Homilia na XVI Niedzielę zwykłą – 18 lipca 2021

Dzisiejsze Słowo, nad którym się teraz chcemy wspólnie pochylić ukazuje nam najważniejszą prawdę: że Bóg jest dobrym pasterzem, który troszczy się aby nam – jego owcom niczego nie brakowało. Dobroć Boga ogarnia zarówno materialny jak i duchowy aspekt naszego życia. On nas krzepi na duchu i wskazuje drogę jaką powinniśmy stale iść. prorok Jeremiasz przestrzega tych, którzy otrzymali od Boga misję pasterską, ale niewłaściwie wypełniają ją w swoim życiu: „Biada pasterzom, którzy prowadzą do zguby i rozpraszają owce z mojego pastwiska. Wy rozproszyliście moje owce, rozpędziliście i nie zajęliście się nimi. Oto Ja się zajmę nieprawością waszych uczynków. To zaś będzie imię, którym go będą nazywać: „Pan naszą sprawiedliwością”.
Dziś trzeba na nowo odkryć istotę powołania, i ukazać ją tym, których Bóg wybiera. Jedynym wzorcem prawdziwego Pasterza jest Ten, który realizuje sam Tę misję.  Jest nim Jezus Chrystus  – umiłowany Syn Ojca, o czym informuje nas w II czytaniu Św. Paweł Apostoł: „W Chrystusie Jezusie wy, którzy niegdyś byliście daleko, staliście się bliscy przez krew Chrystusa. On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość. wprowadzając pokój, i w ten sposób jednych, jak i drugich znów pojednać z Bogiem, w jednym Ciele przez krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości”. Dziś kiedy tyle podziałów i nienawiści, kiedy ludzie nie szanują się wzajemnie, depczą i niszczą autorytety, dopuszczają się jawnej profanacji podnosząc rękę na świętość, potrzebujemy na nowo duchowych przewodników, którzy będą jednoczyć budować i łączyć, a nie dzielić i destabilizować – rozbijać wspólnoty. Ale potrzebujemy też osób świeckich, które wspólnie z pasterzami będą pielęgnować i zabiegać o poszanowanie tego co święte i jedyne. Dlatego ważna jest troska o wzmacnianie na nowo Chrystusowej Wspólnoty Kościoła, bo tylko w niej można odbudować i zachować to co wydaje się przegrane i utracone. Wybitny pianista, kompozytor i patriota Ignacy Jan Paderewski – premier polskiego rządu mówił w czasie swego wystąpienia w 1915 roku: „Aczkolwiek sam należę do wierzących, aczkolwiek sam z przekonania, z serca, z poczucia obowiązku Polaka przy świętej wierze ojców naszych stoję, jednakowoż tutaj w tym gronie nikogo nawracać nie myślę. Szanuję przekonania każdego, który jest szczerym i nie o sobie wyłącznie myśli…Pewien myśliciel głęboki wypowiedział zdanie, że Polska jest jako orzech zachowany i chroniony przez łupinę, a tą łupiną jest Kościół rzymskokatolicki. Gdy się pomyśli, jak mimo najsroższych ucisków, mimo najcięższych prześladowań katolicka polskość zachowała się zwłaszcza na wschodzie, na Litwie i Rusi, wtenczas słuszność daje się łatwo zrozumieć”.
Apostołowie działali w imieniu Jezusa. On dostrzega zmęczenie uczniów i poleca im  prawdziwy odpoczynek w ustronnym miejscu: „Idźcie sami na miejsce odludne i trochę odpocznijcie”. Ta zachęta skierowana jest również do nas.
Tak bardzo jesteśmy zabiegani, jak staramy się wypełniać wszystkie obowiązki zawodowe i rodzinne, i doskonale nas rozumie. Pozwólmy, aby Jego słowa troski do nas dotarły. Znajdźmy czas na prawdziwy odpoczynek i wyciszenie, by po prostu z Nim pobyć, wsłuchać się w Niego. Dlatego tak ważna jest nasza osobista modlitwa, spotkanie na Adoracji w świątyni, uczestnictwo we Mszy Św., Komunia Św. przyjmowana w czasie łamania chleba. Bo to jest nasz duchowy pokarm, który obok pokarmu cielesnego ma kolosalne znaczenie w naszym rozwoju.
„Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać o wielu sprawach”.
Zapewne Jezus sam chciałby znaleźć chwilę na odpoczynek, na który posyła swoich uczniów. Tłumy jednak udały się za nimi odpływającymi na drugi brzeg, tak bardzo spragnione Jego nauki. Jezus nie pozostawił ludzi, wiedział, że Go potrzebują i pozostał z nimi. Jego miłość do człowieka jest pierwsza – miłość jest ważniejsza od  odpoczynku. On w miłości do ludzi nie ustaje, bo troszczy się o ich zbawienie. Jezus lituje się nad ludźmi garnącymi się do Niego jak owce, które nie mają pasterza. On daje mi miłosierdzie i umacnia swoim słowem.
Tak też jest dzisiaj. My potrzebujemy Boga, a On nas nie zostawia. Kiedy widzi, że chcemy Go słuchać i postępować zgodnie z tym, czego naucza – tym bardziej może działać w naszym życiu.
Proboszcz z Arls – św. Jan Maria Vianney mówił: „Dobry pasterz, pasterz według Bożego serca, jest największym skarbem, jaki dobry Bóg może dać parafii, i jednym z najcenniejszych darów Bożego miłosierdzia”.
O takich pasterzy jako wspólnota chrześcijańska musimy zabiegać, o takich pasterzy musimy się modlić i prosić Boga, powinniśmy wypraszać potrzebne laski o świętość pasterzy i o ich wierność Chrystusowemu powołaniu.
Bo dziś w tym świecie tak łatwo utracić swoją duchową czujność, tak łatwo zagubić się wśród wielu zawirowań, tak łatwo pójść na łatwiznę oczekiwań i wpaść jak statek bez steru na mieliznę i po prostu ugrzęznąć.
W czasie upałów szukamy schronienia w cieniu, pijemy wodę, bo tylko tak możemy przetrwać gorący czas. Potrzebujemy takiego orzeźwienia i otrzeźwienia w naszej wierze. Potrzebujemy odnowienia naszej wiary, bo tylko tak możemy zrozumieć kim jesteśmy, do czego zostaliśmy wy brani i powołani i kto jest naszym jedynym Panem i Pasterzem:

Panie Jezu, dziękuję, że wciąż jesteś przy mnie, znasz mnie i – mimo moich słabości, grzechów i niedoskonałości – kochasz. Ofiaruję Ci moje serce i wolę, przemień mnie. Amen.

Homilia na środę 14 lipca 2021 r.

Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”.
Jezus, który w modlitwie wysławia swego Ojca, kolejny raz wypowiada dość zaskakujące słowa… Bóg, który jest odwieczną nie odgadnioną w pełni Tajemnicą, zakrył prawdy naszej wiary, prawdy życia, prawdy o zbawieniu i o Królestwie Bożym. To wszystko zakrył Bóg przed mądrymi i roztropnymi… a objawił je prostaczkom. Co Jezus ma na myśli wypowiadając słowo prostaczek?! Przyjęło się mówić, że prostaczkowie, to ludzie niewykształceni, prości, ubodzy… Ale prostaczek to nie jest prostak… Ludzie, którzy myślą w prosty sposób… mają swoją mądrość wewnętrzną, którą czerpią z obserwacji i doświadczenia życia. Dlatego też przeciwstawia się ich ludziom mądrym i roztropnym, mającym spore doświadczenie teoretyczne. Dlaczego Jezus przeciwstawia sobie te dwie grupy? Spróbujmy to rozszyfrować…
Do mądrych i roztropnych należeli arcykapłani, faryzeusze…czyli śmietanka intelektualna – elita religijna Izraela. Faryzeusze nieustannie wystawiają Jezusa na próbę, próbują złapać Go na  jakimś błędzie, na jakiejś „herezji”… Nieustannie kwestionują Jego nauczanie…A nawet jeżeli się z tym nauczaniem zgadzają, to trudno im się do tego przyznać na głos. Natomiast prostaczkowie, to ci ludzie, którzy poszli za Jezusem…których Jezus zachwycił prostym i bezpośrednim przekazem w Swoim nauczaniu. To rybacy, pasterze, nawet celnicy i jawnogrzesznice, powszechnie potępiani przez uczonych, kobiety i dzieci…
To są ludzie prości. To oni z entuzjazmem i nadzieją słuchają Jego słów. To także Jego najbliżsi uczniowie… zatem również ludzie prości i niewykształceni… Jezus w swojej mowie uwypukla konflikt między prostą, dziecinną wiarą, a przesadnym intelektualizmem. Dlaczego pewne rzeczy zakryte są przed mądrymi i roztropnymi, a objawione tym, którzy są jak małe dzieci? Może właśnie dlatego, że mądrość ludzka za bardzo kalkuluje, za bardzo ocenia, a wystarczy postawa małego dziecka, czyli prostota i ufność. Nie warto zbytnio dociekać i próbować zrozumieć za wszelką cenę, bo taka postawa może doprowadzić do osłabienia lub nawet pełnej utraty wiary. „Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić”. Jezus wyraźnie podkreśla wielką zażyłość i jedność z Ojcem, bo to Ojciec posyła swego Syna na świat, aby go zbawił i wyzwolił z mocy zła. Jezus – Syn Boży zachęca nas, abyśmy Nauczyli się przyjmować wolę Ojca jak dziecko, czyli w pełni Mu zaufać.

Warto docenić u dzieci postawę  prostoty i szczerości, bo dzięki temu będziemy mogli zrozumieć i przyjąć to, co mówi do nas Bóg i komu przez Swego Syna zechce On objawić tę prawdę.
Oczywiście, nie ma nic złego w przeżywaniu wiary w sposób rozumowy – intelektualnie. Przecież papież Św. Jan Paweł II jeszcze jako kardynał i profesor uczelni prowadził w czasie spotkań i wypraw wakacyjnych dysputy teologiczne i filozoficzne ze swoimi przyjaciółmi, z profesorami i studentami. To papież pisał o dwóch skrzydłach, którymi są wiara i rozum. Ale trzeba pamiętać o tym,  co powiedział Pan Jezus do Św. Tomasza, który zgrzeszył postawą niewierności: „Uwierzyłeś Tomaszu bo mnie ujrzałeś! Ale Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli”. A tacy właśnie są prostaczkowie… Im nie potrzeba dowodów…im nie potrzeba rozpraw teologicznych… Dla nich wystarczy sama obecność Żywego Boga…im wystarczą Jego słowa…. Człowiek zbyt mocno polegający na rozumie, może się pogubić… ponieważ ciągle szuka znaków…potrzebuje dowodów… Nieustannie krzyczy jak w pokerze „sprawdzam”, .a przecież nie o to chodzi w prawdziwej wierze… że sprawdzać samego Boga!`
To oczywiste, że potrzebujemy ludzi wykształconych, mądrych i roztropnych– tzw. apologetów, którzy będą bronić prawowierności w nauce Kościoła, bez których świat duchowy byłby o wiele uboższy. Ale to na prostaczkach Chrystus zbudował Kościół…i choć traktaty teologiczne będą wciąż powstawać, to wiara prostaczków…i ich modlitwa…będzie działać cuda… I na koniec jeszcze jedna myśl…i pytanie zarazem… Czy można być „mądrym i roztropnym” a jednocześnie „prostaczkiem”? Bez wątpienia tak…  Warto przypomnieć sobie, że w betlejemskiej grocie odnaleźli  Małego Jezusa i w niego uwierzyli zarówno prości pasterze jak i Mędrcy ze Wschodu…. Prostota nie leży w wykształceniu czy statusie majątkowym. Ale jest to przede wszystkim postawa serca…
Bo człowiek prawdziwe mądry i prostego serca – to ten, który wie, że jest Ktoś o wiele mądrzejszy, kto stworzył i zaplanował ten świat. Ma też pełną świadomość, że nie jest w stanie wszystkiego do końca zrozumieć, poznać, odkryć i zaplanować. Bo prawdziwa mądrość idzie zawsze w parze  z pokorą i tylko razem dają człowiekowi pełne  poznanie i zrozumienie.

Panie Jezu, pozwól, bym stawał przed Tobą w prostocie i pokorze serca, z prostotą i szczerością. Naucz mnie Panie przyjąć Twoje słowo i Twoje nauczanie z wiarą i pełnym zaufaniem, abym nie należał do tych, przed którymi zakryłeś te tajemnice, ale należał do tych, którym je w pełni objawiłeś. Amen.

 

Homilia na Nabożeństwo Fatimskie – Sobota, 3 lipca 2021 r.

