Homilia na XVI Niedzielę zwykłą – 18 lipca 2021

Dzisiejsze Słowo, nad którym się teraz chcemy wspólnie pochylić ukazuje nam najważniejszą prawdę: że Bóg jest dobrym pasterzem, który troszczy się aby nam – jego owcom niczego nie brakowało. Dobroć Boga ogarnia zarówno materialny jak i duchowy aspekt naszego życia. On nas krzepi na duchu i wskazuje drogę jaką powinniśmy stale iść. prorok Jeremiasz przestrzega tych, którzy otrzymali od Boga misję pasterską, ale niewłaściwie wypełniają ją w swoim życiu: „Biada pasterzom, którzy prowadzą do zguby i rozpraszają owce z mojego pastwiska. Wy rozproszyliście moje owce, rozpędziliście i nie zajęliście się nimi. Oto Ja się zajmę nieprawością waszych uczynków. To zaś będzie imię, którym go będą nazywać: „Pan naszą sprawiedliwością”.
Dziś trzeba na nowo odkryć istotę powołania, i ukazać ją tym, których Bóg wybiera. Jedynym wzorcem prawdziwego Pasterza jest Ten, który realizuje sam Tę misję.  Jest nim Jezus Chrystus  – umiłowany Syn Ojca, o czym informuje nas w II czytaniu Św. Paweł Apostoł: „W Chrystusie Jezusie wy, którzy niegdyś byliście daleko, staliście się bliscy przez krew Chrystusa. On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość. wprowadzając pokój, i w ten sposób jednych, jak i drugich znów pojednać z Bogiem, w jednym Ciele przez krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości”. Dziś kiedy tyle podziałów i nienawiści, kiedy ludzie nie szanują się wzajemnie, depczą i niszczą autorytety, dopuszczają się jawnej profanacji podnosząc rękę na świętość, potrzebujemy na nowo duchowych przewodników, którzy będą jednoczyć budować i łączyć, a nie dzielić i destabilizować – rozbijać wspólnoty. Ale potrzebujemy też osób świeckich, które wspólnie z pasterzami będą pielęgnować i zabiegać o poszanowanie tego co święte i jedyne. Dlatego ważna jest troska o wzmacnianie na nowo Chrystusowej Wspólnoty Kościoła, bo tylko w niej można odbudować i zachować to co wydaje się przegrane i utracone. Wybitny pianista, kompozytor i patriota Ignacy Jan Paderewski – premier polskiego rządu mówił w czasie swego wystąpienia w 1915 roku: „Aczkolwiek sam należę do wierzących, aczkolwiek sam z przekonania, z serca, z poczucia obowiązku Polaka przy świętej wierze ojców naszych stoję, jednakowoż tutaj w tym gronie nikogo nawracać nie myślę. Szanuję przekonania każdego, który jest szczerym i nie o sobie wyłącznie myśli…Pewien myśliciel głęboki wypowiedział zdanie, że Polska jest jako orzech zachowany i chroniony przez łupinę, a tą łupiną jest Kościół rzymskokatolicki. Gdy się pomyśli, jak mimo najsroższych ucisków, mimo najcięższych prześladowań katolicka polskość zachowała się zwłaszcza na wschodzie, na Litwie i Rusi, wtenczas słuszność daje się łatwo zrozumieć”.
Apostołowie działali w imieniu Jezusa. On dostrzega zmęczenie uczniów i poleca im  prawdziwy odpoczynek w ustronnym miejscu: „Idźcie sami na miejsce odludne i trochę odpocznijcie”. Ta zachęta skierowana jest również do nas.
Tak bardzo jesteśmy zabiegani, jak staramy się wypełniać wszystkie obowiązki zawodowe i rodzinne, i doskonale nas rozumie. Pozwólmy, aby Jego słowa troski do nas dotarły. Znajdźmy czas na prawdziwy odpoczynek i wyciszenie, by po prostu z Nim pobyć, wsłuchać się w Niego. Dlatego tak ważna jest nasza osobista modlitwa, spotkanie na Adoracji w świątyni, uczestnictwo we Mszy Św., Komunia Św. przyjmowana w czasie łamania chleba. Bo to jest nasz duchowy pokarm, który obok pokarmu cielesnego ma kolosalne znaczenie w naszym rozwoju.
„Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać o wielu sprawach”.
Zapewne Jezus sam chciałby znaleźć chwilę na odpoczynek, na który posyła swoich uczniów. Tłumy jednak udały się za nimi odpływającymi na drugi brzeg, tak bardzo spragnione Jego nauki. Jezus nie pozostawił ludzi, wiedział, że Go potrzebują i pozostał z nimi. Jego miłość do człowieka jest pierwsza – miłość jest ważniejsza od  odpoczynku. On w miłości do ludzi nie ustaje, bo troszczy się o ich zbawienie. Jezus lituje się nad ludźmi garnącymi się do Niego jak owce, które nie mają pasterza. On daje mi miłosierdzie i umacnia swoim słowem.
Tak też jest dzisiaj. My potrzebujemy Boga, a On nas nie zostawia. Kiedy widzi, że chcemy Go słuchać i postępować zgodnie z tym, czego naucza – tym bardziej może działać w naszym życiu.
Proboszcz z Arls – św. Jan Maria Vianney mówił: „Dobry pasterz, pasterz według Bożego serca, jest największym skarbem, jaki dobry Bóg może dać parafii, i jednym z najcenniejszych darów Bożego miłosierdzia”.
O takich pasterzy jako wspólnota chrześcijańska musimy zabiegać, o takich pasterzy musimy się modlić i prosić Boga, powinniśmy wypraszać potrzebne laski o świętość pasterzy i o ich wierność Chrystusowemu powołaniu.
Bo dziś w tym świecie tak łatwo utracić swoją duchową czujność, tak łatwo zagubić się wśród wielu zawirowań, tak łatwo pójść na łatwiznę oczekiwań i wpaść jak statek bez steru na mieliznę i po prostu ugrzęznąć.
W czasie upałów szukamy schronienia w cieniu, pijemy wodę, bo tylko tak możemy przetrwać gorący czas. Potrzebujemy takiego orzeźwienia i otrzeźwienia w naszej wierze. Potrzebujemy odnowienia naszej wiary, bo tylko tak możemy zrozumieć kim jesteśmy, do czego zostaliśmy wy brani i powołani i kto jest naszym jedynym Panem i Pasterzem:

