Homilia na Święto Niepodległości 2019

 „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: «Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze», a byłaby wam posłuszna”.

Wiara działa przez przebaczenie

Człowiek jest jednością duszy i ciała. Jego działanie powinno być potwierdzeniem wyborów ducha. Nie zawsze tak się dzieje, gdyż jedność osłabiona jest przez grzech. Jezus zachęca nas dziś do niestwarzania innym okazji do grzechu oraz do przebaczania. W tym idziemy Jego śladami, bo chrześcijanin to człowiek, który Jezusowy sposób działania czyni swoim. Chrystus nie chce śmierci grzesznika, dlatego stale wzywa do nawrócenia. Miłość do drugiego człowieka nie pozwala na obojętność wobec zła, które ten czyni. Dopiero jednak fundament wiary pozwala zrozumieć logikę Bożej miłości, która walczy o człowieka. W wierze widzimy, jak Bóg nas traktuje. W wierze nie gorszymy się złem, lecz walczymy bez zniechęcenia, bo wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy.
Pewien człowiek wybrał się do lasu, aby znaleźć ptaka, którego chciał wziąć do domu. Znalazł młodego orła, przyniósł go i wsadził do ptasiej zagrody między kury, kaczki i indyki. Dawał mu kurze jedzenie, chociaż był to orzeł, król ptaków. Po 5 latach odwiedził raz tego człowieka pewien przyrodnik. Gdy szli razem przez dziedziniec, zawołał: Ten ptak nie jest przecież kurą, to orzeł!”  “Tak – powiedział właściciel – to się zgadza. Ale ja wychowałem go na kurę. On nie jest już orłem, ale kurą, chociaż jego skrzydła mają 3 metry szerokości. “Nie, powiedział tamten, on jest jednak orłem, gdyż ma serce orła, które każe mu pofrunąć w górę, w przestrzeń. Nie, nie, powiedział ów człowiek, on jest teraz prawdziwą kurą i nigdy nie będzie latał jak orzeł.”
Postanowili jednak zrobić próbę. Przyrodnik wziął orła, uniósł go w górę i powiedział z naciskiem:
Ty, który jesteś orłem, który należysz do nieba, a nie tylko do tej ziemi, rozwiń swoje skrzydła i pofruń!” Orzeł siedział na wyciągniętej dłoni i oglądał się. Za sobą zobaczył kury dziobiące ziarna i zeskoczył do nich. Następnego dnia wszedł z orłem na dach domu, uniósł go i zawołał: “Orle, który jesteś orłem, rozpostrzyj swoje skrzydła i pofruń!” Ale orzeł znów obejrzał się na grzebiące w ziemi kury, zeskoczył do nich i grzebał razem z nimi. Następnego dnia wstał wcześnie rano, wziął orła i wyniósł go z miasta, daleko od domów, do stóp wysokiej góry. Słońce właśnie wschodziło i ozłacało szczyt góry; wszystkie wierzchołki rozpromieniły się radością uroczego poranka. Przyrodnik wzniósł orła wysoko i powiedział do niego:
Orle, ty jesteś orłem. Ty należysz do nieba, a nie tylko do tej ziemi. Rozwiń swoje skrzydła i pofruń!”
Orzeł rozejrzał się, zadrżał cały, jakby weszło w niego nowe życie – ale nie odfrunął. Wtedy przyrodnik odwrócił go tak, że patrzył prosto w słońce. I nagle orzeł rozpostarł swoje potężne skrzydła, wzniósł się z okrzykiem orła, frunął wyżej i wyżej i nic powrócił już nigdy. Był orłem, chociaż został wychowany jak kura i oswojony! Jesteśmy stworzeni na obraz Boga, ale ludzie nauczyli nas myśleć jak kury i często sądzimy, że jesteśmy naprawdę kurami, chociaż jesteśmy orłami. Rozwińmy skrzydła i pofruńmy! I nie dajmy się nigdy zadowolić rzucanymi nam ziarnami. Orzeł to ptak, który frunie wysoko, ale zawsze potrzebuje powrotu do gniazda, skąd się wykluł i skąd wyleciał. Orzeł to nasz herb – symbol naszej wolności; powinniśmy ciągle wracać do gniazda – nie zapominać o naszej historii.

Cyprian Kamil NORWID  napisał piękny tekst,  który dla tych polskich orłów, które wyleciały przymusowo na emigrację z polskiego gniazda, bardzo cierpiały. On ciągle nam uświadamia, jak ważne są to słowa, do których wszyscy tak często wracamy:
Do kraju  tego,
gdzie kruszynę chleba
podnoszą z ziemi
przez uszanowanie
dla darów Nieba….
Tęskno mi, Panie..
Św. Jan Paweł II całując polską ziemię, w swoim powitalnym przemówieniu mówił:
„Pokój tobie Polsko – ojczyzno moja – Ojczyzna jest naszą matką ziemską. Polska jest matką szczególną. Niełatwe są jej dzieje, zwłaszcza na przestrzeni ostatnich stuleci. Jest matką, która wiele przecierpiała i wciąż na nowo cierpi. Dlatego też ma prawo do miłości szczególnej”
Papież Franciszek pięknie mówi o wolności „Wolność jest nam dana i zadana, abyśmy umieli dokonywać właściwych wyborów w życiu!” Prośmy gorąco, abyśmy potrafili właściwie zagospodarować, abyśmy zrozumieli, kim jesteśmy naprawdę i skąd bierze się nasza kultura, historia – dziedzictwo narodowe. Naród bez historii, bez tożsamości upada, ginie zanika. Parafrazując słowa Romana Dmowskiego: „Jestem Polakiem i obowiązki mam polskie!”, prośmy gorąco abyśmy nie zapomnieli kim jesteśmy i skąd nasz ród.
Panie, przymnóż mi wiary, abym spoglądał na Twoją postawę wobec grzeszników i próbował Cię naśladować. Najpierw w wymagającej miłości do siebie, a potem do innych. Amen.

Homilia na Dzień Zaduszny – Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych – 2 listopada 2019

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!”

Dzień dzisiejszy – Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych to podwójne doświadczenie.
Z jednej strony skończoność naszej natury, bo przechodzimy naturalny proces obumierania, a potwierdzają to groby naszych bliskich. Z drugiej strony – nadzieja płynąca z wiary w Boga, który jest Bogiem życia i wszystko dla Niego żyje. Trzeba tę tajemnicę przeżywać we wszystkich jej wymiarach. Nie bójmy się bólu rozstania, jaki odczuwamy, stając przy grobie bliskich nam osób. Zauważmy, jak dobrze, że szczytem grobów naszych bliskich jest krzyż. Patrząc na ten znak Jezusowego zwycięstwa, zaczynamy patrzeć oczami wiary. Krzyż to śmierć, która nie miała ostatniego słowa. Chociaż Jezus na krzyżu wypowiada ostatnie słowa: Ojcze w Twe ręce składam ducha mego!”, to jednak nie jest koniec. Śmierć to brama ku życiu dla wszystkich, których Jezus umiłował. A miłość pragnie bliskości na zawsze. Jeśli nasz bliski przeszedł tę bramę śmierci razem z Jezusem, to ból zamienia się powoli w nadzieję. Staje się przypomnieniem, że Jezus jest jedyną prowadzącą tam Drogą. Trzeba się jej mocno trzymać, a wtedy serce nie będzie się trwożyć.
Bo życie człowieka nie kończy się na cmentarzu! Przecież w to wszyscy wierzymy!

Pięknie o tym mówią słowa prefacji – modlitwy przed konsekracją z Mszy Św. za zmarłych: „Albowiem życie Twoich wiernych Panie, zmienia się, ale nie kończy… I choć nas zasmuca nieunikniona konieczność śmierci,  znajdujemy pociechę w obietnicy przyszłej nieśmiertelności”.
Polski poeta okresu romantyzmu, Cyprian Kamil Norwid, napisał w jednym ze swoich wierszy słowa:
Czy popiół tylko zostanie i zamęt, Co idzie w przepaść z burzą? – czy zostanie na dnie popiołu gwiaździsty dyjament, Wiekuistego zwycięstwa zaranie!”
Co zatem zostanie po nas – Popiół czy diament?!  Każdy z nas ma swój czas życia. Nie znamy dnia i godziny, kiedy Pan życia i śmierci odwoła nas przed swe oblicze. Ale wiemy, że ten czas, który jest przed nami, jest do naszej dyspozycji. Możemy wykorzystać go w ten sposób, żeby po naszym odejściu nikt nie będzie rozpaczał.
Kiedy zapalamy znicze lub lampki, to zauważamy, że światło tak długo się pali, dopóki nie wypali się oliwa lub wosk. Podobnie jest z nami – Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim. Dlatego nie możemy zapominać o naszych bliskich zmarłych, zwłaszcza, że oni nas potrzebują; naszej modlitwach, przyjętej w ich intencji Komunii Św., naszego duchowego wsparcia.
Dlatego przeżywając dziś Dzień Zaduszny chciejmy pamiętać i modlimy się za dusze w czyśćcu cierpiące, aby weszły do bram nieba, aby ich przygarnął Jezus Chrystus.

