„Królestwo Niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swojej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł”.
Przytoczony fragment z Ewangelii w/g św. Mateusza, to początek przypowieści o pszenicy i kąkolu. Historycznym i botanicznym tłem tej przypowieści jest życica roczna, w dawnych polskich tłumaczeniach Biblii Jakuba Wujka, nazywana kąkolem, a w języku greckim zizania. Życica roczna w początkowej fazie wzrostu jest zielona i ma identyczny wygląd taki sam pokrój, liście oraz źdźbła jak pszenica. Do momentu wypuszczenia kłosów rolnik nie był w stanie ich odróżnić. Życica roczna rosła w bliskim sąsiedztwie pszenicy tak, że ich systemy korzeniowe mocno się ze sobą splatały. Próba wyrwania chwastu wczesną wiosną zniszczyłaby plony. Różnica następowała przy żniwach: dopiero, gdy obie rośliny dojrzały, ujawniała się prawda.
Kłos pszenicy stawał się ciężki i złocisty /pochylał się/, natomiast kłos życicy pozostawał smukły, lekki i przybierał ciemną, szaroczarną barwę. Zjedzenie chleba z domieszką tego chwastu wywoływało objawy przypominające silne upojenie alkoholowe: zawroty głowy, zaburzenia mowy, drgawki, halucynacje, a w skrajnych przypadkach ślepotę lub śmierć. Z tego powodu w niektórych językach roślina ta nazywana jest „pijanym chwastem” lub „stokłosą odurzającą”.
Pan Jezus przyrównuje w niej Królestwo Niebieskie do gospodarza, którego zasiewy zostały zniszczone przez wrogą intrygę. Słowa te tłumaczą, dlaczego Bóg pozwala na jednoczesne istnienie dobra i zła w świecie aż do ostatecznego sądu. Ta przypowieść ukazuje cierpliwość Boga wobec zła i ostateczny werdykt Boga na sądzie końcowym. Jezus wyjaśnia w niej, że świat jest rolą, na której dobro współistnieje ze złem, a ostateczne oddzielenie nastąpi dopiero przy końcu czasów.
Inicjatywa Przystanek Jezus narodziła się w 1999 roku w Żarach z inicjatywy ówczesnego biskupa Edwarda Dajczaka. Ewangelizatorzy posługujący na Przystanku Jezus, w czasie Festiwalu Woodstock w Żarach, wyszli na rynek miasta z flagami, gitarami i bębnami, aby głosić Chrystusa wszystkim spotkanym w tym miejscu. W czasie ewangelizacji ulicznej, śpiewali pieśni i dawali świadectwo. Nagle w sam środek grupy weszli ubrani na czarno przedstawiciele grupy satanistycznej. Wśród ewangelizatorów nastąpiła konsternacja – przyszli z zapytaniem do mnie – co robić? Natrafiłem w Biblii na dzisiejszy fragment i przeczytałem słowa: „Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?”. A on im odrzekł: „Nie, byście zbierając chwast, nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza”». Powiedziałem do nich: „Pozwólcie Panu działać – On ma swój czas”. Po chwili jeden kapłan i kleryk w sutannach podeszli do 6 młodych i zapytali: czy można się dosiąść? Po kilku minutach czwórka wstał i odeszła szybkim krokiem – po prostu uciekli. Zostało dwóch – z jednym rozmawiał kleryk, a drugi po dłuższej rozmowie skorzystał ze spowiedzi i odszedł przemieniony.
Św. Franciszek Salezy twierdził: „Więcej much złapie się na kroplę miodu niż na beczkę octu”. Powtarzał także, że Bóg potrafi naprawdę bardzo długo czekać na przemianę serca człowieka. On nie od razu wymierza nam karę, ale stawia w nas na wolność. Czeka do ostatniej chwili, aż wyrwiemy chwasty złych przyzwyczajeń i grzechów, a zaszczepimy i wypielęgnujemy pozytywne postawy naszego charakteru. To wszystko dokonuje się w sercu, a ono zmienia się bardzo powoli.
Bóg nasz Ojciec i Stwórca doskonale o tym wie. Rozważając dzisiejszą Ewangelię, zastanówmy się nad naszą porywczością, która skłania nas do natychmiastowej reakcji. Bóg jest bardzo cierpliwy do każdego z nas. Cierpliwość Bożego Ogrodnika wobec naszej niecierpliwości, porywczości i słabości zachęca nas, abyśmy od Niego spróbowali się nauczyć tej sztuki. Niejeden ojciec czy matka czeka na przemianę i nawrócenia swego syna lub córki, który w świecie zachłysnął się wolnością i zagubił się w tzw. meandrach tego świata. Nie jeden raz nieprzespana noc z powodu natręctwa myśli, nie jeden raz przepłakane chwile w samotności czy ból serca z powodu nie właściwych wyborów naszych najbliższych. Pozostaje ufność w Bożą interwencję i modlitwa o przemianę serca i prawdziwe nawrócenie.
Adam Chmielowski, który w powstaniu styczniowym stracił nogę, był jednym z najwybitniejszych malarzy swojej epoki, stawiany na równi
z Józefem Chełmońskim. Kiedy odkrył swoje prawdziwe powołanie, postanawia przybrać imię Brat Albert i zakłada ogrzewalnie dla biedoty Krakowa.Zanim się tego podjął, przyszła do niego wybitna pisarka i malarka tamtego okresu – Pia Górska i powiedziała: „Adamie robisz wielkie głupstwo, przecież jesteś już uznanym artystą, masz przed sobą przyszłość, może nawet wielką karierę. to strata dla kultury”.
Brat Albert odpowiedział: „Gdybym miał dwa serca, to jedno oddałbym sztuce – malarstwu, a drugie Jezusowi; ale ponieważ mam jedno serce, to muszę wybierać”. Bo w życiu duchowym obowiązuje zasada – wszystko albo nic!
Św. Franciszek Salezy twierdził, że „praktykowanie łagodności należy rozpocząć od siebie”. prośmy gorąco, abyśmy potrafili okazywać cierpliwość i łagodność wobec tych, którzy nam jej nie okazali, prośmy abyśmy tej postawy wrażliwości i otwartości serca, uczyli się od Naszego Mistrza i Nauczyciela:
Panie Jezu! Nie mogę się nadziwić Twej cierpliwej miłości. Tyle razy mogłeś mnie srogo ukarać, a jednak tego nie uczyniłeś. Dziękuję, że tak ufnie czekasz, aż moje serce dojrzeje do większej miłości. Amen.