Homilia na Święto Niepodległości 2019

 „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: «Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze», a byłaby wam posłuszna”.

Wiara działa przez przebaczenie

Człowiek jest jednością duszy i ciała. Jego działanie powinno być potwierdzeniem wyborów ducha. Nie zawsze tak się dzieje, gdyż jedność osłabiona jest przez grzech. Jezus zachęca nas dziś do niestwarzania innym okazji do grzechu oraz do przebaczania. W tym idziemy Jego śladami, bo chrześcijanin to człowiek, który Jezusowy sposób działania czyni swoim. Chrystus nie chce śmierci grzesznika, dlatego stale wzywa do nawrócenia. Miłość do drugiego człowieka nie pozwala na obojętność wobec zła, które ten czyni. Dopiero jednak fundament wiary pozwala zrozumieć logikę Bożej miłości, która walczy o człowieka. W wierze widzimy, jak Bóg nas traktuje. W wierze nie gorszymy się złem, lecz walczymy bez zniechęcenia, bo wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy.
Pewien człowiek wybrał się do lasu, aby znaleźć ptaka, którego chciał wziąć do domu. Znalazł młodego orła, przyniósł go i wsadził do ptasiej zagrody między kury, kaczki i indyki. Dawał mu kurze jedzenie, chociaż był to orzeł, król ptaków. Po 5 latach odwiedził raz tego człowieka pewien przyrodnik. Gdy szli razem przez dziedziniec, zawołał: Ten ptak nie jest przecież kurą, to orzeł!”  “Tak – powiedział właściciel – to się zgadza. Ale ja wychowałem go na kurę. On nie jest już orłem, ale kurą, chociaż jego skrzydła mają 3 metry szerokości. “Nie, powiedział tamten, on jest jednak orłem, gdyż ma serce orła, które każe mu pofrunąć w górę, w przestrzeń. Nie, nie, powiedział ów człowiek, on jest teraz prawdziwą kurą i nigdy nie będzie latał jak orzeł.”
Postanowili jednak zrobić próbę. Przyrodnik wziął orła, uniósł go w górę i powiedział z naciskiem:
Ty, który jesteś orłem, który należysz do nieba, a nie tylko do tej ziemi, rozwiń swoje skrzydła i pofruń!” Orzeł siedział na wyciągniętej dłoni i oglądał się. Za sobą zobaczył kury dziobiące ziarna i zeskoczył do nich. Następnego dnia wszedł z orłem na dach domu, uniósł go i zawołał: “Orle, który jesteś orłem, rozpostrzyj swoje skrzydła i pofruń!” Ale orzeł znów obejrzał się na grzebiące w ziemi kury, zeskoczył do nich i grzebał razem z nimi. Następnego dnia wstał wcześnie rano, wziął orła i wyniósł go z miasta, daleko od domów, do stóp wysokiej góry. Słońce właśnie wschodziło i ozłacało szczyt góry; wszystkie wierzchołki rozpromieniły się radością uroczego poranka. Przyrodnik wzniósł orła wysoko i powiedział do niego:
Orle, ty jesteś orłem. Ty należysz do nieba, a nie tylko do tej ziemi. Rozwiń swoje skrzydła i pofruń!”
Orzeł rozejrzał się, zadrżał cały, jakby weszło w niego nowe życie – ale nie odfrunął. Wtedy przyrodnik odwrócił go tak, że patrzył prosto w słońce. I nagle orzeł rozpostarł swoje potężne skrzydła, wzniósł się z okrzykiem orła, frunął wyżej i wyżej i nic powrócił już nigdy. Był orłem, chociaż został wychowany jak kura i oswojony! Jesteśmy stworzeni na obraz Boga, ale ludzie nauczyli nas myśleć jak kury i często sądzimy, że jesteśmy naprawdę kurami, chociaż jesteśmy orłami. Rozwińmy skrzydła i pofruńmy! I nie dajmy się nigdy zadowolić rzucanymi nam ziarnami. Orzeł to ptak, który frunie wysoko, ale zawsze potrzebuje powrotu do gniazda, skąd się wykluł i skąd wyleciał. Orzeł to nasz herb – symbol naszej wolności; powinniśmy ciągle wracać do gniazda – nie zapominać o naszej historii.