Umocnij mnie, Panie, w smutku rozstania z najbliższymi nadzieją jedności życia w Tobie na wieki. Spraw Panie, abym pamiętając o przemijaniu ludzkiego życia nie zapominał o moim zbawieniu.
Proszę Cię za nimi, aby mogli na zawsze doświadczać radości płynącej z Twojej szczególnej bliskości. Amen.

 

Homilia na Uroczystość Wszystkich Świętych – 1 listopada 2019

„Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”.

Każdego roku w Uroczystość Wszystkich Świętych odczytujemy niezwykłe teksty biblijne, zawarte w Liturgii Słowa. Słowo Boże, bardzo bogate w treść, stara się nam przybliżyć rzeczywistość świętości. Gdy mówimy o świętości, często ogarnia nas zniechęcenie. Dla wielu z nas, temat wydaje się nie na czasie, jakby z innego świata. Wolimy rozmawiać o pracy, o polityce, o modzie, o pogodzie, o zarobkach, o przyszłości… ale o świętości?! Po co? Komu to potrzebne? Przecież to nierealne…Wciąż się nam wydaje, że świętość to coś, czego nie da się do końca osiągnąć. To dlatego Kościół proponuje nam taką uroczystość jak dzisiejsza, która uświadamia prawdę, że świętość jest na stałe wpisana w życie chrześcijańskie, w życie każdego człowieka. Dzisiaj celebrujemy Uroczystość, w której radujemy się ze Wspólnoty Świętych. W jej skład wchodzą nie tylko ci, których imiona zapisane są w kalendarzu liturgicznym i których obrazki można nabyć w księgarni, a których Kościół beatyfikował czy kanonizował. Czcimy dzisiaj Wszystkich Świętych – czyli tych, którzy już osiągnęli niebo, którzy widzą Boga, a którzy może jeszcze nie tak dawno żyli pośród nas, pracowali z nami, byli naszymi najbliższymi: współmałżonkami, rodzicami, dziećmi, krewnymi, przyjaciółmi, znajomymi, a dziś są całkowicie oddani Bogu. Ufamy, że jest to niezliczony tłum, który w pełni osiągnął cel życia. Są oni wiecznie szczęśliwi, bo po prostu są w niebie.
Tę prawdę potwierdza w Apokalipsie – czyli Księdze Objawienia  Św. Jan Apostoł, który mówi o liczbie 144 tysięcy ludzi:

 „Ujrzałem wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem”.
Liczba uzyskana została przez podniesienie do kwadratu liczby pokoleń Izraela i przez mnożnik tysiąc, co oznacza ogrom i pełnię (12x12x1000). Świadkowie Jehowy dosłownie interpretują ten tekst twierdząc, że tylko tyle osób będzie przebywać w niebie. Według wschodniej symboliki ta liczba wskazuje jednak na nieskończony, doskonały tłum świętych. „Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy” W języku biblijnym biała szata i palma w ręku oznacza świętość. Św. Jan z niezwykłą starannością to opisał, a Księga Apokalipsy ukazuje tych, którzy ten stan osiągnęli. Apostoł pisze więc o wielkim tłumie, którego nikt nie może policzyć ze wszystkich narodów, pokoleń i języków. Ci święci są opieczętowani, noszą na czole znamię, tzw. sfragis – czyli  znak przynależności, znak własności Boga. W momencie chrztu każdy z nas otrzymał taką pieczęć chrzcielną i od tamtej chwili rozpoczęła się nasza historia zbawienia, weszliśmy do wielkiej rodziny dzieci Bożych, staliśmy się niejako własnością Boga naszego Ojca. Bóg położył na nas swą dłoń i prowadzi nas w swoim Kościele do wiecznej Ojczyzny.

Ten cel jest w zasięgu naszej ręki, jest możliwy do osiągnięcia, ale trzeba wybrać specjalną drogę, na której ten cel można było osiągnąć.
Dlatego Ewangelia proponuje nam drogę ośmiu błogosławieństw i błogosławionych. Oto oni:
„Błogosławieni ubodzy w duchu… Błogosławieni, którzy się smucą… Błogosławieni cisi…Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości… Błogosławieni miłosierni… Błogosławieni czystego serca… Błogosławieni,
którzy wprowadzają pokój… Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości… Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was…”

Każdego roku odczytujemy ciągle aktualne słowa, które można nazwać ośmioma drogowskazami. Ale nam co roku towarzyszą poważne wątpliwości, czy ewangeliczne błogosławieństwa nie są oderwane od życia.
Współczesny rozpędzony świat podpowiada, że to nie ubodzy się liczą, ale właśnie bogaci i przebojowi ludzie.
Masz pieniądze, jesteś kimś, przynajmniej tak uważają ci, którzy je mają…
Zapominają jednak, że za pieniądze nie można wszystkiego kupić…Nie dają pełni szczęścia…
Nie smutek jest dzisiaj w cenie, tylko radość oraz sprawianie i korzystanie z przyjemności…
Nie cisi i pokorni odgrywają ważne role w życiu, ale ci, którzy są głośni i robią wokół siebie jak najwięcej medialnego szumu, niekiedy graniczącego ze skandalem… Wystarczy przejrzeć niektóre internetowe portale czy prasowe tytuły, aby się przekonać, że skandalizowanie jest w modzie…Skandal jest trendy…
Nie sprawiedliwi liczą się i nie ci, którzy prowadzą spokojne życie, ale bezwzględni, niekiedy bezczelni cynicy…
Nie miłosierni cieszą się dzisiaj uznaniem, ale ci, którzy zagarniają wszystko, aby mieć jeszcze więcej…
A jeśli okazują się miłosierni, to często szukając w tym popularności i własnej korzyści…
Nie ci, którzy zabiegają o czystość obyczajów i zachowań, zdobywają szacunek i uznanie, ale bezwstydni i ci,którzy szczycą się upadkiem obyczajów, uważając, że trzeba wyjść z ciemnogrodu i zacofania…
Niekiedy wręcz obnoszą się ze swoją innością… i tak zwanym społecznym wyzwoleniem…
Nie  ludzie nastawieni pokojowo mają dzisiaj najwięcej do powiedzenia, ale często ci, którzy są bezwzględni i agresywni, raz po raz sięgając po przemoc…
Nie prześladowani otrzymują zaszczyty i godności, pokazała to historia minionych lat, ale przebiegli i ci, którzy potrafili się w życiu ustawić. W wielu przypadkach kaci i oprawcy mają więcej do powiedzenia i cieszą się samopoczuciem lepszym, niż ich ofiary…
Takie myślenie może nas zniechęcić! To tak naprawdę dla kogo jest ten program i ta droga ośmiu błogosławieństw, o której mówi Jezus i czy w ogóle ktoś go może zrealizować?!