„Pan mój i Bóg mój! Uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli».
Drodzy Bracia i Siostry w Wierze!
Pochyleni nad Słowem Pana uświadamiamy sobie że Jezus Chrystus może nieustannie umacniać naszą wiarę. Wpatrujemy się w postać patrona dnia – Św. Tomasza, który jako jedyny nie był wraz z uczniami, gdy ukazał się Jezus po Zmartwychwstaniu. Dlatego włącza się u niego ścisłe, logiczno-matematyczne rozumowanie: Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę”.
Kiedy mija osiem dni od Zmartwychwstania Jezus znów wchodzi mimo drzwi zamkniętych do Wieczernika i podczas spotkania z Tomaszem daje mu możliwość, aby w pełni uwierzył. «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym». Dopiero wtedy Apostoł umacnia swoją wiarę, a jego serce Tomasza ogarnia prawdziwy pokój i ukojenie, kiedy wyznaje swoją wiarę: „Pan mój i Bóg mój!”. Kiedy w naszych sercach budzą się wątpliwości dotyczące kwestii wiary, przybieramy postawę Tomasza. Tak jak on szukamy potwierdzenia, wręcz dowodów naukowych.
Tymczasem Jezus mówi i nam: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli», ponieważ tymi słowami pragnie uleczyć tak jak u Tomasza, nasze niedowiarstwo. Otwiera przed nami swoje rany jako dar miłości i miłosierdzia. Co więcej, pozwala nam się dotknąć na Eucharystii. W ten sposób nas pragnie nas odmienić i umocnić, abyśmy jak Tomasz wytrwali na tej drodze, okazując prawdziwą wierność i miłość do Zbawiciela. Jak Apostołowie i uczniowie pańscy na własne oczy widzieli cuda i znaki, które czynił Jezus, my również żyjemy i poruszamy się w świecie znaków. Objawienia i nadprzyrodzone znaki występują w całych dziejach, wkraczają w centrum ludzkich wydarzeń i towarzyszą historii świata, zdumiewając wierzących i niewierzących. Zjawiska te nie są sprzeczne z treścią wiary, natomiast winny być skupione wokół centralnego motywu Chrystusowego przepowiadania — wokół miłości Ojca, która pobudza ludzi do nawrócenia i daje im łaskę, aby potrafili zawierzyć Mu z synowską ufnością, tak jak uczynił to Tomasz.
Przeżywając to dzisiejsze Nabożeństwo pragniemy rozważyć tę prawdę, jak jedno z objawień fatimskich autentycznie odmieniło Kościół. Taką wymowę ma również orędzie z Fatimy, którego naglące wezwanie do nawrócenia i pokuty wprowadza nas w istocie w samo serce Ewangelii.
Objawienia Fatimskie dotyczą przede wszystkim straszliwej wizji piekła, kultu Niepokalanego Serca Maryi i drugiej wojny światowej oraz zapowiadają ogromne szkody, jakie Rosja miała wyrządzić ludzkości przez odejście od wiary i wprowadzenie komunistycznego totalitaryzmu.13 lipca 1917 roku był dniem, w którym Matka Boża przeraziła troje pastuszków, ukazując im wizję piekła i ostrzegając o kolejnej wojnie światowej oraz o nowej epoce męczeństwa. To zaskakujące – i nadzwyczaj surowe objawienie miało wpływ na kształt wiary Kościoła w naszych czasach. Warto tę sprawę na nowo rozważyć i prześledzić.
Objawienie z 13 lipca 1917 roku przywróciło piekło do centrum katolickiej świadomości.
Kiedy Matka Boża Fatimska zaczęła objawiać się trzynastego dnia każdego miesiąca, począwszy od maja 1917 roku, Maria Łucja dos Santos miała 10 lat, jej kuzyn Franciszek 8, a kuzynka Hiacynta Marto – 7. Ale w lipcu, zamiast zachęcać dzieci do odmawiania różańca i kierować ich ku niebu, pokazała im straszliwy widok. Trzeba oddać Matce Bożej, że wizja piekła nastąpiła dopiero po okresie przygotowania dzieci, w tym po wizytach anioła i wielu zapewnieniach o niebie.
Ale ta wizja mocno wstrząsnęła dziećmi, a zwłaszcza Hiacyntą, której osobowość od tego momentu najwyraźniej uległa odmianie.
„Widzieliśmy jakby morze ognia” – pisze Łucja. „W tym ogniu były demony i dusze w ludzkiej postaci… Wśród szaleństw i jęków bólu i rozpaczy, które przeraziły nas i sprawiły, że drżałyśmy ze strachu”. Mogłoby się wydawać to zbyt drastyczne – dlaczego Maryja właśnie małym dzieciom ukazuje piekło. Jedynym sensownym usprawiedliwieniem pokazania takiej wizji dzieciom – że było to rzeczą właściwą, a nie nadużyciem emocjonalnym – wydaje się fakt, że chodziło o drastyczne uświadomienie, iż piekło jest realną rzeczywistością, a my jesteśmy naprawdę zagrożeni niebezpieczeństwem znalezienia się w nim, jeśli nie będziemy chcieli i nie zrobimy czegoś radykalnego w naszym życiu.
Maryja powtórzyła najbardziej niepopularne – i najważniejsze – przesłanie chrześcijaństwa –
WEZWANIE DO NAWRÓCENIA!
Przesłania Jezusa, Jana Chrzciciela i Piotra były takie same: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!”. Jezus określił misję Kościoła jako głoszenie nawrócenia i odpuszczenia grzechów.
Wszyscy papieże ostatnich dekad, począwszy od Piusa XII do obecnego Franciszka, przekazują w swoim nauczaniu, że największym grzechem „grzechem stulecia jest utrata poczucia grzechu”. Odmowa nawracania się – przekonanie, że grzech nie ma żadnego znaczenia – leży u podstaw poważnej katastrofy moralnej naszych czasów: od aborcji po eutanazję, od handlu narkotykami i środkami psychoaktywnymi do handlu ludźmi, od epidemii pornografii po liczne brutalne przestępstwa na tle seksualnym. Ci, którzy nie widzą zła, robią straszliwe rzeczy.
Wizja piekła ukazana przez Matkę Bożą Fatimską była absolutnie niezbędnym skorygowaniem niedorzecznego oczekiwania, że wszyscy jesteśmy powołani do szczęścia wiecznego i mamy podążać do nieba bez względu na wszystko – to jest nasz zasadniczy kierunek i nasza droga. To prawda, że ​​Bóg chce każdemu wybaczyć. Ale jedna rzecz Go może powstrzymać: brak naszej skruchy i chęci prawdziwego nawrócenia.
Matka Boża dzieciom w lipcu 1917 roku przepowiedziała równie ważne wydarzenie grozy: „Ta wojna się skończy. Ale jeśli ludzie nie powstrzymują się od obrażania Boga, rozpocznie się kolejna, straszliwsza wojna”. Bez względu na to, jak dzieci zrozumiały szczegóły tego przesłania, ogólny jego sens był dla nich prosty: wojna nie jest dla Boga okazją, aby nagradzać zwycięzców. Wojna jest związana z karą za grzechy. Matka Boża Fatimska udzieliła tej lekcji 100 lat temu pokazała, że w perspektywie nieba męczeństwo jest chwalebne – ale na ziemi jest bardzo bolesne i smutne.
Ale Pani Fatimska ukazała to wszystko we właściwym świetle: że oto „Pan Bóg może wyprowadzić dobro ze nawet z największego zła, nie czyni tego agresją i przemocą, ale zawsze z łagodnością, przebaczeniem i miłosierdzie”.