Cyprian Kamil NORWID  napisał piękny tekst,  który dla tych polskich orłów, które wyleciały przymusowo na emigrację z polskiego gniazda, bardzo cierpiały. On ciągle nam uświadamia, jak ważne są to słowa, do których wszyscy tak często wracamy:
Do kraju  tego,
gdzie kruszynę chleba
podnoszą z ziemi
przez uszanowanie
dla darów Nieba….
Tęskno mi, Panie..
Św. Jan Paweł II całując polską ziemię, w swoim powitalnym przemówieniu mówił:
„Pokój tobie Polsko – ojczyzno moja – Ojczyzna jest naszą matką ziemską. Polska jest matką szczególną. Niełatwe są jej dzieje, zwłaszcza na przestrzeni ostatnich stuleci. Jest matką, która wiele przecierpiała i wciąż na nowo cierpi. Dlatego też ma prawo do miłości szczególnej”
Papież Franciszek pięknie mówi o wolności „Wolność jest nam dana i zadana, abyśmy umieli dokonywać właściwych wyborów w życiu!” Prośmy gorąco, abyśmy potrafili właściwie zagospodarować, abyśmy zrozumieli, kim jesteśmy naprawdę i skąd bierze się nasza kultura, historia – dziedzictwo narodowe. Naród bez historii, bez tożsamości upada, ginie zanika. Parafrazując słowa Romana Dmowskiego: „Jestem Polakiem i obowiązki mam polskie!”, prośmy gorąco abyśmy nie zapomnieli kim jesteśmy i skąd nasz ród.
Panie, przymnóż mi wiary, abym spoglądał na Twoją postawę wobec grzeszników i próbował Cię naśladować. Najpierw w wymagającej miłości do siebie, a potem do innych. Amen.

Homilia na Dzień Zaduszny – Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych – 2 listopada 2019

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!”

Dzień dzisiejszy – Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych to podwójne doświadczenie.
Z jednej strony skończoność naszej natury, bo przechodzimy naturalny proces obumierania, a potwierdzają to groby naszych bliskich. Z drugiej strony – nadzieja płynąca z wiary w Boga, który jest Bogiem życia i wszystko dla Niego żyje. Trzeba tę tajemnicę przeżywać we wszystkich jej wymiarach. Nie bójmy się bólu rozstania, jaki odczuwamy, stając przy grobie bliskich nam osób. Zauważmy, jak dobrze, że szczytem grobów naszych bliskich jest krzyż. Patrząc na ten znak Jezusowego zwycięstwa, zaczynamy patrzeć oczami wiary. Krzyż to śmierć, która nie miała ostatniego słowa. Chociaż Jezus na krzyżu wypowiada ostatnie słowa: Ojcze w Twe ręce składam ducha mego!”, to jednak nie jest koniec. Śmierć to brama ku życiu dla wszystkich, których Jezus umiłował. A miłość pragnie bliskości na zawsze. Jeśli nasz bliski przeszedł tę bramę śmierci razem z Jezusem, to ból zamienia się powoli w nadzieję. Staje się przypomnieniem, że Jezus jest jedyną prowadzącą tam Drogą. Trzeba się jej mocno trzymać, a wtedy serce nie będzie się trwożyć.
Bo życie człowieka nie kończy się na cmentarzu! Przecież w to wszyscy wierzymy!

Pięknie o tym mówią słowa prefacji – modlitwy przed konsekracją z Mszy Św. za zmarłych: „Albowiem życie Twoich wiernych Panie, zmienia się, ale nie kończy… I choć nas zasmuca nieunikniona konieczność śmierci,  znajdujemy pociechę w obietnicy przyszłej nieśmiertelności”.
Polski poeta okresu romantyzmu, Cyprian Kamil Norwid, napisał w jednym ze swoich wierszy słowa:
Czy popiół tylko zostanie i zamęt, Co idzie w przepaść z burzą? – czy zostanie na dnie popiołu gwiaździsty dyjament, Wiekuistego zwycięstwa zaranie!”
Co zatem zostanie po nas – Popiół czy diament?!  Każdy z nas ma swój czas życia. Nie znamy dnia i godziny, kiedy Pan życia i śmierci odwoła nas przed swe oblicze. Ale wiemy, że ten czas, który jest przed nami, jest do naszej dyspozycji. Możemy wykorzystać go w ten sposób, żeby po naszym odejściu nikt nie będzie rozpaczał.
Kiedy zapalamy znicze lub lampki, to zauważamy, że światło tak długo się pali, dopóki nie wypali się oliwa lub wosk. Podobnie jest z nami – Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim. Dlatego nie możemy zapominać o naszych bliskich zmarłych, zwłaszcza, że oni nas potrzebują; naszej modlitwach, przyjętej w ich intencji Komunii Św., naszego duchowego wsparcia.
Dlatego przeżywając dziś Dzień Zaduszny chciejmy pamiętać i modlimy się za dusze w czyśćcu cierpiące, aby weszły do bram nieba, aby ich przygarnął Jezus Chrystus.