Musimy zrozumieć, że prawdziwa wizja szczęścia jest do osiągnięcia, ale nie tu na ziemi. My chcemy być szczęśliwi tu i swoją zaradnością budujemy naszą wizję szczęścia. Tymczasem Bóg pokazuje, że prawdziwe szczęście i radość można osiągną po drugiej stronie – i pozornie ci którzy tu cierpieli na ziemi, byli cisi, nie barwni, ale szarzy i zwyczajni, jeśli starali się zachowywać Boże prawo do końca – mają szansę na tę wizję wiecznej szczęśliwości.
Świętość jest w zasięgu każdego z nas, a jej pragnienie Bóg wpisał w każde ludzkie serce. Świętość realizowana jest w zwykłych wydarzeniach codziennego życia, w wykonywaniu powszednich i prozaicznych obowiązków. Można dążyć do świętości, gotując obiad, krojąc chleb, prasując koszulę, zmieniając dziecku  czy niedołężnemu ojcu pampersa, odwiedzając chorego w szpitalu, odrabiając lekcje, czy grając w piłkę… Można zdobywać świętość przez uśmiech, życzliwość, wysłanego smsa z dobrym słowem, przez modlitwę za kogoś potrzebującego…
Świętość jest w zasięgu każdego zwykłego człowieka, również słabego, grzesznego, mającego problemy…
Znana chrześcijańska Anna Kamieńska w „Notatniku” napisała:
„Nie ten kto bez grzechu – lecz ten kto przebacza
Nie ten kto nieskazitelny – ale ten rozumiejący
Nie ten święty – kto nie zgrzeszył, ale wzniósł się ponad”.
Świętość to wznoszenie się ponad przeciętność, zwykłość, szarość…Świętym może zostać każdy; syn i ojciec, matka uczeń i nauczyciel, student i profesor, pracownik i dyrektor, ksiądz i zakonnik, osoba konsekrowania i świecka… Świętość jest dla wszystkich i dlatego potrzebna jest Uroczystość Wszystkich Świętych, by wspominać tych, którzy zostali beatyfikowani i kanonizowani oraz tych,  którzy

w świętości żyli, a nam ich ciągle brakuje…
Ten dzisiejszy dzień ukazuje obok tajemnicy świętości rzeczywistość przemijania.
Modne na zachodzie „halloween party” nie przekonują rozmachem i magicznymi obrzędami, bo nie można ze śmierci robić jakiegoś mało zrozumiałego magicznego „show”, nie godzi się czynić rozrywki z umierania. Śmierć zawsze będzie tajemnicą, która zamyka ludzkie istnienie i historię ziemskiego życia.
Pewien zaprzyjaźniony ksiądz egzorcysta powiedział mi kiedyś ze smutkiem: Kumulacja brutalnych obrazów przemocy i zabijania w filmach, wiadomościach, fotografiach, grach komputerowych, nawet kreskówkach dla dzieci, to przejaw czystego satanizmu w popkulturze”. Pomyślałem, czy trochę nie przesadza?! Ale przyszło mi na myśl inne pytanie: skąd bierze się to współczesne zdziczenie obyczajów, tak bardzo widoczne w promujących fascynację śmiercią mediach?
Parafrazując tytuł serii słynnych szkiców Francisco Goyi, można by powiedzieć: „bo, gdy wiara śpi, budzą się upiory” …
Tu nie chodzi o zakaz podejmowania tematów śmierci i przemocy, ale o zakaz pokazywania ich w taki sposób. To właśnie ów sposób bardzo diabłu odpowiada – ta neopogańska wizja świata, wypierająca myśl o karze za grzechy i możliwości wiecznego potępienia. A przecież to jest jawne zaprzeczenie chrześcijańskiej wizji  życia wiecznego. Lekcję jak zrozumieć rzeczywistość świętości i przemijania, jak godnie przechodzić stąd do wieczności, pokazał nam najznamienitszy profesor naszych czasów – Św. Jan Paweł II.
To właśnie papież w „Tryptyku rzymskim” napisał:
„I tak przechodzą pokolenia − Nadzy przychodzą na świat i nadzy wracają do ziemi, / z której zostali wzięci (…)
A przecież Non omnes moriar – nie cały umieram, / to co we mnie niezniszczalne trwa!” .
Dzisiaj, jutro, w ciągu najbliższych dni, staniemy nad grobami tych, którzy odeszli, by istnieć ciągle w nas, choć w innym wymiarze…
Ksiądz-poeta Jan Twardowski dodaje: „Przemijamy jak wszystko, by w ten sposób naprawdę istnieć”.

Kiedy przed laty odszedł znany poeta i kompozytor – Marek Grechuta, rodzina artysty na pożegnalnej klepsydrze napisała: „Dla świata byłeś wspaniałym człowiekiem, dla nas byłeś całym światem…”
Ilu tych, którzy byli dla nas całym światem, dzisiaj jest nieobecnych? Ilu tych, których nam ciągle bardzo brakuje i za którymi po ludzku bardzo tęsknimy?
To właśnie oni mają szczególne prawo do naszej pamięci. To dlatego kiedy dziś rozpoczyna się listopadowy czas zamyśleń i refleksji, niech te najbliższe dni staną się czasem intensywnej pamięci modlitewnej. Wypominki, celebrowane Msze święte − to duchowy dar, jaki możemy ofiarować tym, którzy sami sobie pomóc już nie mogą. Bądźmy z nimi, ale też pamiętajmy, że przemija postać tego świata, a my wraz z nim i tylko dążenie do pełni świętości może nam zapewnić wizję nieba:

Panie daj mi serce rozkochane w Tobie, aby nieustępliwie szukało Ciebie. Niech Duch Święty prowadzi mnie i umacnia na drodze ku świętości. Wszyscy święci i święte Boże, módlcie się za nami! Amen.

 

Homilia na XXV Niedzielę zwykłą – 22 września 2019

„Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie”.
Bogactwo często utożsamiane jest ze szczęściem. Wielu myśli, że posiadając obfitość dóbr, o nic nie musi się troszczyć. Chęć ich posiadania staje się więc często głównym celem życia. W tej filozofii życia chętnie powierzamy nasze dobra tym, którzy obiecują ich szybkie i duże pomnożenie. W ten sposób wyrażamy im nasze zaufanie. John Rockeffeler twórca wielkiej fortuny na krótko przed swoją śmiercią jako stuletni staruszek powiedział do swojego przyjaciela: „Czy wiesz kto jest najbiedniejszy na ziemi? Powiem ci: ten kto nic nie ma prócz pieniędzy!”
Dzisiaj Jezus chce uświadomić każdemu z nas, że wszystko w naszym życiu jest Bożym darem. Wielkie zaufanie ma do mnie Bóg, kiedy powierza mi dar życia, talenty, odpowiedzialność za bliskich, a może za wielu innych.
Te wszystkie dary nie mogą mi absolutnie przesłonić Dawcy. Nie mogę zapominać, że służę jedynie Bogu. Wieczorna modlitwa jest dobrą chwilą, abym jako zarządca zdał sprawę Właścicielowi z tego, co mi powierzył,
a zwłaszcza z tego, czy wszystkim, co mi powierzył, służę Jemu. I podziękował za Jego zaufanie. Nasze przysłowie mówi:
 „Czego nie otworzysz kluczem, otworzysz cierpliwością.”
Dziękuję Ci, Boże, za Twoją miłość, którą tak hojnie mnie obdarowujesz. Dziękuję Ci za zaufanie. Chcę posługiwać się zgodnie z Twoją wolą tym, co mi powierzasz. Amen.

