Homilia na III Niedzielę Wielkanocną, 26 kwietnia 2026 r.

.Doskonale znamy ten obraz Droga do Emaus”,który namalował szwajcarski artysta-malarz krajobrazowy – Robert Zünd (XIX w.) Obraz ten przedstawia biblijną scenę z Ewangelii Łukasza (24,13-35), w której zmartwychwstały Chrystus towarzyszy dwóm uczniom /Kleofasowi i drugiemu, często uznawanemu za Łukasza/ w wędrówce z Jerozolimy. Mówi się że Ziemia Święta jest Piątą Ewangelią, więc powiedzmy że malarz biblijny mógłby być piątym ewangelistą.
„W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jeruzalem. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali”.
Dzisiejszy fragment o uczniach idących do Emaus, mówi o tym, że można mieć oczy niejako na uwięzi. W tym tłumaczeniu występuje określenie, że oczy uczniów były przesłonięte albo przyćmione.
Najpierw w sercach uczniów był smutek i mrok. Czuli, że wszystko przegrali, gdyż ich piękna przygoda z Mistrzem z Nazaretu skończyła się tak zaskakująco. Rozmawiając o wydarzeniach w Jerozolimie, byli tak bardzo zapatrzeni i skoncentrowani na sobie, że Go nie rozpoznali. Na dodatek stawiają mu wyrzuty: „Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało. To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem….
A my spodziewaliśmy się, że On właśnie miał wyzwolić Izraela”.
Ich oczekiwania przesłoniły im logiczne myślenie i spojrzenie wiary. Ich serca stały się nierozumne, głuche, ślepe i niewrażliwe na Jego bliskość. Jednak wytrwałe wsłuchiwanie się w Jezusa stało się lekarstwem – obudziło i uzdrowiło ich serca i rozpaliło je na nowo Bożą miłością. Okazuje się, że odkrycie Jezusa, który znika im sprzed oczu, było wcześniej poprzedzone doświadczeniem drogi. Sami przyznają: „Czy serce nie rozpalało się w nas, gdy rozmawiał z nami w drodze i wyjaśniał nam Pisma?” 
Pierwsza konkluzja –  żeby zobaczyć Jezusa, nie wystarczy tylko rozum – potrzebne jest rozpalone serce.
Błażej Pascal – genialny francuski matematyk, filozof i mistyk, próbował pogodzić naukę z wiarą  –  zadał sobie kiedyś pytanie, na które sam znalazł odpowiedź: „Jaka jest największa odległość na świecie? To odległość rozumu do serca!”. „serce ma swoje racje, których rozum nie zna – to przepaść między suchą kalkulacją a intuicyjnym poznaniem prawdy i miłości’. Pascal wierzył, że choć rozum jest wielki, to dopiero serce pozwala nam naprawdę zrozumieć to, co w życiu najważniejsze .
Uczniowie przeszli nie tylko 60 stadiów drogi od Jerozolimy do Emaus /1 stadion w starożytności wynosił ok. 185-190 metrów, co daje w przeliczeniu liczbę ok. 11-12 km/.ale przeszli drogę od rozumu – czyli pewnego rozczarowania i żalu, z którym nie mogli sobie poradzić; do serca – czyli żywego doświadczenia obecności Jezusa.Ks. Jan Twardowski w opowiadaniu „Plastykowe Serce” wchodzącym w skład zbioru „Patyki i patyczki”, wspomina zdarzenie, które przeżył zaraz po wojnie. Odwiedził ciężko chorą dziewczynkę, która pokazała mu plastykowe czerwone serduszko zawieszone na tasiemce – prezent od mamy. Dziewczynka chciała swój prezent ofiarować księdzu, ale ks. Twardowski powiedział: „Zostaw sobie to serduszko, przecież dała ci je mama. Każdego wieczoru, kiedy będziesz się modlić weź je do ręki i ofiaruj Matce Bożej swój ból, opuchniętą buzię i gorączkę”. Kiedy dziewczynka została odwieziona do szpitala, odwiedził ją ks. Jan, a w jej oczach zobaczył łzy: „Proszę księdza po drodze zgubiłam to serduszko! Nie mam już tego serca…”
