwoju i dojrzewania. Miłość do Boga to nie słowa wypowiadane z sentymentem, ale przede wszystkim zażyła relacja z Nim i przyjęcie Jego nauki wraz z jej konsekwencjami. Kochać Boga bardziej niż… to być gotowym iść pod prąd, sprzeciwić się otaczającej nas rzeczywistości.
Kochać oznacza również bronić wartości chrześcijańskich, zaryzykować dla Chrystusa wszystko, co mamy najcenniejszego, bez obaw o to, co inni o nas pomyślą czy powiedzą.
Panie Jezu, naucz mnie kochać bardziej, to znaczy nie wstydzić się Ciebie, zerwać z tym, co szkodzi moim relacjom z Tobą. Ucz mnie kochać bardziej, by wziąć na ramiona swój krzyż i pójść za Tobą. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

 Homilia na Uroczystość Wszystkich  Świętych

„Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”.
Człowiekowi z natury towarzyszy potrzeba bycia samowystarczalnym. Bo po to przecież się uczymy, żeby zdobyć pracę, po to pracujemy, żeby mieć dom i samochód, i chleb na stole, po to zdobywamy doświadczenie, by być konkurencyjnymi i potrzebnymi w naszym otoczeniu. Na poziomie duchowym jest odwrotnie. Jesteśmy tym bogatsi, im bardziej mamy świadomość, że ostateczne źródło i cel naszego istnienia jest poza nami.
Jak ten cel i tę drogę zrealizować w życiu? Odpowiedź na to pytanie daje nam dziś Pan Jezus, który w Ewangelii proponuje nam drogę ośmiu błogosławieństw i błogosławionych, kiedy w kazaniu na Górze wypowiada te znamienne słowa: „Błogosławieni ubodzy w duchu… Błogosławieni, którzy się smucą… Błogosławieni cisi…Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości… Błogosławieni miłosierni… Błogosławieni czystego serca… Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój… Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości… Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was…”
Ubogi w duchu to ten, kto z pokorą patrzy na swoje życie i wie, że w wielu sprawach nie domaga, wszystkiego nie wie, popełnia błędy i umie się do nich przyznać. Ubogi w duchu to ten, kto ma świadomość, że nie jest samowystarczalny, i że nieustannie potrzebuję pomocy. Ubogi w duchu to ten, kto każdego dnia budzi się ze świadomością, że nieustannie we wszystkim potrzebuje Boga, bo jego powołanie wykracza poza ludzkie możliwości. Ale też wie, że dzięki pomocy Boga może osiągnąć wszystko – cel – jakim jest wieczność.
Dzień  1 listopada br. przypomina nam prawdę o powszechnym powołaniu do świętości. Kościół zaprasza nas do wielkiej radości z powodu tak licznej rzeszy Wszystkich Świętych – czyli tych, którzy już osiągnęli niebo i  widzą Boga, a którzy może jeszcze nie tak dawno żyli pośród nas, pracowali z nami, byli naszymi najbliższymi: współmałżonkami, rodzicami, dziećmi, krewnymi, przyjaciółmi, znajomymi, a dziś są całkowicie oddani Bogu.
Jest to niezliczony tłum, który w pełni osiągnął cel życia. Są oni wiecznie szczęśliwi, bo po prostu są w niebie. Tę prawdę potwierdza w Apokalipsie – czyli Księdze Objawienia  Św. Jan Apostoł, który  mówi o liczbie 144 tysięcy ludzi:  „Ujrzałem wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem”.  Według wschodniej symboliki liczba ta wskazuje na nieskończoną rzeszę świętych.