Homilia na XXIII Niedzielę zwykłą

„Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem”.
Pochyleni dziś nad Słowem Pana, zawartym w Ewangelii, słyszymy z ust Jezusa podstawowe warunki bycia Jego uczniem. Mieć w nienawiści rodziców? I własne życie, Dźwigać swój własny krzyż? Brzmi to zdecydowanie odstraszająco! Ewangelista Łukasz relacjonuje, że Jezus wypowiedział te słowa do idących z Nim wielkich tłumów. Zauważmy, że ludzie ci nie szli za Nim, ale z Nim – czyli towarzyszyli mu w drodze, trochę z ciekawości, chcąc zobaczyć, co nowego uczyni – jakiś znak, jakiś cud?! Jezus doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że motywacje pójścia za Nim, a właściwie z Nim są bardzo różne, dlatego w odpowiednim momencie skierował do nich te trudne słowa: „Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści, swego ojca, matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem”.Kto nie dźwiga swego krzyża a idzie za mną, nie może być moim uczniem!” Jezus zatrzymał się i przemówił do nich, ponieważ chciał nimi trochę wstrząsnąć i pomóc im przezwyciężyć przeszkody, które ich powstrzymywały przed pójściem za Nim. Chciał, żeby zrozumieli, że przyjęcie Jego nauki, to poważna decyzja, której nikt za nich nie podejmie. Każdy musi sam zdecydować w swoim sercu, czy chce pójść za Jezusem, czy tylko iść z Nim oraz z tymi którzy za Nim idą… I tak wielu dzisiaj postępuje. Idę do kościoła, bo tam spotkam ludzi, z kimś pogadam po drodze, poplotkuję, może dowiem się czegoś, Ale już nie dbam o to, jak i gdzie uczestniczę w liturgii Mszy Św., czy słyszę czy nie słyszę, czy widzę, czy nie widzę żywego Boga – i dziś tak wielu młodych ludzi uczestniczy we Mszy Św. Idę, bo mam towarzystwo i może być ciekawie i fajnie. Wielu boi się zaangażować w sprawy kościoła – choć mogłoby zapisać się do ministrantów, do scholi, przyjść na spotkanie grupy młodzieżowej, wejść do Żywego Różańca, Domowego Kościoła, bo mogę być przez innych wyśmiany lub odrzucony. Jeszcze inni zaczynają z entuzjazmem, jest power, jest moc, jest siła – ale przychodzą zwątpienia w wierze, brak modlitwy zakorzenienia w Chrystusie i czar jak mydlana bańka pryska – nie mają siły wytrwać w przeciwnościach.
Każdy, kto nie potrafi wyrzec się wszystkiego, tak naprawdę nie może być Jezusowym uczniem. Prawdziwe stawanie się uczniem Jezusa Chrystusa to sztuka rezygnacji oraz dokonywanie właściwego wyboru. Boski Mistrz z Nazaretu kieruje do każdego z nas osobiste zaproszenie – pójdź za mną!
Każdy, kto chce być Jego uczniem, nie może Jezusowi stawiać warunków.
To tak samo, jakby uczeń stawiał nauczycielowi, katechecie warunki, co będzie robił, a czego nie będzie robił, co można go pytać i wymagać od niego, a czego nie można. Powiedzielibyśmy – to jakiś absurd! Skoro Jezus zaprasza do grona swoich uczniów, to tylko On może postawić konkretne warunki bycia Jego uczniem. Pan Jezus nie zabiera człowiekowi wolności, a wręcz przeciwnie.
On wyzwala w nas pragnienie, żeby Bóg stawał się w naszym życiu najważniejszy – „Jeśli Bóg na pierwszym miejscu, to wszystko jest na właściwym miejscu!”. Jeśli całe serce jest dla Niego, to jest w nim również miejsce dla innych. Wtedy miłość jest zdrowa i rozwijająca. Jeśli ktoś lub coś stanie się ważniejsze od Niego, człowiek bardzo często marnuje swoje życie. Tylko Bóg może dać życiu pełnię. Jest nią On sam tu, na ziemi, a przede wszystkim w wieczności. Jezus Chrystus przygotowuje także nas i zachęca, abyśmy nasze wysiłki skoncentrowali na  duchowym przygotowaniu do spotkania z Bogiem w wieczności.
Bł. Karol de Foucauld napisał kiedyś: „Odkąd poznałem Boga, wiedziałem, że nie mogę żyć jak tylko dla Niego”. Dokonywanie życiowych wyborów jest wielką i trudną sztuką. Można „pójść za ciosem”: emocji, zdarzeń, ambicji, mody, pogoni za sukcesem, pragnienia władzy i pieniędzy oraz cielesnych przyjemności. Tak wielu współczesnych czyni. I dlatego tak wiele na świecie jest smutku, cierpienia i narzekania w ludzkim życiu. I dlatego niektórzy ludzie nie widzą sensu swego życia, a duchową rozpacz ukrywają pod maską kpin, używek, uzależnień i przymusowego udawania dobrego samopoczucia. Bóg szanuje naszą wolność i nasze wybory. Jednak bycie wolnym nie oznacza życia bez żadnych zobowiązań, ale oznacza postawę człowieka podejmującego decyzje i działania zgodnie z sumieniem i jasno określonym systemem wartości.
Słuchając dzisiejszych czytań zastanów się drogi bracie i siostro, co porusza cię w sposób szczególny w tym słowie?! Może Jezus zaprasza Cię do większej bliskości z nim? A może pokazuje Ci to, co Cię od niego oddala?! Jeśli tak, to weź sobie to słowo Jezusowe do serca. A może warto bardziej zaangażować się we wspólnotę kościoła

Papież Franciszek powiedział, że: „Maryja jest misjonarką zbliżającą się do nas, by nam towarzyszyć w życiu, otwierając serca na wiarę swoim macierzyńskim uczuciem.” Najświętsza Maria Panna przy objawieniu się w Fatimie wyraziła życzenie, byśmy się poświęcili Jej Niepokalanemu Sercu. Poświęcenie się Bogurodzicy jest aktem religijnym i zawiera w sobie głęboki sens, pociągając za sobą pewne zobowiązania. Poświęcić się Niepokalanemu Sercu Maryi to związać się wewnętrznie z Jej życzeniami, które należy wypełniać. Na tym właśnie polega nasz duchowy związek z Nią, który nie jest niczym innym, jak służbą dla niej.
Panie, otwórz mnie na działanie Twojej łaski, abym tak jak Maryja mógł Ci służyć, pomimo lęku i niepewności. Niech przesłanie Twojej Ewangelii stale ujawnia się w moim życiu. Amen.