Ks. Jan
wziął latarkę, świecę i poszedł szukać; mijał ludzi, podążał mokrą ścieżką pełną trawy i nagle odnalazł to serce…Potem to tak opisał: „Ja, który w domu nie potrafię znaleźć rękawiczek, okularów i długopisu, znajduję to serduszko. Wracam z nim do kościoła. Zapalam wszystkie światła, biorę drabinę, wspinam się po drabinie, żeby być blisko obrazu Matki Bożej  i zawieszam to serce obok niego”. Za jakiś czas do parafii przyjeżdża na kontrolę panik konserwator zabytków. Spogląda na obraz i zawieszone serduszko
i mówi: „To straszne, jak można było zawiesić to coś tak brzydkiego?” Ks. Twardowski uśmiecha się na te słowa, nic nie mówił. Dla pani konserwator to serduszko jest kiczem i nic nie znaczy, ale on zna historię tego serduszka, chorą dziewczynkę i jej przeżycia. Dla niego to serce ma zupełnie inne znaczenie. Opowiadanie uczy o prawdziwej wartości miłości i modlitwy, a także o tym, że to, co dla świata może wydawać się bezwartościowe, dla Boga jest cenne.
Druga konkluzja – żeby zrozumieć, co ktoś miał na myśli; nie można tylko ślepo widzieć to, co nam się wydaje i co my uważamy.
Obrazem  jest anegdotka. Pewnego razu żona dostrzega, że w obok niej nie ma męża. Zaniepokojona wstaje i zastaje go stojącego nad łóżeczkiem małego synka – ich pierwszego dziecka. Mąż patrzy z podziwem na dziecko śpiące w łóżeczku.  Żona odczytuje to w ten sposób: w jego spojrzeniu widzi zdumienie zachwyt, oczarowanie, wdzięczność Bogu za dar życia. Jest nim zachwycona: „Jakie to piękne! Mój mąż i zarazem ojciec pochyla się z wielką miłością nad swoim synkiem”.. Wszystko pęka jak bańka mydlana, kiedy jej mąż
w pewnym momencie przemówił: „To niesamowite- tak dobrze i solidnie wykonane łóżeczko, a kosztowało tylko 52 dolary i 45 centów. To niesamowite!”
Moi Kochani! Niektórzy nie potrafią pokonać odległości od rozumu do serca. Pojawia się pytanie: jak przekazać swoje osobiste doświadczenie spotkania Jezusa – czyli żywą wiarę swoim dzieciom i wnukom? Dlaczego religijni rodzice i dziadkowie nie potrafią przekazać swoim dzieciom światła wiary? Ważny jest przekaz, w którym nie może zabraknąć tego, co ożywiło serca uczniów idących do Emaus. Jeżeli będziemy mówili z porywem serca o swoim doświadczeniu wiary, to wtedy zainteresujemy młodych słuchaczyi pomożemy im odbyć tę drogę od rozumu do serca.
Od jakiegoś czasu modlimy się o powrót ludzi młodych do Pana Boga. O powrót dzieci i młodzieży, młodych małżeństw, ludzi pogubionych
i poranionych… Chyba kluczowym w tym wszystkim jest to, żeby modlić się o to, aby przeszli drogę od rozumu do serca – czyli doświadczyli obecności i wiary w żywego, zmartwychwstałego Jezusa. Jeżeli słyszymy glos naszego serca i jesteśmy wrażliwi na jego podpowiedzi, to znaczy że nie jest nam obca ta droga; to znaczy, że pokonujemy codziennie od rozumu do serca- aby doświadczyć bliskości Jezusa:

 Zmartwychwstały Jezu! Rozpal moje serce swoją miłością, aby nieustannie rozpamiętywało Twoją obecność.
Przyjdź Duchu Święty, daj nam Nowe Serce, które ożywi w nas wszystkie Twoje dary radością z tego, że jesteśmy chrześcijanami, nowe serce – zawsze młode i pogodne; serce wielkie, szczęśliwe i silne dlatego, że pulsuje wraz z Sercem Boga. Amen.