Panie Jezu, dziękuję, że wciąż jesteś przy mnie, znasz mnie i – mimo moich słabości, grzechów i niedoskonałości – kochasz. Ofiaruję Ci moje serce i wolę, przemień mnie. Amen.

Homilia na środę 14 lipca 2021 r.

Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”.
Jezus, który w modlitwie wysławia swego Ojca, kolejny raz wypowiada dość zaskakujące słowa… Bóg, który jest odwieczną nie odgadnioną w pełni Tajemnicą, zakrył prawdy naszej wiary, prawdy życia, prawdy o zbawieniu i o Królestwie Bożym. To wszystko zakrył Bóg przed mądrymi i roztropnymi… a objawił je prostaczkom. Co Jezus ma na myśli wypowiadając słowo prostaczek?! Przyjęło się mówić, że prostaczkowie, to ludzie niewykształceni, prości, ubodzy… Ale prostaczek to nie jest prostak… Ludzie, którzy myślą w prosty sposób… mają swoją mądrość wewnętrzną, którą czerpią z obserwacji i doświadczenia życia. Dlatego też przeciwstawia się ich ludziom mądrym i roztropnym, mającym spore doświadczenie teoretyczne. Dlaczego Jezus przeciwstawia sobie te dwie grupy? Spróbujmy to rozszyfrować…
Do mądrych i roztropnych należeli arcykapłani, faryzeusze…czyli śmietanka intelektualna – elita religijna Izraela. Faryzeusze nieustannie wystawiają Jezusa na próbę, próbują złapać Go na  jakimś błędzie, na jakiejś „herezji”… Nieustannie kwestionują Jego nauczanie…A nawet jeżeli się z tym nauczaniem zgadzają, to trudno im się do tego przyznać na głos. Natomiast prostaczkowie, to ci ludzie, którzy poszli za Jezusem…których Jezus zachwycił prostym i bezpośrednim przekazem w Swoim nauczaniu. To rybacy, pasterze, nawet celnicy i jawnogrzesznice, powszechnie potępiani przez uczonych, kobiety i dzieci…
To są ludzie prości. To oni z entuzjazmem i nadzieją słuchają Jego słów. To także Jego najbliżsi uczniowie… zatem również ludzie prości i niewykształceni… Jezus w swojej mowie uwypukla konflikt między prostą, dziecinną wiarą, a przesadnym intelektualizmem. Dlaczego pewne rzeczy zakryte są przed mądrymi i roztropnymi, a objawione tym, którzy są jak małe dzieci? Może właśnie dlatego, że mądrość ludzka za bardzo kalkuluje, za bardzo ocenia, a wystarczy postawa małego dziecka, czyli prostota i ufność. Nie warto zbytnio dociekać i próbować zrozumieć za wszelką cenę, bo taka postawa może doprowadzić do osłabienia lub nawet pełnej utraty wiary. „Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić”. Jezus wyraźnie podkreśla wielką zażyłość i jedność z Ojcem, bo to Ojciec posyła swego Syna na świat, aby go zbawił i wyzwolił z mocy zła. Jezus – Syn Boży zachęca nas, abyśmy Nauczyli się przyjmować wolę Ojca jak dziecko, czyli w pełni Mu zaufać.