Homilia na Uroczystość Wniebowzięcia NMP

„Wielki Znak ukazał się na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu”.
Wizja Apokaliptyczna Św. Jana nie pozostawia żadnych złudzeń i wątpliwości. Tą Tajemniczą Niewiastą obleczoną w słońce, czyli w Boga jest Najświętsza Maryja Panna – Matka Jezusa Chrystusa! Maryja, która w pełni jest otoczona Jego światłem. Na głowie ma wieniec z dwunastu gwiazd, czyli dwunastu pokoleń Izraela – symbol wspólnoty świętych i błogosławionych w niebie. U Jej stóp leży księżyc – dający blade odbite światło słoneczne, który symbolizuje śmierć i przemijalność ludzkiego życia. Ta wizja ukazuje nam tajemnicę uwielbionego człowieczeństwa. Można śmiało do tego faktu odnieść staropolskie stwierdzenie: „Jakie Życie, taka Śmierć”. Maryja – Niewiasta obleczona w słońce jest wspaniałym SIGNUM – czyli znakiem zwycięstwa miłości nad przemocą i nienawiścią, znakiem zwycięstwa dobra nad złem, grzechem i szatanem. Wielkim znakiem zawierzenia, znakiem pocieszenia i znakiem jedności.  Malo kto wie, że ta wizja Apokaliptyczna stała się mottem dla wybitnego francuskiego polityka – Roberta Schumana do utworzenia Zjednoczonej Europy stąd dwanaście gwiazd na fladze unijnej. Ten mąż stanu, uważany za ojca założyciela Unii Europejskiej, starał się każdego dnia uczestniczyć we Mszy Św., który był stanowczy i nieugięty w swoich poglądach, ale szanował każdego człowieka, z którym się spotykał i rozmawiał, dziś jest kandydatem na ołtarze – jego proces beatyfikacyjny trwa w Watykanie. Wielu polityków mówiło, że tym, co uderzało w kontaktach z nim, było promieniowanie jego życia wewnętrznego; stało się wobec człowieka wiary, bez pragnień i ambicji osobistych, wobec człowieka totalnej szczerości i totalnej skromności intelektualnej, człowieka ożywionego pragnieniem służby, tam, gdzie zostanie do niej powołany. Siła, która go ożywiała była siłą wiary. To on przed śmiercią napisał pamiętne słowa: „Demokracja [w Europie] będzie chrześcijańska albo nie będzie jej wcale. Demokracja antychrześcijańska byłaby karykaturą zmierzającą do pogrążenia się w tyranii lub w anarchii. Stanowisko demokraty może być określone w ten sposób: nie może on zaakceptować tego, że państwo systematycznie ignoruje rzeczywistość religijną, że przeciwstawia jej stronniczość graniczącą z wrogością lub pogardą. Państwo nie może nie uznawać, bez krzywdy i szkody wyrządzonej sobie, niezwykłej skuteczności natchnienia religijnego w praktykowaniu cnót obywatelskich, w tak koniecznej obronie przeciw siłom rozkładu społecznego, które wszędzie działają”. Czy one nie są aktualne na nasze trudne czasy?
Czy dziś na nowo nie powinniśmy szukać mocnego zakorzenienia w wartościach chrześcijańskich, w naszej wierności Bogu, bo to jest siła, która może nas wszystkich zespolić i zjednoczyć – siła naszej wiary?! Dziś kiedy profanują wizerunek Czarnej Madonny, my pokażmy przez wspólnotowe świętowanie tej uroczystości, że Maryja jest dla nas ważna, że jesteśmy z nią razem, że kochamy ją jako naszą Matkę – jak dzieci które świętują urodziny i imieniny swoich m rodziców – dziś są Narodziny dla Nieba naszej Matki. Wynagrodźmy jej naszą postawą wdzięczności i miłości te zniewagi i upokorzenia, których doznała w ostatnim czasie. Dziś także gorąco módlmy się o ducha jedności w naszym kraju, bo bez niej nie można budować prawdziwej wolności i pokoju.
Francuski pisarz, autor „Małego Księcia” – Antoine de Saint Exupéry napisał kiedyś: „Ten jest przyjacielem, kto w chwili pokusy pozostaje wierny”. Maryja przez całe życie była zjednoczona z Bogiem w wielkiej przyjaźni, była mu wierna w chwilach pokus i prześladowań i w nagrodę za wierność otrzymała wielki dar i przywilej Wniebowzięcia.
Pieśń uwielbienia, którą wyśpiewała Maryja w czasie spotkania z Elżbietą to wyraz postawy, jaka cechowała Jej całe życie, które stało się wypełnieniem obietnic danych przez Boga. Maryja ma świadomość, że jest to wyróżnienie za Jej zgodę, poświęcenie i świętość życia. Tym bardziej w hymnie wysławia go za wszelkie dary i łaski, których doznała: „Wielbi dusza moja Pana, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny”. Słowa wypowiedziane w domu Elżbiety mogą stać się codzienną modlitwą każdego i każdej z nas. Mogą stać się hymnem uwielbienia Boga za wszystko, czego dokonał w naszym życiu, w życiu naszych rodzin, w naszej parafii, w życiu całego Kościoła, w historii naszego kraju.
A przecież mamy Bogu za co dziękować! Pokutuje w nas swoistego rodzaju „AMNEZJA” – czyli szybkie zapominanie o tym, w jak trudnych czasach przyszło nam żyć i z jakich sytuacji i opresji wyprowadził nas Bóg! Przez to wiele osób nie potrafi być Bogu wdzięcznymi. Tak łatwo zapominamy, jakie koleje losu przechodziła nasza Ojczyzna. Ciągle trzeba nam to przypominać i wzywać do krótkim stwierdzeniu: PAMIĘTAMY!  dziś 99 rocznica słynnego Cudu nad Wisłą w1920 roku – PAMIĘTAMY!  Trwa rocznica Wybuchu Powstania Warszawskiego w 1944 roku – PAMIĘTAMY! za chwilę rocznica wydarzeń sierpniowych w1980 roku i początku przemian w naszym kraju- PAMIĘTAMY! Potrafiliśmy walczyć o naszą wolność, potrafiliśmy wyjść z ruin i zgliszcz, potrafiliśmy odbudować naszą Ojczyznę, Ale ta siła i determinacja naszego narodu wypływała z korzeni chrześcijańskich, była świadectwem naszej wiary i zaufania Bogu. Kiedy byliśmy zjednoczeni wokół Kościoła i kiedy dochowywaliśmy wierności Bogu, byliśmy silni i prawdziwie solidarni.
Dzisiejszą uroczystość trzeba przeżywać razem z Chrystusem, ponieważ tylko w świetle Jego tajemnicy możemy zrozumieć tajemnicę wzięcia Maryi z ciałem i duszą do nieba. W Maryi wyniesionej do nieba podziwiamy pełne zwycięstwo Chrystusowego zmartwychwstania. W Niej możemy zobaczyć, gdzie jest kres wędrówki tych, którzy swoje życie zjednoczyli z Chrystusem. Błogosławić Maryję to przede wszystkim zrozumieć, że i mnie Jezus chce dać miejsce w swojej chwale, z duszą i ciałem. Najpierw jednak to ja muszę dać Jezusowi absolutne pierwszeństwo w życiu. Tak jak to uczyniła Maryja. Dlatego dziś przepełnieni wdzięcznością do Boga, naszego Ojca za dar Maryi Wniebowziętej, Dziewicy zasłuchanej w Słowo Pana wołajmy w naszej modlitwie:
 „Panie Jezu, jednoczę się z Maryją, którą z ciałem i duszą wyniosłeś do Twojej boskiej chwały. Chcę razem z Wniebowziętą wyśpiewać chwałę Bogu, za wielkie rzeczy, które czyni dla człowieka. Maryjo – Królowo Nieba i Ziemi, Niewiasto Mądra i Roztropna, naucz nas postawy pięknej miłości, która umie Bogu dziękować za wszystko i nieustannie uwielbiać Jego Majestat”. Amen.

Homilia na środę, 14 sierpnia 2019

„Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”.
Jezus Chrystus pokazuje jak ważna jest wspólnota ludzi, wspólna modlitwa, wspólny posiłek, wspólne przebywanie. Z którą On Syn Boży sam się utożsamia i jest pośród tych dwóch-trzech zebranych w Jego imię.
Dlatego zaprasza nas, zwołuje do wspólnoty Kościoła, abyśmy wspomagając się wzajemnie, pielgrzymowali do Niego. Nie można egoistycznie twierdzić, że nie obchodzą mnie inni, ważne, aby samemu być w porządku wobec Boga i drugiego człowieka. Takie myślenie jest obce Jezusowi. Dla Niego nikt nie jest obojętny. Dlatego trzeba ratować każdego, kto oddala się od jedności z Jezusem. Jezus pokazał, jak to czynić: przez przebaczenie. To niezbędny warunek, aby mógł się dokonać nowy początek. Realizując to polecenie Jezusa, można z bliska doświadczać, że Kościół to Chrystus i każdy wierzący. Głowa i ciało. Jedna rodzina, którą Chrystus gromadzi przy jednym stole. Odpowiedzialność za nią to znak żywej przynależności do Chrystusa.
Wiedział o tym dzisiejszy patron – Św. Maksymilian Maria Kolbe, który poświęcił swoje życie w służbie Bogu, Matce Najśw. i ludziom. 29 lipca 1941 roku, kiedy w obozie koncentracyjnym Auschwitz – Birkenau jeden z więźniów zbiegł, to jako represję za to, na wieczornym apelu nastąpiło dziesiątkowanie więźniów jego bloku. Kierownik obozu Karl Fritzsch wybrał na śmierć głodową wśród nich Franciszka Gajowniczka. I nagle spośród więźniów wyszedł o. Maksymilian w więziennym pasiaku, z miską u boku, w drewniakach. Nie szedł jak żebrak czy bohater, szedł jak człowiek świadomy wielkiej misji. Stanął spokojnie przed oficerami pokazując ręką na Gajowniczka i powiedział płynnie po niemiecku: – Chcę umrzeć za niego. Na pytanie zdziwionego gestapowca:
– Kim jesteś? odpowiedział spokojnie: – Jestem polskim księdzem katolickim.
O. Maksymilian wiedział, jak Niemcy traktują polskich księży, mimo to nie bał się przyznać do swojego kapłaństwa. Po chwili nieznośnej ciszy, ku zdziwieniu wszystkich kierownik obozu zapytał go w formie grzecznościowej:
– Dlaczego pan chce umrzeć za niego? Kolbe odpowiedział: – On ma żonę i dzieci.  Wtedy zdziwiony i zaskoczony esesman się zgodził.
Po apelu dziesięciu skazanych /w tym o. Maksymiliana/ zaprowadzono do bloku 11 – bloku śmierci, kazano się rozebrać do naga i zamknięto w piwnicy. Świadkiem ich umierania był więzień Bruno Borgowiec, który ocalał z obozu i w 1946 złożył zeznanie przed notariuszem w Chorzowie: „Początkowo więźniowie krzyczeli z rozpaczy, bluźniąc przeciw Bogu. Później pod wpływem ojca Kolbego zaczęli się modlić i śpiewać pieśni do Matki Najświętszej. Zakonnik dodawał im otuchy, spowiadał i przygotowywał na śmierć.
Stojąc lub klęcząc, wpatrywał się pogodnym wzrokiem w dokonujących inspekcji esesmanów”
. Ojciec Kolbe zmarł 14 sierpnia 1941 roku dobity zastrzykiem fenolu przez funkcjonariusza obozowego, kierownika izby chorych Hansa Bocka o godz. 12:50. Jego ciało zostało spalone w obozowym krematorium. Natomiast 25 października 1944 roku Franciszek Gajowniczek został przeniesiony do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen, gdzie doczekał się wyzwolenia przez wojsko amerykańskie.