Umocnij mnie, Panie, w smutku rozstania z najbliższymi nadzieją jedności życia w Tobie na wieki. Spraw Panie, abym pamiętając o przemijaniu ludzkiego życia nie zapominał o moim zbawieniu.
Proszę Cię za nimi, aby mogli na zawsze doświadczać radości płynącej z Twojej szczególnej bliskości. Amen.

 

Homilia na Uroczystość Wszystkich Świętych – 1 listopada 2019

„Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”.

Każdego roku w Uroczystość Wszystkich Świętych odczytujemy niezwykłe teksty biblijne, zawarte w Liturgii Słowa. Słowo Boże, bardzo bogate w treść, stara się nam przybliżyć rzeczywistość świętości. Gdy mówimy o świętości, często ogarnia nas zniechęcenie. Dla wielu z nas, temat wydaje się nie na czasie, jakby z innego świata. Wolimy rozmawiać o pracy, o polityce, o modzie, o pogodzie, o zarobkach, o przyszłości… ale o świętości?! Po co? Komu to potrzebne? Przecież to nierealne…Wciąż się nam wydaje, że świętość to coś, czego nie da się do końca osiągnąć. To dlatego Kościół proponuje nam taką uroczystość jak dzisiejsza, która uświadamia prawdę, że świętość jest na stałe wpisana w życie chrześcijańskie, w życie każdego człowieka. Dzisiaj celebrujemy Uroczystość, w której radujemy się ze Wspólnoty Świętych. W jej skład wchodzą nie tylko ci, których imiona zapisane są w kalendarzu liturgicznym i których obrazki można nabyć w księgarni, a których Kościół beatyfikował czy kanonizował. Czcimy dzisiaj Wszystkich Świętych – czyli tych, którzy już osiągnęli niebo, którzy widzą Boga, a którzy może jeszcze nie tak dawno żyli pośród nas, pracowali z nami, byli naszymi najbliższymi: współmałżonkami, rodzicami, dziećmi, krewnymi, przyjaciółmi, znajomymi, a dziś są całkowicie oddani Bogu. Ufamy, że jest to niezliczony tłum, który w pełni osiągnął cel życia. Są oni wiecznie szczęśliwi, bo po prostu są w niebie.
Tę prawdę potwierdza w Apokalipsie – czyli Księdze Objawienia  Św. Jan Apostoł, który mówi o liczbie 144 tysięcy ludzi:

 „Ujrzałem wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem”.
Liczba uzyskana została przez podniesienie do kwadratu liczby pokoleń Izraela i przez mnożnik tysiąc, co oznacza ogrom i pełnię (12x12x1000). Świadkowie Jehowy dosłownie interpretują ten tekst twierdząc, że tylko tyle osób będzie przebywać w niebie. Według wschodniej symboliki ta liczba wskazuje jednak na nieskończony, doskonały tłum świętych. „Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy” W języku biblijnym biała szata i palma w ręku oznacza świętość. Św. Jan z niezwykłą starannością to opisał, a Księga Apokalipsy ukazuje tych, którzy ten stan osiągnęli. Apostoł pisze więc o wielkim tłumie, którego nikt nie może policzyć ze wszystkich narodów, pokoleń i języków. Ci święci są opieczętowani, noszą na czole znamię, tzw. sfragis – czyli  znak przynależności, znak własności Boga. W momencie chrztu każdy z nas otrzymał taką pieczęć chrzcielną i od tamtej chwili rozpoczęła się nasza historia zbawienia, weszliśmy do wielkiej rodziny dzieci Bożych, staliśmy się niejako własnością Boga naszego Ojca. Bóg położył na nas swą dłoń i prowadzi nas w swoim Kościele do wiecznej Ojczyzny.