Warto docenić u dzieci postawę  prostoty i szczerości, bo dzięki temu będziemy mogli zrozumieć i przyjąć to, co mówi do nas Bóg i komu przez Swego Syna zechce On objawić tę prawdę.
Oczywiście, nie ma nic złego w przeżywaniu wiary w sposób rozumowy – intelektualnie. Przecież papież Św. Jan Paweł II jeszcze jako kardynał i profesor uczelni prowadził w czasie spotkań i wypraw wakacyjnych dysputy teologiczne i filozoficzne ze swoimi przyjaciółmi, z profesorami i studentami. To papież pisał o dwóch skrzydłach, którymi są wiara i rozum. Ale trzeba pamiętać o tym,  co powiedział Pan Jezus do Św. Tomasza, który zgrzeszył postawą niewierności: „Uwierzyłeś Tomaszu bo mnie ujrzałeś! Ale Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli”. A tacy właśnie są prostaczkowie… Im nie potrzeba dowodów…im nie potrzeba rozpraw teologicznych… Dla nich wystarczy sama obecność Żywego Boga…im wystarczą Jego słowa…. Człowiek zbyt mocno polegający na rozumie, może się pogubić… ponieważ ciągle szuka znaków…potrzebuje dowodów… Nieustannie krzyczy jak w pokerze „sprawdzam”, .a przecież nie o to chodzi w prawdziwej wierze… że sprawdzać samego Boga!`
To oczywiste, że potrzebujemy ludzi wykształconych, mądrych i roztropnych– tzw. apologetów, którzy będą bronić prawowierności w nauce Kościoła, bez których świat duchowy byłby o wiele uboższy. Ale to na prostaczkach Chrystus zbudował Kościół…i choć traktaty teologiczne będą wciąż powstawać, to wiara prostaczków…i ich modlitwa…będzie działać cuda… I na koniec jeszcze jedna myśl…i pytanie zarazem… Czy można być „mądrym i roztropnym” a jednocześnie „prostaczkiem”? Bez wątpienia tak…  Warto przypomnieć sobie, że w betlejemskiej grocie odnaleźli  Małego Jezusa i w niego uwierzyli zarówno prości pasterze jak i Mędrcy ze Wschodu…. Prostota nie leży w wykształceniu czy statusie majątkowym. Ale jest to przede wszystkim postawa serca…
Bo człowiek prawdziwe mądry i prostego serca – to ten, który wie, że jest Ktoś o wiele mądrzejszy, kto stworzył i zaplanował ten świat. Ma też pełną świadomość, że nie jest w stanie wszystkiego do końca zrozumieć, poznać, odkryć i zaplanować. Bo prawdziwa mądrość idzie zawsze w parze  z pokorą i tylko razem dają człowiekowi pełne  poznanie i zrozumienie.

Panie Jezu, pozwól, bym stawał przed Tobą w prostocie i pokorze serca, z prostotą i szczerością. Naucz mnie Panie przyjąć Twoje słowo i Twoje nauczanie z wiarą i pełnym zaufaniem, abym nie należał do tych, przed którymi zakryłeś te tajemnice, ale należał do tych, którym je w pełni objawiłeś. Amen.