Homilia na środę 30 czerwca 2021

„Gdy Jezus przybył na drugi brzeg do kraju Gadareńczyków, wyszli Mu naprzeciw z grobowców dwaj opętani, tak bardzo niebezpieczni, że nikt nie mógł przejść tamtą drogą”.
Kraj Gadareńczyków wydaje się miejscem odległym od tych, w których Jezus bywa na co dzień. Jerozolima, Jerycho, Kafarnaum czy Galilea są przesiąknięte wydarzeniami ewangelicznymi. Tym razem Jezus dociera do miasta, które z niczym szczególnym się nie kojarzy, jest swoistym pustkowiem, tajemniczą, pogańską krainą. Dochodzi do przerażającego spotkania z opętanymi .Opętanie to znak firmowy szatana. Według religii opętanie może być formą zawładnięcia ciałem przez duchy złe lub demony. I tak było  w wypadku tych ludzi.
„Zaczęli krzyczeć: «Czego chcesz od nas, Jezusie, Synu Boży? Przyszedłeś tu przed czasem dręczyć nas? «”
Jezus staje naprzeciw dwóch opętanych stojących przy drodze. To dzicy mieszkający w grobach którzy nie pozwalają nikomu wejść do miasta.
Są symbolem zniewolenia przez szatana, symbolem śmierci duchowej oraz utraty kontroli nad swoim życiem. Obecnie w kraju pracuje ok. 60 egzorcystów i naprawdę mają każdego dnia ręce pełne roboty. Znany nieżyjący już  egzorcysta Ks. Marian Rajchel przytoczył kiedyś słowa złego ducha usłyszane podczas egzorcyzmu: „<<Bo wielu księży myśli, że ja jestem tylko w piekle>>. Nie, zły duch jest tam, gdzie ludzie go wpuszczą>>. Czy są rzeczy, które stają na Twojej drodze i  Cię paraliżują np. strach przed demonem, kiedy jesteśmy mu ulegli i nie potrafimy walczyć z nim? Obecność Jezusa wywołuje u złych duchów „reakcję alergiczną”. Przyjście Jezusa otwiera perspektywę uwolnienia. Choć nikt nie mógł przejść drogą, Jezus nie jest skrępowany złem, ma nad nim władzę: przychodzi i wyrzuca demony.
„Złe duchy zaczęły Go prosić: «Jeżeli nas wyrzucasz, to poślij nas w tę trzodę świń». Rzekł do nich: «Idźcie!» Wyszły więc i weszły w świnie. I naraz cała trzoda ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora i zginęła w wodach”.
Nieraz bardzo ciężko przyjąć nam zmianę w swoim życiu. Szczególnie, kiedy jest niespodziewana lub wymuszona. Jezus daje wolność dwóm opętanym. Właściwie przywraca im należne miejsce w społeczeństwie. Ale niestety kosztem materialnym – potężna trzoda świń tonie w jeziorze. Nie wszyscy to rozumieją. Bardzo ważna jest ostatnia część dzisiejszego fragmentu, Ewangelia mówi nam, że człowiek może nie chcieć Boga w swoim życiu: „Wtedy całe miasto wyszło na spotkanie Jezusa; a gdy Go ujrzeli, prosili, żeby opuścił ich granice”.
Prawdopodobnie mieszkańcy Gadary odczuli ulgę, że Jezus uwolnił opętanych.
Ale kiedy dowiadują się od pasterzy, jak ich Jezus uzdrowił, chcą ostatecznie, żeby Jezus od nich odszedł  – czyli opuścił miejsce, w którym mieszkają.
Nie rozumieją, dlaczego w taki sposób Jezus działa, My również wolimy nie dopuszczać Jezusa do niektórych sfer naszego życia w obawie, boimy się jego radykalnej reakcji – tego, że dokonywanie zmian będzie gwałtowne lub zbyt wiele będzie nas kosztowało.
Czy w swoim życiu dostrzegasz aspekty, o których wolisz nie myśleć, wydają ci się niewarte uwagi czy nawet chcesz o nich zapomnieć? Jak wygląda twoja faktyczna duchowa motywacja? Co jest dla ciebie ważne, gdy napotykasz w swoim życiu problemy? Co możesz uczynić, by w codzienności szukać obecności Jezusa dającej prawdziwe pocieszenie?
Człowiek może powiedzieć Bogu „nie” i wyprosić Go ze swojego życia na zawsze!  Zapomina o tym, że tak naprawdę tylko Bóg może nas wyzwolić;
a kiedy o tym zapomni, wtedy jego życie traci prawdziwy sens.
Bo Bóg nie jest konkurentem i rywalem dla naszej wolności. Bóg – jedynie On daje nam prawdziwe wyzwolenie z niewoli zła i grzechu i tylko On może nas uchronić od wszelkiego lęku i rozpaczy, tylko On może nas uzdrowić.

Panie, z Tobą nie obawiam się niczego. Ty uwalniasz mnie od złego i zapewniasz o zwycięstwie dobra. Obądź obecny w moim życiu, obdarzaj mnie swoim miłosierdziem.

Homilia na Uroczystość Świętych Piotra i Pawła – 29 czerwca 2021

Obchodząc Uroczystość Piotra i Pawła dzisiaj wyznajemy, że Kościół jest Apostolski, zbudowany na fundamencie apostołów, a jego głównymi filarami są dzisiejsi patronowie: Piotr i Paweł. Choć pochodzili z różnych rodzin, mieli diametralnie różne przygotowanie do misji apostolskiej, byli tak różni w sposobie zachowania i postępowania, to jednak Kościół czci ich w Jednej Uroczystości.
„Ty jesteś Piotr, czyli Opoka, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą”.
Piotr
prosty rybak z Galilei, przyprowadzony przez swego brata Andrzeja do Jezusa, staje się skałą, czyli czymś trwałym i mocnym. Na tej prawdzie opiera się pewność, że Piotr nas jednoczy wokół Chrystusa. Z postanowienia Chrystusa Piotr stał się fundamentem całej wspólnoty kościelnej i na nim Zbawiciel zbudował swój Kościół.
„I tobie dam klucze królestwa niebieskiego: cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie”.
Piotr jako pierwszy papież otrzymuje od Chrystusa władzę rozstrzygania i zarządzania Jego Kościołem na ziemi. Ale ma też świadomość, że to Bóg stoi na czele Kościoła, a wybrani przez Niego pasterze to Jego pośrednicy tu, na ziemi.
Drugi z dzisiejszych bohaterów – Paweł, pochodzący z greckiego Tarsu, gorliwy faryzeusz o starannym wykształceniu, znający języki obce– po nawróceniu pod Damaszkiem staje się gorliwym wyznawcą Chrystusa oraz najprężniej działającym Apostołem – głoszącym Ewangelię wśród pogan.
Świadomy zbliżającej się śmierci, jest bardzo spokojny o swoją duchową przyszłość i z nadzieją oczekuje na spotkanie z Jezusem w wieczności. Świadczą o tym jego słowa z II czytania: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, Sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego”. I to jest także dla nas prawdziwa lekcja gotowości na spotkanie z Bogiem, kiedy staraliśmy się przejść przez życie uczciwie i wiernie, wypełniając swoje zadania i obowiązki. Dziś naszą modlitwą i naszą ofiarą wspieramy  papieża Franciszka i Stolicę Apostolską, bo chcemy dać świadectwo, że my także należymy do wspólnoty Chrystusowego Kościoła, jesteśmy duchowo zjednoczeni z głową tego Kościoła i czujemy się także za niego odpowiedzialni.
Panie Jezu Chryste, chcę mieć swój udział w misji tworzenia Kościoła. Obdarz mnie swoją mocą, jak obdarzyłeś Piotra i Pawła w dziele głoszenia Dobrej Nowiny o zbawieniu. Niech Twoja łaska nas umacnia i stale nam towarzyszy. Amen.