Pan Jezus nam dzisiaj uzmysławia, że ważne jest mówienie prawdy, trwanie prawdy, szczególnie wtedy, jeśli ktoś czyni zło i trwa w grzechu. Chce nam także powiedzieć, że naszą osobistą troską powinno być tzw. braterskie upomnienie, które jest wyrazem troski odpowiedzialności za Kościół. Prawda i jawne upomnienie braterskie jest wyrazem zatroskania o tę konkretną osobę: „Gdy twój brat zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź ze sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków opierała się cała prawda. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik”. Nawet najboleśniejsza prawda, jeśli jest wypowiedziana szczerze przez drugiego człowieka pokazuje, że komuś na mnie zależy, ktoś mnie szanuje albo kocha, ponieważ mówi mi to, nie po to aby mi dokuczyć czy zdołować, ale po to, żeby mnie przestrzec, żebym się zastanowił. A robi to dlatego, że mu na mnie zależy. Błąd polega na tym, że wolimy się nie mieszać, po co mam usłyszeć: dlaczego się wtrącasz, co cię to obchodzi, to nie twoja sprawa! Sumienie nie powinno nam pozwolić, aby wobec jakiegoś problemu przejść obojętnie. To nasze zadanie, misja i życiowe powołanie.
Daj mi, Panie, miłość, która będzie troską o zbawienie innych. Niech jej realizacja przez upominanie grzeszących nie przysłoni mi prawdy o tym, że sam żyję dzięki Twojemu przebaczeniu. Amen.

Homilia na XIX Niedzielę zwykłą

„Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie”.

Dziś ludzie prześcigają się w różnego rodzaju przepisach; a to przepis na dobre ciasto, a to przepis na dobrą sałatkę, przepis na dietę odchudzającą. A dzisiejsza Ewangelia daje nam tzw. przepis na duchowe szczęście. W dietach ważne są składniki. Najważniejszym składnikiem boskiego przepisu na szczęście w tej przypowieści jest postawa gotowości na przyjście Pana. Jezus mówi wyraźnie: Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie.
A wy podobni do ludzi, oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci; aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie”.

Dziwna może się wydawać ta Jezusowa recepta na szczęście. Czuwanie kojarzy się przecież z życiem w napięciu, w ciągłym niepokoju. Czuwanie jest żmudnym wysiłkiem, ale my potrafimy i umiemy czuwać, kiedy matka czuwa przy łóżku chorego dziecka, kiedy czekamy na gości, kiedy rodzice oczekują przyjazdu dzieci zza granicy i nawet w nocy wstają, aby im, zdrożonym i zmęczonym po długiej podróży otworzyć i przywitać w domu. Może wielu z nas uczestniczyło nie raz w całonocnych czuwaniach modlitewnych – jak Godzina Miłosierdzia czy Wieczór Uwielbienia czy też w czuwaniach całonocnych. Ale ta recepta nie jest ludzkim wymysłem, ponieważ pochodzi od Jezusa. To w pewien sposób egzamin z wiary, która nieustannie jest poddawana próbom, aby stawała się coraz mocniejszym fundamentem dla życia chrześcijańskiego. Wiara w obietnice Jezusa oczyszcza nas z postawy niepewności czuwania i pokazuje, że właśnie przez tę postawę warto być świadkiem Chrystusowego Królestwa tu ziemi. Uczy właściwych kryteriów oceny rzeczywistości i działania. Szczęście osiągniemy wtedy, kiedy Bóg jak Pan z przypowieści przyjdzie i zastanie nas czuwających, czyli gotowych na spotkanie.
Czy my jako naród, społeczeństwo, wspólnota, parafia, chrześcijanie umiemy czuwać i chcemy czuwać.
Czy jesteśmy cierpliwi w postawie wierności Bogu? Co pokazuje rzeczywistość?!
Ano to , że nie do końca potrafimy, umiemy  i nie do końca chcemy czuwać.
Ciągłe zniecierpliwienie, niezadowolenie i frustracje. Ciągłe podziały w rodzinach, sąsiedztwie, społeczeństwie w kraju – wzdłuż i wszerz. Uważamy się za chrześcijan i ludzi wierzących, a potrafimy w ciągu jednej chwili wylać niczym wiadro pomyj tyle żółci, jadu złości, agresji i nienawiści, że tak naprawdę nie ma tam miejsca na prawdziwą braterską miłość. Ciągle słyszymy słowne ataki, hejtowanie w Internecie i w realu, mniejszości chcą rządzić i narzucać swoje prawa większościom. Ciągle słyszymy pomówienia, oskarżania, formy donosicielstwa, brak szukania wspólnego języka do porozumienia i zgody. Czy tak ma już być w naszym życiu do końca świata?!
W poszukiwaniu odpowiedzi natrafiłem na opowiadanie Stanisława Adama Majaka: „Stary gwizdek”.
W  małym miasteczku w domu jednorodzinnym, gdzieś na peryferiach mieszkał dziadek. Był człowiekiem życzliwym i radosnym, otwartym na innych. Cieszył się szacunkiem i uznaniem wśród sąsiadów i domowników. Ale pewnego sobotniego ranka przelała się w nim szala goryczy. Kiedy wyszedł z pokoju, aby zaparzyć sobie w kuchni kawę, zobaczył jak na korytarzu jego córka kłóci się z najstarszą wnuczką o to, kto będzie sprzątał dom i dlaczego znowu ona – przecież to nie fair. Próbował przemknąć się dalej, ale obok łazienki zobaczył dwóch wnuków, którzy okładali się pięściami i krzyczeli, jak bardzo się nienawidzą za to, ze jeden drugiemu zajął łazienkę. Kiedy próbował iść dalej, usłyszał z pokoju krzyk zięcia, który straszliwie przeklinał pracownika za to, że na czas nie wywiązał się z kontraktu wobec klienta. Wycofał się zmieszany i wrócił do pokoju. Próbował ogarnąć myśli, otworzył okno, a tam dwaj sąsiedzi obrzucali się słownie inwektywami, za to, że jeden wypuścił psa a drugi kota
i na efekty długo nie trzeba było czekać. Pospiesznie zamknął okno, aby zanurzyć się choć na chwilę w ciszy. Włączył telewizor, a tam rozpoczynała się debata, w której politycy mocno ubliżali sobie w słowach wyrażając wzajemną niechęć i pogardę. Wyłączył tzw. zjadacza czasu i pomyślał: jak ja mam tu żyć w takich warunkach? Wybudowałem ten dom w trudnych czasach, oszczędzaliśmy pieniądze razem z nieżyjącą żoną, wszystko z myślą o dzieciach i wnukach, a tu nawet przez chwilę nie można zaznać świętego spokoju. Błyskawicznie wyjął z szafy podręczną torbę podróżną, zapakował najważniejsze rzeczy i postanowił się ulotnić – wyjechać do swojego przyjaciela na wieś, z którym przed laty pracował w jednym zakładzie. Kiedy wyszedł na zewnątrz, nagle na schodach poczuł lekkie szarpnięcie za rękę. Zdziwiony zobaczył przed sobą najmłodszego wnuka, który bawiąc się na podwórku podbiegł do niego i zapytał: Dziadziu dokąd idziesz? Dziadek odpowiedział: Muszę stąd wyjechać na chwilę, bo nie ma tu dla mnie miejsca! Nie mogę wytrzymać! Dziadziu, a kto mi będzie opowiadał bajki i piękne historie na dobranoc? Zostań! Dziadziu ja cię  bardzo kocham! Malec przytulił się do wzruszonego dziadka. Nagle ożywił  się i powiedział: Pomogę ci, żeby był znowu spokój w naszym domu! Wbiegł na schody i zniknął za drzwiami. Po chwili uśmiechnięty od ucha do ucha wrócił, trzymając w ręku stary gwizdek, który dostał na pamiątkę od dziadka  –  kiedyś dziadek mu opowiadał, jak to sędziował mecze  piłkarskie na boisku. Ciągnąc dziadka za rękę wszedł do domu i ku wielkiemu zdziwieniu wszystkich nagle rozległ się głośny gwizd – wszyscy kłócący się oniemieli, panie zatykały sobie uszy, a zdziwiony zięć wyglądał z pokoju. Wnuczek krzyknął na całe gardło: Cisza! Teraz dziadek ma głos! Stanęli jak wryci! A dziadek spojrzał na wnuczka, mrugnął okiem i powiedział: Dziękuję ci wnusiu za pomoc. Skoro już wykłóciliście się za wszystkie czasy, nawściekaliście się i wzajemnie sobie poubliżali, to może pójdziemy wszyscy do kuchni, bo z tego wszystkiego zapomniałem, że chciałem napić się kawy!
Domownicy spuścili głowę i jeden po drugim pokornie weszli do kuchni.
I nastała cisza …
To opowiadanie można śmiało przenieść na grunt domowy, sąsiedzki, parafialny, gminny, narodowy. Może warto aby w naszych uszach zabrzmiał  przynajmniej w naszej wyobraźni taki przeraźliwy gwizdek – STOP ZASTANÓW SIĘ KIM JESTEŚ, CO ROBISZ I PO CO TAK NAPRAWDĘ ŻYJESZ?!
Po to by nieustannie się kłócić i walczyć, czy po to, aby czuwać i przygotowywać się na przyjście Pana?! Życie jest zbyt piękne i zbyt krótkie, aby tracić je na ciągłe awantury, plotki, waśnie spory. Dlatego Jezus mówi do nas:„Czuwajcie i módlcie się bo w chwili, której się nie spodziewacie, Syn Człowieczy przyjdzie?!” Prośmy gorąco, abyśmy nie przespali końca świata i nie zapomnieli do czego tak naprawdę tu na ziemi wszyscy się przygotowujemy: Boże Ojcze, który nie wahałeś się oddać swojego Syna za nas. Pomóż mi zachować czujność serca, abym zawsze był wdzięczny za udzielone mi dary i gotowy na spotkanie z tobą w wieczności. Amen.