 

Homilia na Nabożeństwo Fatimskie – Sobota, 3 lipca 2021 r.

„Pan mój i Bóg mój! Uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli».
Drodzy Bracia i Siostry w Wierze!
Pochyleni nad Słowem Pana uświadamiamy sobie że Jezus Chrystus może nieustannie umacniać naszą wiarę. Wpatrujemy się w postać patrona dnia – Św. Tomasza, który jako jedyny nie był wraz z uczniami, gdy ukazał się Jezus po Zmartwychwstaniu. Dlatego włącza się u niego ścisłe, logiczno-matematyczne rozumowanie: Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę”.
Kiedy mija osiem dni od Zmartwychwstania Jezus znów wchodzi mimo drzwi zamkniętych do Wieczernika i podczas spotkania z Tomaszem daje mu możliwość, aby w pełni uwierzył. «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym». Dopiero wtedy Apostoł umacnia swoją wiarę, a jego serce Tomasza ogarnia prawdziwy pokój i ukojenie, kiedy wyznaje swoją wiarę: „Pan mój i Bóg mój!”. Kiedy w naszych sercach budzą się wątpliwości dotyczące kwestii wiary, przybieramy postawę Tomasza. Tak jak on szukamy potwierdzenia, wręcz dowodów naukowych.
Tymczasem Jezus mówi i nam: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli», ponieważ tymi słowami pragnie uleczyć tak jak u Tomasza, nasze niedowiarstwo. Otwiera przed nami swoje rany jako dar miłości i miłosierdzia. Co więcej, pozwala nam się dotknąć na Eucharystii. W ten sposób nas pragnie nas odmienić i umocnić, abyśmy jak Tomasz wytrwali na tej drodze, okazując prawdziwą wierność i miłość do Zbawiciela. Jak Apostołowie i uczniowie pańscy na własne oczy widzieli cuda i znaki, które czynił Jezus, my również żyjemy i poruszamy się w świecie znaków. Objawienia i nadprzyrodzone znaki występują w całych dziejach, wkraczają w centrum ludzkich wydarzeń i towarzyszą historii świata, zdumiewając wierzących i niewierzących. Zjawiska te nie są sprzeczne z treścią wiary, natomiast winny być skupione wokół centralnego motywu Chrystusowego przepowiadania — wokół miłości Ojca, która pobudza ludzi do nawrócenia i daje im łaskę, aby potrafili zawierzyć Mu z synowską ufnością, tak jak uczynił to Tomasz.
Przeżywając to dzisiejsze Nabożeństwo pragniemy rozważyć tę prawdę, jak jedno z objawień fatimskich autentycznie odmieniło Kościół. Taką wymowę ma również orędzie z Fatimy, którego naglące wezwanie do nawrócenia i pokuty wprowadza nas w istocie w samo serce Ewangelii.
Objawienia Fatimskie dotyczą przede wszystkim straszliwej wizji piekła, kultu Niepokalanego Serca Maryi i drugiej wojny światowej oraz zapowiadają ogromne szkody, jakie Rosja miała wyrządzić ludzkości przez odejście od wiary i wprowadzenie komunistycznego totalitaryzmu.13 lipca 1917 roku był dniem, w którym Matka Boża przeraziła troje pastuszków, ukazując im wizję piekła i ostrzegając o kolejnej wojnie światowej oraz o nowej epoce męczeństwa. To zaskakujące – i nadzwyczaj surowe objawienie miało wpływ na kształt wiary Kościoła w naszych czasach. Warto tę sprawę na nowo rozważyć i prześledzić.
Objawienie z 13 lipca 1917 roku przywróciło piekło do centrum katolickiej świadomości.