Homilia na XIII Niedzielę zwykłą

    „Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!” „Nie bój się, wierz tylko!”
Od jakiegoś czasu, w każdy wtorek o 23:00 w TVP1 jest emitowany program Rafała Porzezińskiego: „OCALENI” Program ten  to prawdziwe historie, ludzi z krwi i kości, co tydzień dostarcza dowodów na to, że w życiu, nawet najbardziej zniszczonym, przez uzależnienia, alkohol, używki, hazard, sex, przemoc, zawsze jest czas na zmianę i na tytułowe ocalenie.. Niezwykły i unikalny na skalę europejską program, który połączony jest  misyjny przekaz z atrakcyjną formułą rapera Arkadia, który na żywo komentuje losy bohaterów wieczoru, zaproszonych do studia… /nawiasem mówiąc w piątek przechodzili przez Nozdrzec dwaj pielgrzymi wędrujący  do Kalwarii Zebrzydowskiej, którzy zatrzymali się na nocleg w naszej miejscowości, uczestniczyli w Eucharystii, a jeden z nich był  kiedyś bohaterem tego programu…/
Dzisiejsza Ewangelia jest takim opowiadaniem o ludziach mających swoje historie, którzy zostali ocaleni przez Jezusa: najpierw o kobiecie cierpiącej na krwotok oraz o przełożonym synagogi Jairze, któremu właśnie umarła córka. Kobieta która cierpiała na krwotok, wydała już wszystkie swe oszczędności na lekarzy, ale żaden z nich jej nie pomógł. Obok niemocy medycznej cierpiała na tzw. niemoc duchową – ponieważ według prawa żydowskiego była uważana za nieczystą. Miała jednak w sobie niesamowitą determinację i wiarę, a spotkanie z Jezusem staje się dla niej przysłowiową ostatnią deską ratunku. „Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa”. Dlatego podeszła do Mistrza po cichu, lekko z tyłu, i ukradkiem, tak żeby jej nikt  nie zauważył, dotknęła się frędzli jego płaszcza. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w swym ciele, że jest uleczona z dolegliwości. Stał się prawdziwy cud – choroba natychmiast ustała, a Jezus , który zauważył, że moc wyszła od niego szukał jej wzrokiem. A kiedy przestraszona przyszła do niego, powiedział z wielką radością: „Córko, Twoja wiara cię ocaliła! Idź w pokoju i bądź wolna od swej dolegliwości”.
Pomocy wokół szukał  dla swej córki również Jair, ale jej nie uzyskał. Nie poddał się jednak, przyszedł do Jezusa. Gdy przychodzą ludzie i mówią: „Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?”, Jair nie załamuje rąk, ale ufa Jezusowi: «Nie bój się, wierz tylko!» Zostaje nagrodzony za postawę wiary, kiedy po słowach „Talitha kum – Dziewczynko, mówię ci, wstań!” jego córka wróciła do żywych. Czego uczy nas dzisiejsza Ewangelia? Tego, że tylko prawdziwa wiara niesie prawdziwe ocalenie. Postawa  kobiety i Jaira zachęca do pogłębienia wiary w uzdrowieńczą obecność Jezusa. Czy jestem człowiekiem wierzącym i w  kogo tak naprawdę wierzę? W tym trudnym czasie, gdy dopadła nas pandemia, kiedy szaleją nawałnice i burze, kiedy tak wielu ludzi traci wszystko, kiedy mnożą się choroby i nieszczęścia, gdy wielu umiera w osamotnieniu, czy ja po prostu wierzę, że Jezus ma moc nas wyprowadzić z  każdego nieszczęścia, z położenia, z choroby czy widma śmierci? Czy doświadczyłem w swoim życiu Jego ocalenia i mogę o tym powiedzieć, podzielić się z innymi – po prostu dać prawdziwe świadectwo mojej wiary?!
Jezus uczy nas  jeszcze czegoś najbardziej istotnego – w chwili nieszczęścia, cierpienia, doświadczenia i bólu nie zostawia człowieka samego, jest z nim, śpieszy mu na pomoc, jest wrażliwy na ludzką biedę i nieszczęście.
Kiedyś w jednej z miejscowości zachorowała kobieta, na kierowniczym stanowisku, nie była bardzo lubiana, słynęła z surowości i wielkiej dyscypliny w pracy. W walce z chorobą nowotworową wielu ludzi ją wspierało, pocieszało, pomagało, modliło się za nią. Ale  znalazł się jeden z podwładnych, który mówił: a po co mam się za nią modlić, ma za swoje, zmniejszyła mi etat pracy, pojechała po premii, kilka razy niesłusznie byłem na dywaniku – niech cierpi, bo  ja też cierpiałem. Najlepszy był komentarz osoby niewierzącej, która powiedziała: Człowieku – ja nie rozumiem jak ty człowiek wierzący, chodzący co niedzielę do kościoła możesz tak mówić?! Jak możesz jej życzyć cierpienia?
Czy  nie zdarzyło się nam tak zachować lub postąpić? Czy ja  jak Jezus jestem wrażliwy na ból  i cierpienie innych?
W czasie trwających Mistrzostw Europy w piłce nożnej /w których nas już nie ma/ w meczu grupowym jeden z zawodników duńskich upadł na murawę i zatrzymała się akcja serca. Zanim wszystkie działania na murawie zostały podjęte błyskawicznie, niesamowitą rolę odegrał kapitan drużyny duńskiej Simone Kjaer, stał się bohaterem tego tragicznego zdarzenia.  Był pierwszy przy koledze z drużyny i zadbał o to, aby Christian Eriksen nie zadławił się własnym językiem. To on ułożył go również w bezpiecznej pozycji, zanim z pomocą przybyli lekarze. Kapitan Duńczyków uspokajał także zapłakaną żonę kolegi z zespołu, która przechodziła wielki dramat. Trzeba też podkreślić wyjątkową postawę reszty piłkarzy reprezentacji Danii. Kiedy Eriksen był reanimowany, kadra utworzyła okrąg wokół miejsca, w którym ratowano życie kolegi z kadry, aby flesze i kamery  nie mogły zarejestrować tego strasznego widoku, wielu z nich modliło się o życie dla kolegi, a potem w tym kordonie odprowadzili kolegę do bramy stadionu. To jest piękne, kiedy potrafimy modlić się za chorych, wspierać potrzebujących, kiedy  pocieszamy załamanych, gdy zbieramy do puszek na chore dzieci, na pogorzelców, na ofiary powodzi, klęsk żywiołowych, kataklizmów. Bo wtedy stajemy się podobni do Jezusa – wrażliwi na ludzką biedę i cierpienie i nie przechodzimy obojętnie obok człowieka, który potrzebuje naszego wsparcia. Jesteśmy jedną Bożą Drużyną – jesteśmy Chrystusową Wspólnotą Serc i bierzemy udział w autentycznym ocaleniu tego świata.
A wszystko to dzięki prawdziwej wierze, która jest wielkim darem i łaską. Trzeba o nią wciąż się modlić, prosić. Ale kiedy jej doświadczymy, to trzeba jak wielki dar, talent nieustannie ją rozwijać, umacniać, pogłębiać; bo jak czytamy w KKK: „Wiara jest osobowym przylgnięciem całego człowieka do Boga, który się objawia. Obejmuje ona przylgnięcie rozumu i woli do tego, co Bóg objawia nam przez słowa i czyny”. Jaka jest moja wiara? Czy jest ona gorąca, czy może letnia, a może we mnie już całkowicie wystygła? Czy mogę ją porównać z wiarą kobiety cierpiącej na krwotok czy przełożonego synagogi – Jaira?
Panie Jezu, proszę Cię o łaskę wiary w Twoją moc, wiarę większą od mojego lęku, o wiarę, która  przynosi mnie i całemu światu wielkie ocalanie.