Św. Jan z niezwykłą starannością to opisał, a Księga Apokalipsy ukazuje tych, którzy ten stan osiągnęli: „Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy”.  W języku biblijnym biała szata i palma w ręku oznacza świętość. Ci święci są opieczętowani, noszą na czole znamię, tzw. sfragis – czyli  znak przynależności do Boga. W momencie chrztu każdy z nas otrzymał taką pieczęć chrzcielną i od tamtej chwili rozpoczęła się nasza historia zbawienia, weszliśmy do wielkiej rodziny dzieci Bożych, staliśmy się własnością Boga naszego Ojca. Bóg położył na nas swą dłoń i prowadzi nas w swoim Kościele do wiecznej Ojczyzny. Papież Franciszek w Adhortacji GAUDETE ET EXSULTATE  czyli o powołaniu do świętości w świecie współczesnym tak pisze: „Lubię dostrzegać świętość w cierpliwym ludzie Bożymjest to często <<świętość z sąsiedztwa>>- czyli świętość osób, które żyją blisko nas i są odblaskiem obecności Boga”. Aby być świętymi, nie trzeba być biskupami, kapłanami, zakonnikami ani zakonnicami. Często mamy pokusę, aby sądzić, że świętość jest zarezerwowana tylko dla tych, którzy mają możliwość oddalenia się od zwykłych zajęć, aby poświęcać wiele czasu modlitwie. Ale tak nie jest. Wszyscy jesteśmy powołani, by być świętymi, żyjąc z miłością i dając swe świadectwo w codziennych zajęciach, tam, gdzie każdy się znajduje. Jesteś osobą konsekrowaną? Bądź świętym, żyjąc radośnie swoim darem. Jesteś żonaty albo jesteś mężatką? Bądź świętym, kochając i troszcząc się o męża lub żonę, jak Chrystus o Kościół. Jesteś pracownikiem? Bądź świętym wypełniając uczciwie i kompetentnie twoją pracę w służbie braciom. Jesteś rodzicem, babcią lub dziadkiem? Bądź świętym, cierpliwie ucząc dzieci naśladowania Jezusa. Sprawujesz władzę? Bądź świętym, walcząc o dobro wspólne i wyrzekając się swoich interesów osobistych”.
Bo świętość – jak mówił Jan Paweł II – jest nam od Boga dana i zadana.
Zrozumiało to wielu świętych jak np. Bł. Carlo Acutis – młody  informatyk zakochany w Jezusie, którego pobożności nauczyła polska niania prowadząc go często do Kościoła na Adorację i Mszę Św., bł. Matka Teresa z Kalkuty, która całe swoje życie poświęciła ubogim, godziny spędzała na modlitwie i adoracji Najświętszego Sakramentu, wywołała poruszenie, kiedy boso odebrała Pokojową Nagrodę Nobla, a pieniądze przekazała na swoje szpitale i domy opieki; bł. Pierre Giorgio Frassatti – syn ambasadora włoskiego w Berlinie, zupełnie nie rozumiany przez najbliższą rodzinę, który był sportowcem – wyczynowym alpinistą, ale pomagał ludziom chorym i cierpiącym – był woluntariuszem, a zmarł na chorobę Heine – Medina, zarażony przez jednego ze swoich podopiecznych; Bł. Ks. Jerzy Popiełuszko – kapłan i męczennik, który za motto obrał słowa Św. Pawła:
„Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”, zrozumiała to bł. Rodzina Ulmów, która swoje powołanie do świętości odnalazła w życiu rodzinnym opartym na tradycji i wierze w Boga oraz  na czynnej miłości bliźniego, którą przypieczętowała męczeńską śmiercią w obronie Żydów, ukrywanych we własnym domu. Ich wspólnym mianownikiem była wielka miłość do Boga i bliźniego. Aleksander Świętochowski  napisał: „Miłość jest progiem świata i kto tego progu nie przestąpi, nie wejdzie do krainy życia wiecznego.”
„Świętymi bądźcie bo ja jestem Święty” – mówi Bóg. Zapamiętajmy, że choć przemija postać tego świata, a my wraz z nim i tylko dążenie do pełni świętości może nam zapewnić wizję nieba i prawdziwego szczęścia:
Panie Jezu daj mi serce rozkochane w Tobie, aby nieustępliwie szukało Ciebie, Wlej Panie w moje serce wielkie pragnienie świętości oraz odwagę i wytrwałość w jej realizacji. Amen.

Homilia  na  XXX  Niedzielę  zwykłą – 29 października 2023

„Weźcie to stąd, a z domu mego Ojca nie róbcie targowiska! Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie”.
Poprzez reakcje gniewu Jezus pokazuje, że w ważnych sprawach umie być stanowczy, czasami unosi się wielkim gniewem, który wybucha jak gwałtowna burza. Czy Jezus miał prawo wyrzucić ze świątyni przebywających tam Żydów?
Tak, ponieważ był Synem Umiłowanym swego Ojca i wiedział, jak naprawdę powinni zachowywać się w Jego domu wierni i wyznawcy Boga Jahwe. Chociaż Jezus wypowiada ostre słowa i mocno reaguje, nie potępia człowieka tylko jego zachowanie;  i z całą mocą podkreśla miłość i miłosierdzie Ojca. Przecież przyszedł po to, aby nas zbawić! Jego gniew jest wyrazem troski o nas.