Ten cel jest w zasięgu naszej ręki, jest możliwy do osiągnięcia, ale trzeba wybrać specjalną drogę, na której ten cel można było osiągnąć.
Dlatego Ewangelia proponuje nam drogę ośmiu błogosławieństw i błogosławionych. Oto oni:
„Błogosławieni ubodzy w duchu… Błogosławieni, którzy się smucą… Błogosławieni cisi…Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości… Błogosławieni miłosierni… Błogosławieni czystego serca… Błogosławieni,
którzy wprowadzają pokój… Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości… Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was…”

Każdego roku odczytujemy ciągle aktualne słowa, które można nazwać ośmioma drogowskazami. Ale nam co roku towarzyszą poważne wątpliwości, czy ewangeliczne błogosławieństwa nie są oderwane od życia.
Współczesny rozpędzony świat podpowiada, że to nie ubodzy się liczą, ale właśnie bogaci i przebojowi ludzie.
Masz pieniądze, jesteś kimś, przynajmniej tak uważają ci, którzy je mają…
Zapominają jednak, że za pieniądze nie można wszystkiego kupić…Nie dają pełni szczęścia…
Nie smutek jest dzisiaj w cenie, tylko radość oraz sprawianie i korzystanie z przyjemności…
Nie cisi i pokorni odgrywają ważne role w życiu, ale ci, którzy są głośni i robią wokół siebie jak najwięcej medialnego szumu, niekiedy graniczącego ze skandalem… Wystarczy przejrzeć niektóre internetowe portale czy prasowe tytuły, aby się przekonać, że skandalizowanie jest w modzie…Skandal jest trendy…
Nie sprawiedliwi liczą się i nie ci, którzy prowadzą spokojne życie, ale bezwzględni, niekiedy bezczelni cynicy…
Nie miłosierni cieszą się dzisiaj uznaniem, ale ci, którzy zagarniają wszystko, aby mieć jeszcze więcej…
A jeśli okazują się miłosierni, to często szukając w tym popularności i własnej korzyści…
Nie ci, którzy zabiegają o czystość obyczajów i zachowań, zdobywają szacunek i uznanie, ale bezwstydni i ci,którzy szczycą się upadkiem obyczajów, uważając, że trzeba wyjść z ciemnogrodu i zacofania…
Niekiedy wręcz obnoszą się ze swoją innością… i tak zwanym społecznym wyzwoleniem…
Nie  ludzie nastawieni pokojowo mają dzisiaj najwięcej do powiedzenia, ale często ci, którzy są bezwzględni i agresywni, raz po raz sięgając po przemoc…
Nie prześladowani otrzymują zaszczyty i godności, pokazała to historia minionych lat, ale przebiegli i ci, którzy potrafili się w życiu ustawić. W wielu przypadkach kaci i oprawcy mają więcej do powiedzenia i cieszą się samopoczuciem lepszym, niż ich ofiary…
Takie myślenie może nas zniechęcić! To tak naprawdę dla kogo jest ten program i ta droga ośmiu błogosławieństw, o której mówi Jezus i czy w ogóle ktoś go może zrealizować?!

Musimy zrozumieć, że prawdziwa wizja szczęścia jest do osiągnięcia, ale nie tu na ziemi. My chcemy być szczęśliwi tu i swoją zaradnością budujemy naszą wizję szczęścia. Tymczasem Bóg pokazuje, że prawdziwe szczęście i radość można osiągną po drugiej stronie – i pozornie ci którzy tu cierpieli na ziemi, byli cisi, nie barwni, ale szarzy i zwyczajni, jeśli starali się zachowywać Boże prawo do końca – mają szansę na tę wizję wiecznej szczęśliwości.
Świętość jest w zasięgu każdego z nas, a jej pragnienie Bóg wpisał w każde ludzkie serce. Świętość realizowana jest w zwykłych wydarzeniach codziennego życia, w wykonywaniu powszednich i prozaicznych obowiązków. Można dążyć do świętości, gotując obiad, krojąc chleb, prasując koszulę, zmieniając dziecku  czy niedołężnemu ojcu pampersa, odwiedzając chorego w szpitalu, odrabiając lekcje, czy grając w piłkę… Można zdobywać świętość przez uśmiech, życzliwość, wysłanego smsa z dobrym słowem, przez modlitwę za kogoś potrzebującego…
Świętość jest w zasięgu każdego zwykłego człowieka, również słabego, grzesznego, mającego problemy…
Znana chrześcijańska Anna Kamieńska w „Notatniku” napisała:
„Nie ten kto bez grzechu – lecz ten kto przebacza
Nie ten kto nieskazitelny – ale ten rozumiejący
Nie ten święty – kto nie zgrzeszył, ale wzniósł się ponad”.
Świętość to wznoszenie się ponad przeciętność, zwykłość, szarość…Świętym może zostać każdy; syn i ojciec, matka uczeń i nauczyciel, student i profesor, pracownik i dyrektor, ksiądz i zakonnik, osoba konsekrowania i świecka… Świętość jest dla wszystkich i dlatego potrzebna jest Uroczystość Wszystkich Świętych, by wspominać tych, którzy zostali beatyfikowani i kanonizowani oraz tych,  którzy