Homilia na zakończenie roku szkolnego

„Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu” (Mk 6, 31-32).

Apostołowie wracają ze swojej misji…i opowiadają o wszystkim, co zdziałali…To naturalne, że chcą się dzielić tym, co przeżyli…Tym, co widzieli…tym, jakie sukcesy misyjne osiągnęli. Jezus poleca im odpocząć, ponieważ sam doskonale rozumie, że ludzki organizm ma swoje granice…I każdy potrzebuje odpoczynku…
Dlatego zaleca swoim Apostołom: odpocznijcie nieco…
Pan Jezus zaprasza do autentycznego wypoczynku nas – swoich uczniów. Zatem i my weźmy sobie te słowa do serca…
Poświęćmy odrobinę czasu na odpoczynek…na regenerację sił…
Mamy prawo do wypoczynku i do odejścia na chwilę od żmudnych zajęć, od pracy intelektualnej, bo każdy człowiek powinien pamiętać, że tylko wtedy, kiedy jesteśmy wypoczęci, możemy znów rozpocząć po kilku miesiącach wypoczynku swoją pracę i swoje zajęcia.
To dzisiejsze zakończenie roku szkolnego przeżywamy w dalszym ciągu w nietypowym dla wszystkich czasie. Trwa PANDEMIA Koronawirusa – COVID 19 bardzo mocno utrudnił nam życie, poruszanie się, wychodzenie z domów, uczestnictwo w zajęciach w szkole – mieliśmy przez większość czasu zdalne nauczanie – uczestnictwo w życiu religijnym – była dyspensa od uczestnictwa w Mszy Św., czas izolacji kwarantanny – czas trudny i niezrozumiały. Wielu z nas – dzieci, rodziców i nauczycieli jest po prostu tym okresem walki z wirusem, czasem strachu lęku i ciągłej niepewności, co będzie jutro – bardzo zmęczonych. Potrzebujemy zwyczajnej formy wakacyjnego „relaksu” Ale  wiemy dobrze, że nie wystarczy tylko  odprężenie fizyczne i psychiczne zaniedbać i lekceważyć przy tym sferę serca i ducha. Obok wypoczynku fizycznego, potrzebujemy – w okresie wakacji lub poza nim – także chwil wytchnienia i odpoczynku duchowego. Dlatego tak ważne są słowa Pana Jezusa: „Pójdźcie sami osobno na miejsce pustynne”.
Nam pustynia kojarzy się z piaskiem, gorącem, czasem z wypoczynkiem nad morzem. Ale miejsce pustynne może być zupełnie inne – czas spokoju wyciszenia- spacer po lesie, wycieczka w miejsce ustronne, pobyt nad jeziorem, rzeką, wyjście w góry… Mogą to być specjalne rekolekcje, pielgrzymka, oaza itp. W miejscu pustynnym możemy znaleźć Boga, duchowe przeżycia i zupełnie inaczej spojrzeć na świat i otaczającą nas rzeczywistość. Tego ukojenia, wyciszenia i duchowego wypoczynku potrzebujemy zwłaszcza teraz – kiedy jest czas pandemii Im bardziej brakuje nam czasu i sił, tym bardziej potrzebujemy odejścia na miejsce pustynne, by móc nieco wypocząć: fizycznie, psychicznie i duchowo. Dziś w tym trudnym czasie nie możemy na zakończenie roku zapomnieć o Trzech Magicznych Słowach wypowiedzianym pod adresem zwłaszcza nauczycieli, wychowawców, katechetów ale także rodziców i opiekunów: przepraszam  za moją niewłaściwą postawę i zachowanie w ciągu roku, dziękuję za to wszelkie dobro, które wydarzyło się w tym mijającym okresie, ale także proszę o siły, o radość o pokój i bezpieczeństwo w czasie tego wakacyjnego wypoczynku – o zdrowie dla siebie i najbliższych. Spróbujmy moi kochani ten czas przeżyć jako swoistego rodzaju Wakacje z Bogiem – nie zapominając o nim na modlitwie, w pierwszych piątkach miesiąca w uczestnictwie na niezielnej i świątecznej Eucharystii. Bo poznając piękno otaczającego nas świata, zachwycając się pięknymi widokami, krajobrazami i pięknem przyrody i zwierząt – tak naprawdę odkrywamy kolejny raz prawdziwe piękno, wielkość i mądrość samego Boga.