Jezus głosi naukę z autorytetem i mocą. I choć niektórym /zwłaszcza faryzeuszom i przekupniom w świątyni/ to się nie podobało – pytali: Jakim prawem to czynisz? To jednak go słuchali, bo część uważała go za Mesjasza, niektórzy za proroka, a jeszcze inni za wędrownego nauczyciela. Czy my dziś słuchamy Jezusa jako tego, który jest Synem Bożym,  i głosi naukę z autorytetem i mocą?! Czy wierzymy, że spotykamy się ze Zbawicielem świata w tej świątyni?!
Wczoraj na cmentarzu spotkałem się ze starym znajomym z lat szkolnych, rozmawialiśmy o wielu sprawach – także o panującym kryzysie wiary; i powiedział bardzo ciekawą rzecz – kiedyś dla nas podstawą było to, co mówią autorytety; słuchaliśmy naszych nauczycieli, a przede wszystkim rodziców, a dzisiaj,  kiedy podeptano wszelkie autorytety, rodzice słuchają swoich dzieci i bezgranicznie im ufają! Czy tak nie jest i u nas?!
Zbawiciel chce nam przypomnieć, że każda świątynia ma być miejscem nawrócenia. Cześć oddawana Bogu to cały wymiar życia w Duchu Świętym, to życie w prawdzie, to miłość podobna do miłości Bożej, uniwersalna, nie mająca względu na osoby, nie dająca się stłumić przez grzeszne uczynki i postępowania… Istota kultu nie wyraża się tylko w darze, jaki przynosimy Bogu, ale przede wszystkim w  naszych sercach: „Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i twoje serce”.
Jezus nie zamierza ograniczać przestrzeni, w której możemy się modlić i wielbić Boga. Chce nam jednak przypomnieć, że tym szczególnym miejscem jest świątynia, a przede wszystkim świątynia naszego ducha, o której mówi św. Paweł. Nową Świątynią jest On sam – ukrzyżowany i zmartwychwstały. Dlatego Jezus pragnie abyśmy budowali prawdziwą jedność w naszej świątyni – jedność z Bogiem i między sobą.
Św. Ojciec Pio z Pietrelciny
mówił o znaczeniu jedności w świątyni: „Tak jak zaprawa trzyma cegły w budowli, tak miłość i posłuszeństwo jednoczą ludzi w Kościele!”.
Jak ja postrzegam świątynię – czy jest to przede wszystkim moje osobiste spotkanie z Bogiem? W jaki sposób przeżywam liturgię i modlitwę w naszej świątyni? Jak słucham Bożego Słowa, które Jezus kieruje do mnie? Czy to Słowo ma moc mnie przemienić i uzdrowić? Czy ma ono wpływ na moje życie moralne? Co jeszcze muszę uporządkować w moim życiu, by mój dar, moja ofiara były miłe Panu Bogu? Czy angażuję się w sprawy kościoła i świątyni przez posługę liturgiczną, przez pracę i troskę o sprawy Kościoła?
Panie Jezu, dziękuję Ci za dar mojej świątyni. Proszę Cię Panie o łaskę dobrego przeżywania spotkania z Tobą, o dar budowania prawdziwej jedności i pokoju wśród wszystkich należących do Wspólnoty Kościoła. Proszę, abym umiał dobrze myśleć, dobrze mówić, dobrze czynić. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

Homilia na XXIX Niedzielę zwykłą – 22 października 2023

«Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?»
Faryzeusze z dzisiejszej Ewangelii zastawiają na Jezusa pułapkę…pytają o kwestię podatków…Dlatego wykorzystują trudną sytuację polityczną narodu, by oczernić Jezusa i skazać Jego misję na porażkę. Każda odpowiedź na to pytanie byłaby zła… Jeśli Jezus odpowiedziałby, że trzeba płacić podatek cezarowi, lud mógłby Go odrzucić, ponieważ uważał Rzymian za okupantów. A jeśli zbojkotowałby płacenie podatku, rozliczyliby się z Nim rzymscy urzędnicy. Faryzeusze uważali Jezusa za rewolucjonistę i podżegacza. A On jest demaskatorem obłudy i miłośnikiem prawdy. Był przeciwnikiem przemocy w imię sprawiedliwości, co nie wyklucza pragnienia wolności swojego narodu. Jednak nie na sposób rewolucyjny. Od Jezusa uczymy się, że wszystko ma swoje miejsce i swój czas. Dlatego, po obejrzeniu monety Jezus mówi z wielkim spokojem:  „Oddajcie cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga”.
