Homilia na XXI Niedzielę Zwykłą, 23 sierpnia 2026 r.

„Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?”
Według Ewangelii św. Mateusza współcześni Jezusowi uważali Syna Człowieczego za Jana Chrzciciela, Eliasza, Jeremiasza lub innego dawnego proroka. Wtedy Jezus zapytał też uczniów o ich własne zdanie: „A wy za kogo mnie uważacie?” I uzyskał jedyną odpowiedź. Szymona Piotra:
„Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”. Tylko Szymon Piotr jednoznacznie identyfikuje Jezusa jako zapowiadanego Pomazańca  – czyli Mesjasza. Dlatego reakcja Jezusa jest jednoznaczna: „Ty jesteś Piotr, czyli Opoka, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą”. 
Nadaje Szymonowi nowe imię – Piotr  – Skała – i zapowiada zbudowanie na tej opoce swojego Kościoła. może dziwić nas ostatnie zdanie z dzisiejszej Ewangelii: „Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem”. Pan Jezus świadomie zakazuje mówienia o tym, ponieważ pojęcie Mesjasza było wtedy kojarzone z politycznym wyzwolicielem i królem. Jezus musiał najpierw wyjaśnić uczniom naturę swojej misji. Przyjęcie i wyznanie wiary w Jezusa i Jego Misję prowadzi przez drogę wiary i prawdziwego nawrócenia. Tę prawdę zgłębił Piotr, choć w jego życiu nie brakowało zdrady i zaparcia się Mistrza z Nazaretu. A jednak powrócił na drogę gorliwości i wierności Jezusowi  i za to został nagrodzony. Człowiek tu na ziemi zawsze ma niedosyt sprawiedliwości.  Jednak wiara w Boskie posłannictwo Jezusa i przyjęcie prawdy o Nim jako Jedynym Odkupicielu człowieka  może doprowadzić go do pełnego zjednoczenia z Nim.
Rudolf Hoess, który pochodził z rodziny katolickiej, a w dzieciństwie był ministrantem, wraz z rodzicami pielgrzymował do Sanktuarium Matki Bożej w Lourdes, zaczął wspinać się po szczeblach kariery w systemie nazistowskim; wstąpił do NSDAP, powierzono mu coraz ważniejsze funkcje w strukturach III Rzeszy. Działał w obozie w Dachau, a potem powierzono mu funkcję komendanta powstającego obozu Auschwitz, gdzie wybudował swoistego rodzaju fabrykę śmierci. W pewnym momencie do Auschwitz przyjeżdża O. Władysław Lohn – prowincjał OO. jezuitów, który w naiwności swojej chciał odwiedzić współbraci osadzonych w obozie / myślał że obóz to większe więzienie i można załatwić sobie widzenie ze skazańcami/. Omal nie przypłacił tego wyjazdu życiem – został zatrzymany w charakterze szpiega, zaprowadzono go do Hoessa, którego ujęły dwie rzeczy: perfekcyjnie mówił po niemiecku i miał niemiecko brzmiące nazwisko. tym razem darował mu życie.  Kiedy kończyła się wojna, Brytyjczycy odnaleźli Rudolfa Hoessa i przekazali go Polakom. Najwyższy Trybunał Narodowy w Warszawie skazuje go na karę śmierci. ma zostać powieszony na terenie obozu – tam, gdzie stał się przyczyną śmierci wielu milionów niewinnych ludzi. Hoess na wykonanie wyroku czeka w więzieniu w Wadowicach, przez małe zakratowane okienko widzi wieże kościoła OO. karmelitów Bosych.  Przed oczyma stanęło mu całe dzieciństwo. Dlatego prosi strażników o spowiednika. Wielu bało się konfrontacji z Hoessem. Wtedy  przypomniał sobie Ojca Lohna. Niestety ojcu Władysławowi skończyła się kadencja i został mianowany kapelanem sióstr MB Miłosierdzia w Łagiewnikach.