Kiedy Matka Boża Fatimska zaczęła objawiać się trzynastego dnia każdego miesiąca, począwszy od maja 1917 roku, Maria Łucja dos Santos miała 10 lat, jej kuzyn Franciszek 8, a kuzynka Hiacynta Marto – 7. Ale w lipcu, zamiast zachęcać dzieci do odmawiania różańca i kierować ich ku niebu, pokazała im straszliwy widok. Trzeba oddać Matce Bożej, że wizja piekła nastąpiła dopiero po okresie przygotowania dzieci, w tym po wizytach anioła i wielu zapewnieniach o niebie.
Ale ta wizja mocno wstrząsnęła dziećmi, a zwłaszcza Hiacyntą, której osobowość od tego momentu najwyraźniej uległa odmianie.
„Widzieliśmy jakby morze ognia” – pisze Łucja. „W tym ogniu były demony i dusze w ludzkiej postaci… Wśród szaleństw i jęków bólu i rozpaczy, które przeraziły nas i sprawiły, że drżałyśmy ze strachu”. Mogłoby się wydawać to zbyt drastyczne – dlaczego Maryja właśnie małym dzieciom ukazuje piekło. Jedynym sensownym usprawiedliwieniem pokazania takiej wizji dzieciom – że było to rzeczą właściwą, a nie nadużyciem emocjonalnym – wydaje się fakt, że chodziło o drastyczne uświadomienie, iż piekło jest realną rzeczywistością, a my jesteśmy naprawdę zagrożeni niebezpieczeństwem znalezienia się w nim, jeśli nie będziemy chcieli i nie zrobimy czegoś radykalnego w naszym życiu.
Maryja powtórzyła najbardziej niepopularne – i najważniejsze – przesłanie chrześcijaństwa –
WEZWANIE DO NAWRÓCENIA!
Przesłania Jezusa, Jana Chrzciciela i Piotra były takie same: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!”. Jezus określił misję Kościoła jako głoszenie nawrócenia i odpuszczenia grzechów.
Wszyscy papieże ostatnich dekad, począwszy od Piusa XII do obecnego Franciszka, przekazują w swoim nauczaniu, że największym grzechem „grzechem stulecia jest utrata poczucia grzechu”. Odmowa nawracania się – przekonanie, że grzech nie ma żadnego znaczenia – leży u podstaw poważnej katastrofy moralnej naszych czasów: od aborcji po eutanazję, od handlu narkotykami i środkami psychoaktywnymi do handlu ludźmi, od epidemii pornografii po liczne brutalne przestępstwa na tle seksualnym. Ci, którzy nie widzą zła, robią straszliwe rzeczy.
Wizja piekła ukazana przez Matkę Bożą Fatimską była absolutnie niezbędnym skorygowaniem niedorzecznego oczekiwania, że wszyscy jesteśmy powołani do szczęścia wiecznego i mamy podążać do nieba bez względu na wszystko – to jest nasz zasadniczy kierunek i nasza droga. To prawda, że ​​Bóg chce każdemu wybaczyć. Ale jedna rzecz Go może powstrzymać: brak naszej skruchy i chęci prawdziwego nawrócenia.
Matka Boża dzieciom w lipcu 1917 roku przepowiedziała równie ważne wydarzenie grozy: „Ta wojna się skończy. Ale jeśli ludzie nie powstrzymują się od obrażania Boga, rozpocznie się kolejna, straszliwsza wojna”. Bez względu na to, jak dzieci zrozumiały szczegóły tego przesłania, ogólny jego sens był dla nich prosty: wojna nie jest dla Boga okazją, aby nagradzać zwycięzców. Wojna jest związana z karą za grzechy. Matka Boża Fatimska udzieliła tej lekcji 100 lat temu pokazała, że w perspektywie nieba męczeństwo jest chwalebne – ale na ziemi jest bardzo bolesne i smutne.
Ale Pani Fatimska ukazała to wszystko we właściwym świetle: że oto „Pan Bóg może wyprowadzić dobro ze nawet z największego zła, nie czyni tego agresją i przemocą, ale zawsze z łagodnością, przebaczeniem i miłosierdzie”.