Co  tak naprawdę znaczą te słowa?
Jezus w tym dzisiejszym fragmencie pokazuje jak powinna przebiegać granica między polityką a religią. Trzeba być posłusznym prawu ludzkiemu, ale ono ma swoje granice. Granice prawa ludzkiego i prawa państwowego kończą się tam, gdzie zaczynają się granice Prawa Bożego a dla niewierzących granice prawa naturalnego. Nie należy zatem mieszać religii do polityki…ale jednocześnie należy być uczciwym w tej i w tamtej sferze. Nie można być dobrym politykiem będąc złym chrześcijaninem i swoim ustawodawstwem zaprzeczać wierze w Chrystusa… Kolejny współczesny problem, jaki nasuwa się w związku z dzisiejszą Ewangelią, to zarzuty wobec Kościoła o „mieszanie się do polityki”. Tu też trzeba postawić wyraźną granicę…Czym innym jest nauczanie zawarte w Katolickiej Nauce Społecznej; czym innym otwarte zaangażowanie w politykę. Kościół nie może milczeć wobec antykościelnej i anty-Bożej polityki. Doskonale ujął to Bł. Stefan Wyszyński: „Kiedy cesarz siada na ołtarzu, musimy powiedzieć non possumus”.
Ale z drugiej strony, kiedy będą święta, kiedy spotykamy się w rodzinach, za chwilę z racji Wszystkich Świętych, za kilka miesięcy z racji Świąt Bożego Narodzenia, czy to jest oznaka chrześcijaństwa, że poróżnią nas spory polityczne, antagonizmy i przekonania? Opowiadał mi mój znajomy: jeszcze podzielili się opłatkiem, ale na drugi dzień wyjechali z domu rodzinnego rano, bo przy stole wigilijnym syn z ojcem pokłócili się o sprawy polityczne – i swąd i niesmak pozostał. Jeden z nieżyjących już arcybiskupów powiedział, że „musimy nauczyć się godnie i kulturalnie różnić i umieć ze sobą rozmawiać”.
Chrystus nas przestrzega: „Jeżeli Królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać!”. Komuś zależy na tym aby nas skłócić i poróżnić. Komu? Odpowiedź jest jedna – szatanowi który nienawidzi człowieka i chce go zniszczyć i upodlić. „Zgoda buduje, a niezgoda rujnuje…”„Nie ważne, co nas dzieli, ważne co nas łączy!”
Zadaniem Wspólnoty Kościoła jest budowanie zgody i jedności nie tylko na świecie, ale w naszej Ojczyźnie, w naszej miejscowości, w naszym sąsiedztwie i w naszych domach. Wiedział o tym patron dnia – Św. Jan Paweł II, który ciągle mówił: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi! Nie lękajcie się!”. A kiedy Polacy zachłysnęli się wolnością i dyktowali co papież powinien mówić, to on w 1991 roku za temat Pielgrzymki obrał DEKALOG. A papież, kiedy widział, jak Polacy odwracają się od Boga,  to na pewno był smutny, może nie raz zapłakał, ale nie obrażał się na nikogo, brał do ręki różaniec, szedł na długie godziny do kaplicy, leżał krzyżem i modlił się za swoich rodaków.
