Homilia na XII Niedzielę Zwykłą, 21 czerwca 2026 r.

„Nie bójcie się ludzi! Nie ma bowiem nic skrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć”.
Nie da się żyć bez odczuwania lęku. Na przykład dzięki temu, że budzi się w nas lęk, zatrzymujemy się na skraju ulicy, zanim przejdziemy na drugą stronę. Czasem jednak zbyt dużo obaw może w nas spotęgować strach i nieporadność, sparaliżować nasze działanie, uniemożliwiając na przykład zdanie egzaminu czy podjęcie jakieś sensownej decyzji. Ta zasada dotyczy także życia duchowego. Dzisiaj rozważamy Jezusowe słowa: Nie bójcie się ludzi(…)”. Skoro Chrystus zmartwychwstał, to oznacza, że pokonał największy lęk wszech czasów, czyli śmierć. Dlatego należy się bać przede wszystkim Boga, wystrzegając się tego, co nas oddala od Jego miłości i od życia w bliskości z Nim na wieki. Obawiajmy się więc jedynie rozłączenia z Bogiem na wieki.
Na zajęciach z etyki profesor wyciąga z kieszeni banknot dwustuzłotowy. Jest czysty i prosty. Pyta: „Kto go chce?”. Wszyscy podnoszą ręce. Następnie rzuca go na ziemię, depcze butami, wgniata w brud, po czym podnosi – zmięty, poszarpany i brudny. Ponownie pyta: „Kto go chce?”. Ręce nadal idą w górę. Profesor puentuje: „Dlaczego chcemy nadal ten banknot? Ponieważ, mimo że jest brudny i zniszczony, nie stracił swojej wartości. Nadal można za niego kupić dokładnie tyle samo, co za nowy”. Często czujemy się jak taki podeptany i pobrudzony banknot. Ludzie nas ranią i wyśmiewają, plotki niszczą nasze dobre imię, a własne grzechy sprawiają, że czujemy się brudni i bezwartościowi. Ale w oczach Boga nigdy nie straciliśmy ze swej wartości i godności. Bo Bóg nas nieustannie kocha, niezależnie od tego, czy jesteśmy dobrzy czy źli. Chociaż zasmucają Go nasze grzechy, złe postępowanie i brak wierności, to jednak nie odwraca się od nas, bo wierzy w nas, wierzy w to, że przemyślimy swoje postepowanie i powrócimy do Niego. Jezus przypomina nam o tym: „U was nawet włosy na głowie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli”. Twoja wartość w oczach Boga nie zależy od tego, jak bardzo poobijało cię życie, ani co mówią o tobie ludzie. Dla Niego nadal masz najwyższą wartość.
„Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą! Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle.”
Pewien architekt otrzymał duże zlecenie na projekt luksusowego kompleksu budynków. W trakcie prac inwestor kazał mu sfałszować pewne pomiary geodezyjne i podpisać się pod dokumentem, który ukrywał wadę techniczną podłoża. Inwestor powiedział wprost: „Wszyscy tak robią, nikt się nie dowie. Albo pan podpisze, albo zwalniam pana i biorę kogoś innego”. Architekt stanął przed ścianą – miał na utrzymaniu rodzinę i kredyt. Poczuł paraliżujący strach. Jednak odmówił, mówiąc: „Bezpieczeństwo ludzi  i moje sumienie, są ważniejsze niż ten kontrakt”. Stracił pracę, ale zachował czyste serce i sumienie. Po latach okazało się, że budynek wzniesiony przez kogoś innego zaczął pękać, a sprawa trafiła do prokuratury. Jednak jego postawa przysporzyła mu rozgłosu, bo uznano go za kompetentnego fachowca. W krótkim czasie otrzymał tyle zleceń, że mógł spłacić kredyt i utrzymać rodzinę. Przyznać się do Jezusa to wybrać uczciwość, nawet gdy to bardzo kosztuje, ale ma się czyste sumienie i satysfakcję, z dochowanej wierności Bogu. Bo uczciwość naprawdę popłaca
„Do każdego więc, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie”.
Te słowa stanowią przypomnienie o nierozerwalnej więzi między postawą człowieka na ziemi a jego ostatecznym losem przed Bogiem. Przyznanie się przed ludźmi oznacza życie zgodnie z wartościami Ewangelii i odważne świadczenie o swojej wierze w codziennym życiu, nawet gdy spotyka się to z niezrozumieniem czy odrzuceniem. Jezus obiecuje, że każdy, kto szczerze przyznaje się do Niego na ziemi, może liczyć na Jego wstawiennictwo i obronę przed Bogiem Ojcem podczas ostatecznego sądu.
Młody chłopak i dziewczyna, którzy pochodzili z jednej miejscowości, zaczynają studia w środowisku, które jest bardzo sceptyczne wobec religii i Kościoła. Podczas wspólnego posiłku na uczelni ich koledzy zaczynają głośno wyśmiewać osoby wierzące i praktykujące. Dziewczyna – z obawy przed odrzuceniem, utratą sympatii, przypięciem łatki „zacofanej”– milczy, potakuje, a zapytana wprost udaje, że nie ma
z wiarą nic wspólnego. W tym samym momencie chłopak nie szuka konfliktu ani nie kłóci się agresywnie, ale spokojnie i z szacunkiem mówi: „Ja akurat jestem osobą wierzącą i chodzę do kościoła, dla mnie te wartości są ważne i pomagają mi w życiu. Więc wybaczcie, ale nie mogę słuchać tego, jak ktoś niszczy i depcze moją wiarę”. Po posiłku jeden z kolegów podszedł do niego i powiedział: „No stary – szacun.
Ja bym tak nie potrafił”.
A czy ty potrafisz przyznać się do Jezusa i pójść za nim, nawet wtedy gdy grozi ci ośmieszenie, wyszydzenie czy hejt? Prośmy o mocną  odwagę w wyznawaniu naszej wiary:

Panie Jezu, Zwycięzco śmierci, piekła i szatana! Dziś uświadamiam sobie, jak bliskość z Tobą mnie uspokaja. Lękam się, abym nie zgubił Twojej miłości. Daj mi siłe, aby potrafił przetrwać wszelkie trudności w wierze, potrafił ją obronić i stale żył według jej zasad. Który żyjesz
i królujesz na wieki wieków.
 Amen.