Homilia na środę, 7 sierpnia 2019

„Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha”. Ten dzisiejszy fragment Ewangelii zwraca uwagę na postawę kobiety kananejskiej – matki , która prosi o łaskę uwolnienia od złego ducha dla swojej córki, w momencie, kiedy rozpoznała w Jezusie – Syna Dawida – zapowiadanego Mesjasza.  Często podziwiamy tzw. upór wiary u ludzi mocnych i zdecydowanych, którzy wyrzuceni drzwiami, próbują wchodzić oknem. Wiara nie jest dobrem tylko dla wybranych ani tych, którzy uważają się za dobrych lub takimi byli przez tytuł społeczny lub kościelny. Działanie Boga przekłada się na działanie Kościoła i Duch Święty działa w osobach, których nie podejrzewalibyśmy nigdy o to, że przyniosą nam od Boga nowinę, wołanie tych najbardziej potrzebujących, którzy potrafią zaufać do końca Panu.
Do takich osób należała kobieta kananejska, która wyszła na spotkanie Jezusa. Nie należała do narodu wybranego, była politycznie niepoprawna. A uczniowie wręcz nalegali na Jezusa, aby ją odprawił, bo krzyczała za nimi. Dlatego Jezus wystawiając ją na próbę, dość oschle odpowiada: „Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela”.
Ona jednak nie zważała na to, jak ją oceniają inni. Jej miłość do córki była na tyle ogromna, że niosła gotowość uczynienia wszystkiego, aby tylko została ona uwolniona od złego ducha. Dlatego przyszła, upadła do stóp Jezusowi i prosiła: „Panie, dopomóż mi!”.
I oto kolejne wystawienie na próbę przez Jezusa, który mówi: „Niedobrze jest brać chleb dzieciom i rzucać psom”. Pewnie niejeden z nas by się obraził, odwrócił plecami – nie to nie, bez łaski, obejdzie się! A ona ma w sobie tyle pokory i determinacji zarazem, że nie zważa na te słowa i z wiarą odpowiada: „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołu ich panów”. Ta kobieta kananejska walczyła do końca, nie podważając słów Jezusa, lecz uzasadniając miłość do córki. Walczyła siłą wiary, która w Chrystusie ujrzała nie Żyda, ale Mesjasza, który mocą Bożą może wszystko. Poganka zrobiła to, czego nie uczynili faryzeusze. Dlatego Jezus to zauważył i pochwalił ją, mówiąc: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz”.
Nie tylko osiągnęła cel swoich pragnień, lecz także jej wiara została otwarcie pochwalona przez samego Nauczyciela i przedstawiona jako wzór do naśladowania. Kiedy się przyglądam postawie tej kobiety, to zawstydza moją wiarę – a tak naprawdę jej brak, zarumienia moją ufność, a w zasadzie jej brak, a tym samym pokazuje jak słabo kocham tego który mnie kocha bezgranicznie.
Wiara nie może być dla mnie tylko przyzwyczajeniem. Trzeba walczyć do końca tak, jak walczy się o środki finansowe na ważną operację dla kogoś bliskiego, tak jak walczy się o własne zdrowie, nawet gdy diagnozy lekarskie nie były pomyślne. Wiara połączona z zaufaniem Bogu jest najważniejszym elementem naszej postawy – my nie, my nie my nigdy nie poddamy się!
Czy ja zbyt szybko się nie zniechęcam i nie zrażam, kiedy Jezus próbuje moją wiarę? Ilu ludzi przegrywa już na starcie, kiedy się z powodu nieszczęścia własnego lub bliskich załamuje, traci wiarę i nie widzi sensu działania, życia – dlaczego taki młody człowiek musiał usłyszeć diagnozę, że gdy operacja się nie uda, to możesz nie widzieć, nie mówić, lub mieć paraliż – czyli nie chodzić.
Św. Rafał Kalinowski pięknie napisał: „Boże, jakim skarbem obdarzasz tych, którzy w Tobie ufność pokładają!” Czy ja mam do końca żywą nadzieję, że Pan mnie nie pozostawi w trudnym położeniu i przyjdzie mi z pomocą?! Że wysłucha moich natarczywych próśb i modlitw, jak wysłuchał nie ustającej w błaganiu kobiety kananejskiej. Dajemy temu świadectwo, że przychodzimy na Nowennę, że uczestniczymy we Mszy Św. Oczywiście zawsze można powiedzieć – w każdą środę to samo – ta sama Nowenna, te same modlitwy, prośby, ta sama Msza Św., ten sam śpiew, ale to jest właśnie wytrwałość i niezłomność na modlitwie – potrafimy wytrwać do końca, ufając Bogu i stając się przez przyczynę MB Nieustającej Pomocy świadkami zawierzenia.
Panie, jak kobieta kananejska nie chcę przegapić Twojego przejścia przesz moje życie. Pragnę w spotkaniu z Tobą umocnić swoją wiarę, żyć nadzieją, że zawsze będziesz o Mnie pamiętał i mnie wspierał i jeszcze bardziej zdecydowanie iść za Tobą. Amen.

Homilia na Uroczystość Najśw. Ciała i Krwi Pańskiej

„Jezus wziął pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo i odmówiwszy nad nimi błogosławieństwo, połamał i dawał uczniom, by podawali ludowi.”