10 kwietnia 1947 roku przywieziono ojca Władysława do Wadowic. Spowiedź trwała blisko 8 godzin. Strażnik patrzący przez tzw. judasza zobaczył przejmujący widok – Hoess klęczy na podłodze i płacze, a przed nim stoi spowiednik, który go rozgrzesza. Na drugi dzień ojciec Władysław przyjeżdża jeszcze raz i po kilkugodzinnej rozmowie przyjmuje Komunię Św. Przed śmiercią pisze list, w którym przyznaje się do straszliwych zbrodni: Szczególnie wiele cierpień wyrządziłem narodowi polskiemu. Mam nadzieję, że Bóg mi kiedyś przebaczy”. Hoess przyjął Komunię świętą dwa dni przed świętem Miłosierdzia Bożego. Popatrzmy jaką układanką była ta cala historia – Hoess darował życie ojcu Lohnowi, nie wiedząc, że za kilka lat ten sam ksiądz w imię Chrystusa pomoże mu pojednać się Bogiem. tylko Pan Bóg mógłby ułożyć taką historię. Puzzle Pana Boga są niesamowite. Ta historia uczy nas, że nie ma człowieka, do którego p nie przyszedłby Pan Jezus: wystarczy  jedna łza, lekkie uchylenie drzwi, wyjęcie klucza, aby Pan Jezus wszedł do środka i przygarnął człowieka do siebie. Jednak prawdę o Bożym Miłosierdziu trzeba zawsze łączyć z Bożą sprawiedliwością, ponieważ one ze sobą są ściśle połączone i nieustannie harmonizują.
Dziś wspomnienie liturgiczne
Błogosławionego ks. Władysława Findysza którego Jan Paweł II  uznał oficjalnie za pierwszego męczennika komunizmu w Polsce, który został wyniesiony na ołtarze Kościoła rzymskokatolickiego. Stał się symbolem niezłomnej wiary
i obrony wolności sumienia w mrocznych czasach PRL. Urodzony 13 grudnia 1907 roku w Krościenku Niżnym koło Krosna.
Jego mocny charakter mocno ukształtowały potiomkinowski klimat biedy i wczesna strata matki. Formację teologiczną odebrał w Seminarium Duchownym w Przemyślu i przyjął święcenia kapłańskie w 1932 roku.
W 1942 roku objął funkcję proboszcza w parafii Nowy Żmigród. Wspierał tam materialnie i duchowo wysiedlonych mieszkańców, a także ukrywał osoby prześladowane, w tym Żydów. W odpowiedzi na Sobór Watykański II rozesłał do swoich parafian ponad 100 listów. Zachęcał w nich do uporządkowania życia sakramentalnego i zerwania z nałogami. Komunistyczne władze uznały to za „zmuszanie do praktyk religijnych”
i łamanie wolności sumienia. Aresztowano go pod koniec 1963 roku.  Skazano go w pokazowym procesie w Rzeszowie na 2,5 roku pozbawienia wolności. Był przetrzymywany w Rzeszowie, a następnie w surowych warunkach krakowskiego więzienia na Montelupich.
U ks. Findysza zdiagnozowano zaawansowany nowotwór przełyku. Władze celowo odmawiały mu zgody na operację i leczenie, co połączono z torturami psychicznymi i fizycznymi. Zwolniono go warunkowo w stanie skrajnego wycieńczenia organizmu. Zmarł niedługo potem,
21 sierpnia 1964 roku w Nowym Żmigrodzie. Jednak odczytał jak Piotr prawdę o Zbawicielu i starał się mimo przeszkód i trudności żyć nią
i głosić ją innym, ponosząc jak Piotr największą ofiarę – swoje życia.
Istnieją pytania, na które udziela się odpowiedzi wiele razy w życiu. Jedno z nich brzmi: „Kim jest dla mnie Jezus?” Spróbujmy dziś na nie odpowiedzieć. Na modlitwie, w chwili ciszy, stojąc z Nim twarzą w twarz, zadajmy sobie to pytanie. Odpowiedzmy na nie szczerze, nie ukrywając kłopotliwych uczuć, takich jak złość czy poczucie opuszczenia przez Boga i przez ludzi. Co czujemy w sercu? Jaka jest nasza odpowiedź? Jezusa nie interesuje poprawna odpowiedź, lecz prawda.
A jeśli nie wiemy, co powiedzieć, bo czujemy pustkę, to również powiedzmy to Jezusowi. On zawsze się cieszy, kiedy słyszy nasze wołanie, także w bezradności. W ten sposób odkrywamy, że On jest naszym Zbawicielem i że tylko On może nam pomóc.

Jezu! Potrzebuję Ciebie. Bez Ciebie nie potrafię żyć. Podchodzę bliżej Ciebie, bo pragnę mocno przytulić się do Twego Serca, bo przy Tobie, moim Zbawicielu, czuję się bezpiecznie.