Homilia na środę 30 czerwca 2021

„Gdy Jezus przybył na drugi brzeg do kraju Gadareńczyków, wyszli Mu naprzeciw z grobowców dwaj opętani, tak bardzo niebezpieczni, że nikt nie mógł przejść tamtą drogą”.
Kraj Gadareńczyków wydaje się miejscem odległym od tych, w których Jezus bywa na co dzień. Jerozolima, Jerycho, Kafarnaum czy Galilea są przesiąknięte wydarzeniami ewangelicznymi. Tym razem Jezus dociera do miasta, które z niczym szczególnym się nie kojarzy, jest swoistym pustkowiem, tajemniczą, pogańską krainą. Dochodzi do przerażającego spotkania z opętanymi .Opętanie to znak firmowy szatana. Według religii opętanie może być formą zawładnięcia ciałem przez duchy złe lub demony. I tak było  w wypadku tych ludzi.
„Zaczęli krzyczeć: «Czego chcesz od nas, Jezusie, Synu Boży? Przyszedłeś tu przed czasem dręczyć nas? «”
Jezus staje naprzeciw dwóch opętanych stojących przy drodze. To dzicy mieszkający w grobach którzy nie pozwalają nikomu wejść do miasta.
Są symbolem zniewolenia przez szatana, symbolem śmierci duchowej oraz utraty kontroli nad swoim życiem. Obecnie w kraju pracuje ok. 60 egzorcystów i naprawdę mają każdego dnia ręce pełne roboty. Znany nieżyjący już  egzorcysta Ks. Marian Rajchel przytoczył kiedyś słowa złego ducha usłyszane podczas egzorcyzmu: „<<Bo wielu księży myśli, że ja jestem tylko w piekle>>. Nie, zły duch jest tam, gdzie ludzie go wpuszczą>>. Czy są rzeczy, które stają na Twojej drodze i  Cię paraliżują np. strach przed demonem, kiedy jesteśmy mu ulegli i nie potrafimy walczyć z nim? Obecność Jezusa wywołuje u złych duchów „reakcję alergiczną”. Przyjście Jezusa otwiera perspektywę uwolnienia. Choć nikt nie mógł przejść drogą, Jezus nie jest skrępowany złem, ma nad nim władzę: przychodzi i wyrzuca demony.
„Złe duchy zaczęły Go prosić: «Jeżeli nas wyrzucasz, to poślij nas w tę trzodę świń». Rzekł do nich: «Idźcie!» Wyszły więc i weszły w świnie. I naraz cała trzoda ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora i zginęła w wodach”.
Nieraz bardzo ciężko przyjąć nam zmianę w swoim życiu. Szczególnie, kiedy jest niespodziewana lub wymuszona. Jezus daje wolność dwóm opętanym. Właściwie przywraca im należne miejsce w społeczeństwie. Ale niestety kosztem materialnym – potężna trzoda świń tonie w jeziorze. Nie wszyscy to rozumieją. Bardzo ważna jest ostatnia część dzisiejszego fragmentu, Ewangelia mówi nam, że człowiek może nie chcieć Boga w swoim życiu: „Wtedy całe miasto wyszło na spotkanie Jezusa; a gdy Go ujrzeli, prosili, żeby opuścił ich granice”.
Prawdopodobnie mieszkańcy Gadary odczuli ulgę, że Jezus uwolnił opętanych.
Ale kiedy dowiadują się od pasterzy, jak ich Jezus uzdrowił, chcą ostatecznie, żeby Jezus od nich odszedł  – czyli opuścił miejsce, w którym mieszkają.
Nie rozumieją, dlaczego w taki sposób Jezus działa, My również wolimy nie dopuszczać Jezusa do niektórych sfer naszego życia w obawie, boimy się jego radykalnej reakcji – tego, że dokonywanie zmian będzie gwałtowne lub zbyt wiele będzie nas kosztowało.
Czy w swoim życiu dostrzegasz aspekty, o których wolisz nie myśleć, wydają ci się niewarte uwagi czy nawet chcesz o nich zapomnieć? Jak wygląda twoja faktyczna duchowa motywacja? Co jest dla ciebie ważne, gdy napotykasz w swoim życiu problemy? Co możesz uczynić, by w codzienności szukać obecności Jezusa dającej prawdziwe pocieszenie?
Człowiek może powiedzieć Bogu „nie” i wyprosić Go ze swojego życia na zawsze!  Zapomina o tym, że tak naprawdę tylko Bóg może nas wyzwolić;
a kiedy o tym zapomni, wtedy jego życie traci prawdziwy sens.
Bo Bóg nie jest konkurentem i rywalem dla naszej wolności. Bóg – jedynie On daje nam prawdziwe wyzwolenie z niewoli zła i grzechu i tylko On może nas uchronić od wszelkiego lęku i rozpaczy, tylko On może nas uzdrowić.

Panie, z Tobą nie obawiam się niczego. Ty uwalniasz mnie od złego i zapewniasz o zwycięstwie dobra. Obądź obecny w moim życiu, obdarzaj mnie swoim miłosierdziem.