w świętości żyli, a nam ich ciągle brakuje…
Ten dzisiejszy dzień ukazuje obok tajemnicy świętości rzeczywistość przemijania.
Modne na zachodzie „halloween party” nie przekonują rozmachem i magicznymi obrzędami, bo nie można ze śmierci robić jakiegoś mało zrozumiałego magicznego „show”, nie godzi się czynić rozrywki z umierania. Śmierć zawsze będzie tajemnicą, która zamyka ludzkie istnienie i historię ziemskiego życia.
Pewien zaprzyjaźniony ksiądz egzorcysta powiedział mi kiedyś ze smutkiem: Kumulacja brutalnych obrazów przemocy i zabijania w filmach, wiadomościach, fotografiach, grach komputerowych, nawet kreskówkach dla dzieci, to przejaw czystego satanizmu w popkulturze”. Pomyślałem, czy trochę nie przesadza?! Ale przyszło mi na myśl inne pytanie: skąd bierze się to współczesne zdziczenie obyczajów, tak bardzo widoczne w promujących fascynację śmiercią mediach?
Parafrazując tytuł serii słynnych szkiców Francisco Goyi, można by powiedzieć: „bo, gdy wiara śpi, budzą się upiory” …
Tu nie chodzi o zakaz podejmowania tematów śmierci i przemocy, ale o zakaz pokazywania ich w taki sposób. To właśnie ów sposób bardzo diabłu odpowiada – ta neopogańska wizja świata, wypierająca myśl o karze za grzechy i możliwości wiecznego potępienia. A przecież to jest jawne zaprzeczenie chrześcijańskiej wizji  życia wiecznego. Lekcję jak zrozumieć rzeczywistość świętości i przemijania, jak godnie przechodzić stąd do wieczności, pokazał nam najznamienitszy profesor naszych czasów – Św. Jan Paweł II.
To właśnie papież w „Tryptyku rzymskim” napisał:
„I tak przechodzą pokolenia − Nadzy przychodzą na świat i nadzy wracają do ziemi, / z której zostali wzięci (…)
A przecież Non omnes moriar – nie cały umieram, / to co we mnie niezniszczalne trwa!” .
Dzisiaj, jutro, w ciągu najbliższych dni, staniemy nad grobami tych, którzy odeszli, by istnieć ciągle w nas, choć w innym wymiarze…
Ksiądz-poeta Jan Twardowski dodaje: „Przemijamy jak wszystko, by w ten sposób naprawdę istnieć”.

Kiedy przed laty odszedł znany poeta i kompozytor – Marek Grechuta, rodzina artysty na pożegnalnej klepsydrze napisała: „Dla świata byłeś wspaniałym człowiekiem, dla nas byłeś całym światem…”
Ilu tych, którzy byli dla nas całym światem, dzisiaj jest nieobecnych? Ilu tych, których nam ciągle bardzo brakuje i za którymi po ludzku bardzo tęsknimy?
To właśnie oni mają szczególne prawo do naszej pamięci. To dlatego kiedy dziś rozpoczyna się listopadowy czas zamyśleń i refleksji, niech te najbliższe dni staną się czasem intensywnej pamięci modlitewnej. Wypominki, celebrowane Msze święte − to duchowy dar, jaki możemy ofiarować tym, którzy sami sobie pomóc już nie mogą. Bądźmy z nimi, ale też pamiętajmy, że przemija postać tego świata, a my wraz z nim i tylko dążenie do pełni świętości może nam zapewnić wizję nieba:

Panie daj mi serce rozkochane w Tobie, aby nieustępliwie szukało Ciebie. Niech Duch Święty prowadzi mnie i umacnia na drodze ku świętości. Wszyscy święci i święte Boże, módlcie się za nami! Amen.