Cud rozmnożenia chleba i ryb pokazuje każdemu z nas, kim naprawdę jest Jezus Chrystus. Umiłowany Syn Ojca – Ten który na pustkowiu ulitował się nad zgłodniałym tłumem, daje do zrozumienia, że jest bardzo wrażliwy na naszą nędzę i cierpienie. Dlatego pozostał jako prawdziwy i dający życie Pokarm, zaspokajający głód prawdy i miłości.
Królestwo Jezusa od dwóch tysięcy lat jest pośród nas, dostępne dla każdego. Jego słowa wskazują drogę do królestwa, a Jego rzeczywiste przebywanie w Komunii św. jest obecnością dającą moc na wędrowanie i zaspokajającą wszelki prawdziwy głód człowieka. Stąd trzeba, abym na każdą Mszę św. szedł prawdziwie głodny i spragniony Bożego Słowa i Eucharystii. Jesteśmy zależni od spożywania pokarmu. Im więcej pracujemy, tracimy energii tym więcej potrzebujemy kalorii. Każdy człowiek, który przestaje jeść – umiera.
Często słyszymy dziś o zdrowym odżywianiu się, o rezygnacji z jedzenia tzw.  fast foodów. Dla nas ochrzczonych i wierzących tylko Eucharystia jest zdrowym pokarmem prawdziwej, sycącej Miłości. Miłości, której wystarczy
dla wszystkich, którą można karmić innych. Zwłaszcza tych cierpiących, którzy nie odkryli prawdziwego głodu człowieka. Abram, który odbił swego krewnego Lota który dostał się do niewoli i uratował jego dobytek, wracał
po bitwie – był bardzo zmęczony i głodny. Na spotkanie Abrama wyszedł Melchizedek, kapłan Boga Najwyższego, który ofiarował mu chleb i wino – błogosławiąc przy tym Boga (por. Rdz 14,18-20). Abram nie tylko mógł spożyć posiłek, ale również przekonać się, ze Bóg błogosławi jego drogę wierności i posłuszeństwa. Umocniony pokarmem i błogosławieństwem Abram – ojciec narodów mógł zrobić kolejny krok za Panem, którego głosu słuchał z uwagą. Sposób w jaki Ewangelia opisuje rozmnożenie chleba, którego dokonał Jezus: Wziął… odmówił błogosławieństwo… połamał… dawał. Są to słowa, które opisują również rozdanie świętego pokarmu podczas Ostatniej Wieczerzy, słowa ustanowienia Eucharystii. Św. Paweł przekazuje te słowa z Wieczernika: Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: To jest Ciało moje za was [wydane]. Czyńcie to na moją pamiątkę!
Św. Augustyn – biskup Hippony –
nawrócony dzięki łzom i modlitwie matki – Św. Moniki, zostawił nam wiele swoich wyznań, zapisanych rozmów z cudownych widzeń z Jezusem po nawróceniu. Chrystus powiedział Świętemu na modlitwie i takie zdanie:Jam jest pokarm dla dorosłych; wzrastaj, a będziesz mnie spożywał – i nie ja w Tobie ulęgnę przemianie jak pokarm ciała twego, lecz ty przemienisz się we mnie” Praktycznie oznaczało to jego nawrócenie, życie bez grzechu śmiertelnego i poznawanie Jezusa, aby się stawać jak On. My także – Moi Kochani potrzebujemy Jezusa jego Żywego Słowa i Eucharystii – pokarmu na życie wieczne. Trzeba nam wreszcie dorosnąć, dojrzeć do tego, że sami sobie nie poradzimy. Tylko Bóg nam może pomóc i uzdrowić nasze skołatane ludzkie serca. Jezus jest prawdziwym balsamem na wszelkie rany, jest lekiem na każde zło, jest nagrodą, dla tych którzy niczego nie otrzymali i niczego nie oczekują.
Obecność Jezusa Chrystusa w sakramencie Eucharystii jest obecnością rzeczywistą!

Amerykański pastor Martin Luter King – walczący w USA o równouprawnienie dla osób czarnoskórych, powiedział kiedyś takie niezwykle mądre słowa:

„Jeśli nie możesz być wielką rzeką, bądź strumykiem, ale bądź!
Jeśli nie możesz być szeroką drogą, bądź ścieżką, ale bądź!
Jeśli nie możesz być słońcem, bądź iskierką, ale bądź!”    

Jeśli moje życie wydaje się szare, puste i bez znaczenia. To i tak jesteśmy potrzebni Bogu, nawet w tych drobnych niepozornych działaniach na jakie nas jeszcze stać. Bo Jezus chce być naszą siłą, chce stawać się dla nas motywacją i inspiracją do czynienia dobra i do życia według jego zasad.

 Znana piosenkarka Magda Anioł śpiewa takie słowa piosenki: „Kiedyś wino i chleb, teraz Ciało i Krew. Możesz wierzyć lub nie, to naprawdę dzieje się. Ciągle czekasz na cud, niespokojny twój duch, a ja przypomnę, że w ciszy i przy blasku świec cud największy dzieje się…”
Wypatrujemy co dnia, czekamy na jakiś znak, a tymczasem w ciszy i przy blasku świec, cud największy dzieje się. Każdego dnia, na każdym ołtarzu świata.

Nie możemy zapominać, że Jezus jest obecny w Eucharystii nie jako rzecz czy przedmiot ale jako Osoba.
Cudowny znak został dany czeskiemu kapłanowi Piotrowi, pielgrzymującemu do Rzymu w 1263 roku .Pragnął on przy grobie swego patrona Św. Piotra Apostoła, umocnić swoją osłabioną wiarę, zwłaszcza w obecność Chrystusa w Eucharystii, która w owym czasie przez wielu była kwestionowana. Gdy odprawiał Mszę św. w krypcie gdzie był grób męczennicy św. Krystyny, podczas Komunii oniemiał. Z trzymanej w palcach Hostii, przeistoczonej już postaci Ciała Chrystusa, zaczęła skapywać krew pozostawiając na korporale widoczne ślady. Cudzoziemiec zadrżał, krzyknął, i padł zemdlony. Wyniesiono go do zakrystii i co śmieszne zapomniano o nim, wszyscy bowiem pobiegli podziwiać pozostawiony na ołtarzu korporał z kroplami Krwi. W tym czasie niedaleko w Orvieto przebywał papież Urban IV. Wysłał swoich ekspertów, aby zbadali całą sprawę. Po stwierdzeniu prawdziwości, eksperci zabrali ze sobą relikwie i wyruszyli w drogę powrotną do Orvieto. Na ich spotkanie wyszedł papież, na moście zwanym mostem Słońca nastąpiło przekazanie korporału papieżowi, który podniósł go i ukazał wszystkim wiernym. To właśnie wydarzenie dało początek procesjom ku czci Ciała i Krwi Pańskiej. Święto Bożego Ciała dotarło do Polski w 1320 roku, czyli za panowania króla Władysława Łokietka. W naszej polskiej tradycji to święto miało związek z odwróceniem nieszczęść oraz uproszeniem pogody i błogosławieństwa plonów.
Niektórzy ludzie twierdzą, że w dzisiejszych czasach Procesja Bożego Ciała jest absurdalna, nie ma sensu, bo jest tylko niewiele znaczącą tradycją. Procesja Bożego Ciała Dzisiejsza procesja jest wezwaniem do dawania świadectwa, przypomina nam wszystkim i tym, którzy korzystają z tzw. weekendu Bożego Ciała – ale tylko odpoczywają, wyjeżdżają na spływy, wycieczki rowerowe, urządzają masowe biegi; przypomina wszystkim, jak ważna jest wiara w żywą obecność Jezusa; jak wielką wartością jest Jezus obecny pod postaciami chleba i wina. Wielki czciciel Najśw. Sakramentu – Św. Jan Paweł II zachęcał nas do prawdziwej gorliwości w duchowym przeżywaniu Uroczystości Najśw. Ciała i Krwi Pańskiej, kiedy mówił w homilii:
„Starajmy się tak uczestniczyć w kulcie publicznym Bożego Ciała, aby tajemnica Chrystusa jeszcze głębiej przeniknęła całe nasze życie”.
Dziś kiedy wyruszymy w procesji, aby oddać Jezusowi naszą cześć i uwielbienie, pokażmy tym wszystkim, którzy uważają je za bezsensowne, którzy prowokują obrażając uczucia religijne wierzących i naśmiewając się z niej  jak np. zorganizowany w Gdańsku performance, kpiący z procesji Bożego Ciała. Złóżmy publicznie najpiękniejsze świadectwo wiary, uczestnicząc w procesji, godnie się zachowując i trwając w modlitewnej atmosferze, zapraszajmy Jezusa utajonego w kruszynie białego chleba na ulice i między nasze domostwa, w/g słów, które tak dobrze znamy: „Zróbcie Mu miejsce, Pan idzie z nieba, Pod przymiotami ukryty chleba. Zagrody nasze widzieć przychodzi jak się dzieciom Jego powodzi”.
Pamiętajmy: PROCESJA EUCHARYSTYCZNA to świadectwo naszej wiary!
Dziś z naszych serc i naszych ust niech płynie jedno wielkie dziękczynienie za to, że Jezus jest stale z nami w tajemniczej przemianie chleba i wina w Ciało i Krew Swoją: Niechaj będzie pochwalony żywy Bóg w Przenajświętszym Sakramencie! Niech będzie uwielbiony, który dał samego siebie w cudownie przemieniającym Pokarmie. Uwielbiamy Cię panie za twoją żywą obecność wśród nas. Niechaj będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament teraz zawsze i na wieki wieków. Amen.