19 października br. obchodziliśmy wspomnienie Bł. Jerzego Popiełuszki, kapłana i męczennika, zamordowanego w 1984 roku przez funkcjonariuszy SB. Tego samego dnia, niejako przeczuwając swoją męczeńską śmierć, modlił się w czasie nabożeństwa różańcowego w Bydgoszczy. Oto fragment jego rozważania: „Tylko ten może zwyciężać zło, kto sam jest bogaty w dobro. Pomnażać dobro i zwyciężać zło, to dbać o godność dziecka Bożego. Zachować godność, to pozostać wewnętrznie wolnym, nawet w warunkach zewnętrznego zniewolenia, pozostać sobą w każdej sytuacji życiowej. Wolność dana jest człowiekowi jako wymiar jego wielkości. Zachować godność, by móc powiększać dobro i zwyciężać zło, to kierować się w życiu sprawiedliwością. Sprawiedliwość wypływa z prawdy i miłości. Im więcej jest w człowieku prawdy i miłości, tym więcej i sprawiedliwości. Sprawiedliwość musi iść w parze z miłością, bo bez miłości nie można być w pełni sprawiedliwym. Gdzie brak jest miłości i dobra, tam na jej miejsce wchodzi nienawiść i przemoc. Zwyciężać zło dobrem, to zachować wierność prawdzie. Dążenie do prawdy wszczepił w człowieka sam Bóg… Prawda, podobnie jak sprawiedliwość, łączy się z miłością, a miłość kosztuje. Prawdziwa miłość jest ofiarna, stąd i prawda musi kosztować. Prawda zawsze ludzi jednoczy i zespala. Obowiązkiem chrześcijanina jest stać przy prawdzie, choćby miała ona wiele kosztować. Bo za prawdę się płaci, tylko plewy nic nie kosztują. Aby zło dobrem zwyciężać nie wolno walczyć przemocą. Komu nie udało się zwyciężyć sercem i rozumem, usiłuje zwyciężyć przemocą.i zachować godność człowieka, nie wolno walczyć przemocą. Komu nie udało się zwyciężyć sercem i rozumem, usiłuje zwyciężyć przemocą. Każdy przejaw przemocy dowodzi moralnej niższości. Najwspanialsze i najtrwalsze walki, jakie zna ludzkość, jakie zna historia, to walki ludzkiej myśli. Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, od zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy”.
Przed nami ciekawy, trudny i pełen niewiadomych czas. Wykorzystajmy te ostatnie dni października na modlitwę o ducha cierpliwości, jedności i miłości w naszych sercach i umysłach:
Panie Jezu, wiele razy chciałem radykalnie zmienić swoje życie. Nie pozwól, aby zabrakło mi w tym wytrwałości. Spraw aby oddawał Bogu Ojcu, to co należy do Niego; aby m zawsze pamiętał, że moim obowiązkiem jako chrześcijanina  jest stać przy prawdzie, choćby miała ona wiele kosztować. Aby umiał zło dobrem przezwyciężać i zawsze zachowywać w sobie godność Dziecka Bożego.
Który żyjesz i królujesz na wieki wieków.
Amen.

Homilia na XXVII niedzielę zwykłą

Dzisiejsza Ewangelia, to kolejna przypowieść Pana Jezusa tym razem o dzierżawcach winnicy. Gospodarz, który założył winnicę, oddał w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Kiedy nadszedł czas zbiorów, w/g prawa posyła swoje sługi, w celu odebrania należnego plonu. Ale zbuntowani rolnicy brutalnie potraktowali jego służących. Kiedy posłał syna, myślał: „Uszanują mojego syna”. A oni uknuli spisek: „To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo”. Wyrzucili go z winnicy i zabili. Jezus pyta słuchaczy: „Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami?” Słyszy odpowiedź: „Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze”.
Przypowieść o winnicy jest o nas. Bóg stworzył świat i człowieka –jako koronę tych stworzeń– czyli winnicę i wyposażył w: mur, tłocznię i wieżę, którymi są: umysł, wola i serce. Otrzymaliśmy winnicę – życie, aby jak najlepiej nim gospodarzyć. I mimo grzechu pierworodnego, Bóg dalej ma nadzieję, że ludzie będą wypełniać jego polecenia. Na dowód swojej wierności posyła Swojego Syna Jezusa, które – podobnie jak rolnicy z przypowieści – arcykapłani i faryzeusze wydali na śmierć i zabili – nie rozpoznając w nim Bożego Dziedzica – Mesjasza.
A jednak Chrystus dokonał naszego usprawiedliwienia i dał nam wszystkim dowód miłości Boga; kolejną szansę na zbawienie i życie wieczne. Czy my jednak potrafimy tę szansę właściwie wykorzystać w naszym życiu?