Homilia na XII Niedzielę zwykłą – 20 czerwca 2021

„Gdy zapadł wieczór owego dnia, rzekł do nich: «Przeprawmy się na drugą stronę»”.
Jezus po przepracowanym dniu, podczas którego nauczał tłumy zgromadzone nad Jeziorem Galilejskim zwraca się do swoich uczniów z prośbą o przepłynięcie na drugi brzeg jeziora. Zapadający zmrok potęguje nastrój niepokoju. Jezus jednak pragnie objawić swą Boską moc jako Światłość w mrocznej nocy ludzkiego grzechu i niewiary. Przeprawa na drugi brzeg jeziora jest symbolem przejścia od nocy wiary do dnia ufności, od śmierci do życia.
„Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim”.
Podmiotem tej akcji stają się uczniowie, którzy zabierają Jezusa w łodzi na drugi brzeg jeziora. Wyrażenie „tak jak był w łodzi” może nawiązywać do nauczania Jezusa z łodzi. Wzmianka o innych łodziach płynących z Jezusem wskazuje, że przebywający w innych łodziach stają się świadkami cudu, który wydarzy się na jeziorze.
„Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała”.
Na Jeziorze Galilejskim zbiornik wodny o długości 21 km, szerokości 12 km oraz głębokości 50 metrów jest położony w niecce około 200 m. poniżej Morza Śródziemnego, dlatego też mocny wiatr i burza mogą nastąpić niespodziewanie. Rybacy łowiący na jeziorze nie oddalali się zbytnio od brzegu. Tymczasem Jezus i uczniowie chcą się przeprawić na drugi brzeg. Dramatyczną sytuację potęgują: noc, silny wiatr i burza, które są obrazem niebezpieczeństwa panującego na jeziorze.
„On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?»
Brak reakcji Jezusa na zagrożenie budzi wielkie zdziwienie Jego uczniów. Sen Jezusa w czasie burzy na jeziorze  jest znakiem Jego bezgranicznego zaufania wobec Ojca. Uczniowie budzą Pana i zwracają się do Niego z wyrzutem, że nie reaguje w sytuacji, gdy zagrożone jest ich życie. Pragną oni, aby Jezus wyzwolił ich z opresji. W ich zachowaniu widać strach i rozpacz w obliczu śmierci.
„On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: «Milcz, ucisz się!». Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza” Rozpacz i niewiara uczniów powodują reakcję ze strony Jezusa, który rozkazuje wichrowi i jezioru, aby się uciszyły. Wskazuje to na Jego Boski autorytet. Jezus jako Syn Boży sam ucisza burzę na jeziorze. Słowa Jezusa skierowane do żywiołu brzmią: Milcz, ucisz się! Jest to podobieństwo i nawiązanie do słów egzorcyzmu, gdy Jezus woła do ducha nieczystego, który niszczy człowieka opętanego: „Milcz i wyjdź z niego!”
„Wtedy rzekł do nich: «Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?»
Jezus z wyrzutem zwraca się do swoich uczniów, którzy wykazują lęk, przerażenie i brak wiary w obliczu zagrożenia. Nie wierzą oni, że płynący z nimi Jezus ma moc uspokoić żywioły i jest gwarantem ich bezpieczeństwa. Jezus ujawnia, że wiara to nie abstrakcja czy deklaracja słowna. Wiara polega na pełnym zaufaniu Jezusowi w różnych sytuacjach życia. Najbardziej ujawnia się ona w chwili  próby i doświadczenia, kiedy człowiek pokazuje, na ile opiera się na Chrystusie, a na ile na swej własnej mądrości i swych siłach.
Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: «Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?»” 
Strach uczniów po uciszeniu różni się od ich lęku. Wcześniejszy lęk wypływał z braku wiary, natomiast aktualna bojaźń wypływa z szacunku do mocy Boga. Uczniowie doświadczają objawienia mocy Boga, który ich ocala i pokazuje, że ufność pokładana w nim wyzwala z wszelkich lęków. Ile razy w trudnych sytuacjach, kiedy odczuwamy kruchość i słabość, brakuje nam wiary w to, że Bóg jest z nami. Jezus ucisza szalejącą burzę i silny wiatr. Jednak tak naprawdę ucisza w nas wszelki chaos, nasze wewnętrzne burze, nieufności i lęki. Jezus pokonuje żywioły naszych grzechów. Obecność Jezusa daje nam pewność życia. Niesie wyciszenie i ukojenie.
„Mały chłopiec wypłynął wraz z ojcem  i całą załogą rybackiego kutra na połów ryb. Kiedy przyszedł sztorm, a fale zalewały pokład, on spokojnie spał w kajucie. Wszedł do niego bosman i krzyknął: Mały obudź się, bo idzie duża  fala! Ty się nie boisz? A chłopiec mu odpowiedział: Nie boję się,  bo kapitanem jest mój Tato, a on jest doświadczonym żeglarzem i na pewno sobie poradzi”.
Powinniśmy wierzyć, że
zbawienie pochodzi od Jezusa i tylko On jest kapitanem naszej łodzi, której na imię Kościół. Warto przypomnieć słowa Papieża Seniora Benedykta XVI, który mówi: „Cierpimy z powodu cierpliwości Pana Boga! Dokładnie tak! Bo wydaje się nam, że za długo zwleka z interwencją.. Wszyscy potrzebujemy Jego cierpliwości… Świat jest zbawiony tylko dzięki Bożej cierpliwości, a niszczony przez ludzką niecierpliwość!”
Prośmy gorąco, aby obecność Jezusa w Najśw. Sakramencie stawała się naszym umocnieniem i  dawała nam pewność, że Bóg jest z nami, aby dawała nam prawdziwe ukojenie, że skoro Jezus jest po naszej stronie, to nic nam nie grozi zarówno w życiu duchowym jak i materialnym – ważne żebyśmy potrafili w nim pokładać ufność i pełną nadzieję:
„Panie, opoko moja, schronienie moje i mój wybawco, Boże mój, moja skało i moja nadziejo, tarczo moja, mocy zbawienia i moja twierdzo!”– chwała Tobie. który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

Homilia na Środę, 23 czerwca 2021

„Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami”.
Pan Jezus najwyraźniej nas dziś przestrzega i mówi, że mamy strzec się fałszywych proroków. To jest jasne, że trzeba na nich uważać, bo nie da się ukryć: jedni i drudzy są obecni wśród nas… To znaczy wnikają niezauważalni między nas… są może nawet przykładem do naśladowania…ale ich prawdziwe intencje są ukryte…i na pewno nie są to dobre intencje… Pytanie: tylko jak się ich ustrzec?
Jak odróżnić tych dobrych proroków od tych złych?
Fałszywy prorok ma na celu jedno…mącenie…wywoływanie wątpliwości… i rozbijanie jedności Kościoła.
Mimo, że wydaje się służyć Bogu… za jego sprawą mogą mieć miejsce liczne nawrócenia, mogą iść dobre czyny i działania…ale rzeczywiste intencje Fałszywego Proroka są zupełnie inne, mogą niszczyć i rozbijać jedność chrześcijan, jedność wspólnoty, jedność Kościoła.
Może nawet są takie owce w skórze wilka w naszych rodzinach…Bo jeśli z zewnątrz wydajesz się być dobrym katolikiem…ale pod wieloma warstwami kryje się poganin…to nieciekawie to wygląda…
Ale to wszystko co czynimy i komu służymy, powinno pociągać za sobą zmianę stylu życia…

Jezus mówi: „Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi? Poznacie ich po owocach”.
To jest rzeczywiście prawda. Z ciernia nie zbierzemy winogrona…Musimy zatem dokładnie patrzeć na to, co dzieje się wokół nas…i dmuchać na zimne. Nawet jeżeli wydaje się, że coś jest dobre…wcale nie musi takie być…. Oczywiście z pozoru trudno odróżnić jednych i drugich. Dlatego, że życie człowieka i jego czyny weryfikują zasłyszane opinie. Dlatego dzisiejsza Ewangelia jest tak niezwykle istotna i ważna. Z jednej strony przestrzega nas przed fałszywymi prorokami, a z drugiej – wskazuje na wagę konkretnych czynów.
„Każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce”. Jezus potwierdza, że  nasze czyny i zachowania można i należy oceniać po owocach. Wszystkich poznamy po owocach…Wielu ludzi nas otacza…Dobrych i złych…Wierzących i niewierzących…

Będących bardzo blisko Boga i omijających kościół szerokim łukiem. Ale tak naprawdę każdy człowiek pokazuje to, jaki jest po owocach…czyli po czynach…po świadectwie, jakie daje swoim życiem…Każdy z nas jest jak drzewo – człowiek, który ze swej natury jest dobry nie może czynić tylko i wyłącznie źle, ale też człowiek  opanowany przez zło i żyjący w grzechu nie może powiedzieć, że czyni tylko i wyłącznie  samo dobro.

„Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, zostaje wycięte i wrzucone w ogień”.
Jezus przestrzega co dzieje się ze złym drzewem, które nie wydaje dobrego owocu.
Jakże wielu ludzi chce dziś zmieniać Ewangelię, , a nie siebie – bo to jest dla nich niewygodne.
A to Boskie prawo mam przemieniać nasze serca i sumienia.. Współcześnie w zasadzie najlepiej mówić tylko to, co nie urazi innych, na przykład że Jezus umarł z miłości do nas, ale o tym, że umarł za nasze grzechy, już lepiej nie. Tylko jeśli zapomnimy o naszych grzechach, wtedy nie będziemy czuli potrzeby nawracania się. I co wtedy? Jakie wydamy owoce?
I na koniec prosta wskazówka, jakiej udziela nam Pan Jezus:  A więc: poznacie ich po ich owocach” Poznanie po owocach pozwala odróżnić fałszywych od prawdziwych proroków… Fałszywy prorok ma na celu jedno: mącenie…wywoływanie wątpliwości…i rozbijanie Kościoła.
Cele te oczywiście nigdy nie zostaną zrealizowane, bo Chrystus dał obietnicę, że Kościoła nie przemogą „bramy piekielne”…ale to nie znaczy, że Kościół na tym nie ucierpi… że podkopywanie fundamentów i autorytetów nie niszczy go od środka… wzbudzanie wątpliwości…wzajemne oskarżanie i napuszczanie na siebie … tworzenie podziałów… to wszystko zawsze będzie się odbijać na każdej Wspólnocie…Prośmy na zakończenie rozważania o ducha jedności w naszych wspólnotach, o to abyśmy potrafili odróżniać dobrych od fałszywych proroków oraz o to, abyśmy dawali świadectwo naszej wiary pokazując po owocach, kim naprawdę jesteśmy:

Panie Jezu, chcę trwać w Tobie. Przymnóż mi łask, abym stawał się życiodajnym drzewem i zawsze  wydawał dobre owoce swoich uczynków. Amen.

Homilia na XI Niedzielę Zwykłą

Kluczem do dzisiejszej Liturgii Słowa jest  wyrażenie WSZYSCY. To słowo uświadamia nam prawdę o powszechności zbawienia ale też o odpowiedzialności za duchowy wzrost wspólnoty, której na imię KOŚCIÓŁ.
To Bóg jest Panem wszystkiego i od niego wszystko zależy, to w jego ręku są nasze losy. To On jest tym, który daje wzrost i zapewnia plon
„Z Królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, sam nie wie jak”. Pan Jezus tłumaczy nam, że rolnik po zasianiu ziarna nie ma wpływu na jego wzrost. Podobnie jest w naszym życiu duchowym. Aby wzrastało w nas Królestwo Boże, nie wystarczy tylko nasza praca, potrzeba jeszcze łaski Bożej. Jako ludzie wierzącym bądźmy pokorni, bo nie wszystko zależy od nas. Ale żeby być pokornym i mieć świadomość, że nie wszystko zależy od nas, trzeba Bogu zaufać. Zaufanie chroni nas przed pokusą pychy i przeświadczeniem, że sam sobie poradzę w życiu. We współczesnym, pełnym socjotechniki świecie ludzi uczy się, że skoro  kierują samochodem, sterują klimatyzacją, mają władzę nad firmą, są zdolni, przedsiębiorczy, potrafią wszystko dokładnie zaplanować, wyliczyć i wykalkulować, a przy tym są kreatywni – przebojowi, choć czasem na krawędzi lekkiej bezczelności i cwaniactwa – to tak naprawdę są zaradni i sobie poradzą sami, bo wszystko zależy od nich. I właśnie w tym momencie na fundamencie budowania własnej kreatywności i zaradności – czyli pewności siebie, nawet nie wiedząc kiedy – buduje się niepewność w wierze i nieufność w stosunku do Boga.  Z gruntu fałszywa i nie do przyjęcia jest alternatywa: „albo Bóg, albo ja!” – bo jeśli Bóg wszystko może, to ja nie mam nic do zrobienia, a jeśli ja mam coś robić, to Bóg nie może mi przeszkadzać i ograniczać moją niezależność i wolność.
Nic bardziej mylnego – Moi Kochani! Pan Bóg nie jest moim konkurentem, ale moim Ojcem, a nikomu innemu, jak prawdziwemu ojcu i matce zależeć powinno na szczęściu i dobru swoich dzieci….
Jezus mówi: „Królestwo Boże… jest jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn…” Bóg daje mi wolność ale wraz z nią i odpowiedzialność za moje słowa i czyny. Doceńmy to, co otrzymaliśmy od Jezusa, i nieśmy Go innym, współpracujmy z łaską Pana. Królestwo Boże jak to ziarnko gorczycy, choć małe, jest odporne nawet na niekorzystne warunki. Królestwo Boże będzie się stale rozrastać.
Pięknie to obrazują słowa piosenki: „Musisz wierzyć, że jest ktoś kto dobrze wie, czego potrzebujesz tu, dlatego zaufaj mu!” Tak ważna w naszym życiu chrześcijańskim jest postawa pełnego zaufania Bogu nawet w chwilach doświadczeń i prób.
Przykładem takiej postawy jest Św. Abp Oscar Romero, który  w 1977 roku został arcybiskupem Salwadoru. Kiedy krajem rządziła junta wojskowa, kiedy potrafiono zamienić kościoły na koszary, kiedy na oczach abp-a żołnierz sprofanował Najśw. Sakrament, strzelając do wizerunku Chrystusa ukrzyżowanego i do tabernakulum, on nie zawahał się i wszedł do świątyni, aby pozbierać sprofanowane komunikanty. Kiedy został wyrzucony, za trzecim razem wszedł do świątyni razem z ludźmi naprzeciw żołnierzom, którzy mieli w nich wymierzone karabiny. Wtedy wypowiedział te słowa: „Jesteśmy tu po to aby odzyskać ten budynek kościelny. I wzmocnić się przeciwko tym wrogom Kościoła, którzy wdeptują nas w ziemię. Wiedzcie, że nie cierpicie w samotności, gdyż wy jesteście Kościołem. Jesteście Ludem Bożym, jesteście Jezusem tu i teraz. On jest ukrzyżowany w Was, tak samo jak został ukrzyżowany 2000 lat temu na wzgórzu niedaleko Jerozolimy. Wiedzcie, że wasze cierpienie i ból, jak Jego przyczyni się do wyzwolenia Salwadoru i odkupienia”. Arcybiskup Romero poniósł śmierć męczeńską, kiedy podczas celebrowania Mszy Św. w szpitalnej kaplicy w 1980 roku został zastrzelony. W pogrzebie Romero uczestniczyło ponad milion osób z całego świata. Papież Franciszek ogłosił go świętym w październiku 2018 roku. Abp Romero stał się symbolem walki o prawa człowieka – symbolem małego i niepozornego ziarenka gorczycy, które stało się pięknym krzewem wierności i miłości wobec  Boga. Dziś potrzeba takich żywych świadków wiary, którzy wspólnie razem: pasterze i osoby świeckie będą ramię w ramię stawać na straży tych wartości, aby umocnić ten Kościół.

Panie Jezu, otwieram przed Tobą swoje serce. Spraw aby moja wiara, miłość i pełne zaufanie tobie stawała się jak ziarenko gorczycy, które przyczynia się do wzrostu Królestwa Bożego we mnie. Amen.