Wybitny antropolog, dr Ethan Powell w filmie „Instynkt” badacz życia goryli w Rwandzie, dążył do poznania, zrozumienia i życia w pełnej symbiozie z przyrodą. Naukowiec, który przez ponad dwa lata nie dawał znaku życia o sobie, zdobywa akceptację goryli górskich, którym poświęcił lata badań kosztem życia rodzinnego: kosztem żony i córki. Kiedy myśliwi  i strażnicy na polecenie córki próbowali go odnaleźć, weszli brutalnie do dżungli i zaatakowali zwierzęta, to on staje w ich obronie w efekcie czego ranił i zabił dwie osoby w dżungli. Zostaje oskarżony o morderstwo. Przed rozprawą musi zostać zbadany przez psychiatrę. Pewnego dnia namalował w celi mapę Afryki i ku zdziwieniu naczelnika więzienia i psychiatry zaczyna mówić i wyjaśnia: „Tak było ponad 10 tys. lat temu. Ludzie zabijali zwierzęta, żeby przeżyć, mieć pożywienie, wycinali las, żeby mieć domy szałasy i opał. I puentuje swoją wypowiedź: „Co wyście bracze zrobili z tym światem. Jak to miło bawić się i udawać Pana Boga?”. Powell nie może się pogodzić z tym, że ludzie zmienili obraz tego świata, zapomnieli kim są w tym świecie i nastawieni są do świata konsumpcyjnie, potrafią go tylko brać  pełnymi garściami i niszczyć. Chociaż wydaje się nam, że życie i ziemia należy jedynie do nas, to faktycznie jesteśmy tylko jego dzierżawcami. Czy wykorzystujemy umysł, wolę, serce dla chwały Bożej, oddając Panu należne mu plony, czy tylko dla zaspokajania swoich celów? Przykładem wykorzystywania umysłu serca i woli dla chwały Boga jest Matka najświętsza i to w niej powinniśmy upatrywać przykład do naśladowania. Ona zmieniła swoje plany i dostosowała je do planów i woli Boga, w pełni je akceptując: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według Słowa twego”. To Maryja zachowywała wszystkie trudne sprawy w swoim sercu i ufała Bogu, choć niejednokrotnie tego nie rozumiała.
Wczoraj, 7 października br. obchodziliśmy wspomnienie Matki Bożej Różańcowej, nazywane także dniem Matki Bożej Zwycięskiej. Ma ono swoje zakorzenienie w historii. Papież Pius V, wywodzący się z zakonu dominikanów, „rozkochany” w różańcu zalecał go jako skuteczną modlitwę błagalną w czasie zagrożeń i utrapień. Zagrożenie stało się konkretne, kiedy to sułtan turecki – Selim II w 1571 r. wyruszył z potężną flotą na podbój Europy. Pius V zmobilizował cały Kościół do odmawiania różańca, powierzając Maryi jej tą trudną sytuację. Do decydującej bitwy między flotą chrześcijańską a znacznie większymi siłami tureckimi doszło w Zatoce Korynckiej, pod Lepanto, dnia 7 października 1571 r. Zwycięstwo było ogromne. Odwrócił się wiatr, który utrudnił walkę Turkom, a stał się sprzymierzeńcem floty chrześcijańskiej. Po zaledwie czterech godzinach walki zatopiono sześćdziesiąt galer, zdobyto połowę okrętów tureckich, a śmierć poniosło 27 tys. Turków. Pius V – świadom, komu zawdzięcza cudowne ocalenie Europy, uczynił dzień 7 października br. świętem Matki Bożej Różańcowej.
Czy pamiętamy, że Matka Najświętsza jest szczególną wspomożycielką i wsparciem dla nas, czego dowodem jest hasło: „Przez Maryję do Jezusa”. To jej zaufali i zawierzyli losy Kościoła i naszej Ojczyzny wielcy czciciele Niepokalanej, którzy z różańcem nie rozstawali każdego dnia – Bł. Stefan  Wyszyński: „Wszystko postawiłem na Maryję” i Jan Paweł II: „Totus Tuus – Jam cały twój Maryjo i wszystko moje jest twoim”. Przed nami ważne wydarzenia i trudne decyzje, brak zgody i jedności w kraju, ciągłe konflikty na świecie, wiszące widmo wojny, kłótnie i spory w sąsiedztwach, w domach, w rodzinach, ciągłe roszczenia i pretensje, a do tego cierpienia, choroby, trudności. Moi Kochani! Nie zmarnujmy kolejny raz tego miesiąca na bzdety i głupoty, znajdźmy czas na wspólnotową modlitwę różańcową powierzmy te sprawy Maryi, bo tylko ona może nam pomóc – uwierzmy w to wreszcie! Prośmy naszą Matkę, aby była dla nas szczególnym wsparciem w ważnych momentach naszego życia:

Panie Jezu, Ty oczekujesz ode mnie owoców godnych królestwa Bożego. Nie pozwól mi zapomnieć, że jestem dzierżawcą, a nie właścicielem swego życia. Maryjo pomóż mi zrozumieć, że tak jak Ty powinienem wypełniać polecenia Jezusa, aby osiągnąć najważniejszy cel życia na ziemi, jakim jest życie w niebie. Amen.